W polityce moralność (jeśli w ogóle występuje) to jedno, a skuteczność to całkiem co innego. Dlatego też nie zamierzam w tej chwili oceniać czy Paweł Zalewski zdradza właśnie PiS. Polityczni kibole uważają oczywiście, że tak, ale oni tak się znają na przedmiocie swych wypowiedzi, jak stadionowi chuligani na piłce nożnej.
Bardziej rozsądnie sytuację wokół byłego wiceprezesa PiS analizuje Foxx. Jednakże bloger ten popełnia jeden podstawowy, moim zdaniem, błąd. Nie potrafi postawić się w sytuacji Zalewskiego. Ten polityk jest przecież sekowany w partii nie od dziś. Nie znamy szczegółów, ale prawdopodobnie próbował wpłynąć na politykę swojego ugrupowania i przegrał. W tej chwili został zaatakowany za coś, czego jeszcze nie zrobił, a w dodatku tak naprawdę nie szkodzi partii.
Foxx pisze, że Zalewski musi sobie zdawać sprawę jak bardzo swoją postawą zaostrza wewnątrzpartyjny konflikt. Owszem, ale może właśnie o to chodzi? I co więcej – z punktu widzenia Zalewskiego takie zachowanie jest słuszne. Jeśli wierzy w to, co mówił do tej pory, to czemu ma milcząco godzić się na styl sprawowania władzy w partii przez Jarosława Kaczyńskiego? Zwłaszcza, powiem brutalnie, że nic z tego nie będzie miał, oprócz kolejnych upokorzeń?
Partie jak najbardziej powinny być monolitem, ale ich jednolitość powinna być sumą silnego przywództwa oraz kompromisów w wewnętrznych sporach. Tymczasem w PiS liczy się tylko nastrój prezesa. A przynajmniej tak to wygląda, co w naszym zmediatyzowanym świecie na jedno wychodzi.
Zalewski zauważył zapewne, iż szanse na kompromis z Kaczyńskim ma minimalne. Czy można mu więc zarzucić, że nie chciał być konformistą? Oczywiście nie. Inna sprawa, czy Zalewski wchodzi już we współpracę z PO i rozbija PiS? Widać jednak gołym okiem, że do takich czynów popycha go sam, urzędujący jeszcze dwa dni, premier. Najwyraźniej nie uważa on swego byłego zastępcę za zagrożenie.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)