Wczoraj pisałem między innymi o moim wrażeniu, że Jarosław Kaczyński postanowił budować partię od nowa. Akurat tę refleksję uważałem za efekt mojej wybujałej wyobraźni, jednak szybko okazało się, iż nie jestem daleki od prawdy. Krążące w PiS pogłoski wskazują na wiarę jego członków w budowę Zakonu.
Zakonem nazwano grupę najwierniejszych towarzyszy Jarosława Kaczyńskiego z czasów PC. Tylko oni mają pozostać u steru partii po okresie trwającej obecnie „wojnie na górze”. Wszyscy wywodzący się z poza Zakonu mają zostać, bez żalu, oddaleni, gdyż tak naprawdę, nigdy nie byli specjalnie potrzebni. Bez nich PiS poradzi sobie lepiej.
Czy ja w to wierzę? Cóż, nie bardzo. Znaczy, owszem, być może były premier faktycznie wpadł na taki pomysł i próbuje go zrealizować. Nie sadzę jednak, by partii przyniosło to jakąkolwiek korzyść. W jaki sposób okrojenie, nielicznej przecież partii, miałoby ułatwić jej działanie?
Rzecz jednak w tym, iż wielu członków PiS wierzy w „legendę o Zakonie”. I to może być kolejny socjotechniczny sukces Jarosława Kaczyńskiego. Młodzi działacze PiS, którzy w żaden sposób nie mogli być w PC, przyjmują na wiarę kolejne decyzje prezesa. Równocześnie liczą, iż im akurat będzie dane uzupełnić szeregi Zakonu, gdy opadnie bitewny kurz, a Wielki Mistrz postanie na polu bitwy otoczony swymi najwierniejszymi rycerzami.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)