Noc listopadowa. Przed kościołem św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Grupa PODCHORĄŻYCH spotyka GENERAŁA. Dwóch żołnierzy występuje naprzód.
PODCHORĄŻY I (z entuzjazmem): Prowadź nas, Generale! Przegońmy razem Moskali z Warszawy!
GENERAŁ (spogląda niechętnie): Żołnierze, co wy robicie? Sprowadzicie nieszczęście na nasz kraj. Wasz bunt jest głupim uczynkiem! Wróćcie do koszar i oddajcie broń!
PODCHORĄŻY II: A cóż głupiego w naszych postępkach? My Polskę chcemy wyzwolić z carskiego zaboru!
GENERAŁ: Polska jest przecież wolna, tyle, że car jest naszym królem. Patrzcie na swoje mundury – przecież jesteście polską armią. Orły białe macie naszyte…
PODCHORĄŻY II: Co nam tutaj, Generale, o mundurach opowiadasz! Nasz kraj cierpi. Patrioci są więzieni i zabijani. Konstytucja, którą car nam nadał, on sam łamie…
PODCHORĄŻY I: Po cóż to tłumaczyć. Każdy Polak to widzi, i rozumie, że innego wyjścia jak bunt nie mamy!
GENERAŁ: Ja tego nie widzę… Zaślepia was zapał młodości…
PODCHORĄŻOWIE: Tyś niewiele starszy od nas!
GENERAŁ: Owszem, ale przeżyłem dużo więcej. Gdy wy oseskami byliście, ja pod księciem Poniatowskim się biłem w całej Europie. Za Polskę właśnie! Za nic innego. Dlatego słuchajcie mnie, gdy wam mówię – wracajcie do koszar! Może my, generałowie sprawę jakoś ułagodzimy. Wstawię się za was u księcia Konstantego, by kary wam darował.
PODCHORĄŻY II: My tu nie dyskusji z księciem chcemy, lecz jego głowy! Pytam kolejny raz, przystępujesz do nas, Generale? Poprowadzisz nas na Belweder?
GENERAŁ: Nigdy! Mnie wiąże przysięga wobec króla Polski, i jej dotrzymam!
PODCHORĄŻOWIE: To Moskal, nie król!
GENERAŁ (wstępując na stopień kościoła): Ojczyzna nasza nie będzie mieć więcej wolności niż teraz. Zrozumcie to… Gdy wystąpimy przeciw carowi, on przyśle tu swe wojska, i kamień na kamieniu tu nie pozostanie! (zwracając się do tłumu PODCHORĄŻYCH) Zgubę! Zgubę Polsce przynosicie! Tylko wojnę, śmierć i zniszczenie! Na Sybir was wywiozą, tych co przeżyją! Mu musimy pracować, kształcić się i rosnąć w siłę. Słabi nigdy nie będziemy wolni!
PODCHORĄŻY III (stojący nieco z boku i pociągający z bukłaka): Dosyć… yp… dosyć tego zdrajcy słuchać! (podnosi pistolet i strzela)
GENERAŁ (trafiony w pierś osuwa się na ziemię): Słabi… przegrywają… zawsze…
PODCHORĄŻY III: …yp! Na Belweder!
PODCHORĄŻOWIE (po krótkiej chwili konsternacji): Na Belweder!
Żołnierze odchodzą pokrzykując radośnie. Trup GENERAŁA zostaje na schodach kościoła.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)