- Grzesiu, masz wielkiego guza na czole! Coś ty robił?!
- Jak to co? Byłem w rosyjskiej ambasadzie, tak jak mi kazałeś…
- Ale skąd guz?
- Zanim ambasador mnie wysłuchał musiałem bić pokłony przed portretem Władimira Władimirowicza.
- No trudno… Widać takie mają zwyczaje. Nie możemy ich osądzać!
- No tak, ale czemu ja…
- Och, przyłóż sobie lodu i nie narzekaj. Lepiej powiedz jak ambasador zareagował na Dobrą Nowinę.
- Hm…
- Jak to? Nie ucieszył się z naszych pełnych miłości propozycji?
- Ucieszył się, owszem… Powiedział, że dobrze, że zmądrzeliśmy. A potem dał mi tę kartkę…
- Co to jest?
- To są ich propozycje. Jest w nich… nieco mniej miłości.
- Pokaż… Hm… Co…?! Co?!
- Właśnie…
- Ale dlaczego? My do nich pełni pozytywnej energii, uśmiechnięci, szczerzy… A oni zamiast odpowiedzieć tym samym robią dokładnie coś odwrotnego.
- Widać takie mają zwyczaje. Nie możemy ich osądzać…
- I co teraz? Przecież nie powiemy, że kaczory miały rację! Wyślemy Radka do Rosjan, nich spróbuje ich zrazić Polityką Miłości. Może się jednak uda.
- Radka nie. Ambasador zakazał. Oni uważają, że Radek strzelał do ich żołnierzy w Afganistanie jak poprzednia wojna była.
- Ależ on cały czas siedział w Pakistanie! Tylko czasem jeździł robić zdjęcia.
- Może i tak, ale w tych swoich książkach pisał co innego. A wywiadach robił jakieś dwuznaczne uwagi. No i teraz ambasador mówi na niego „talib”.
- Eh… Trzeba będzie do Rosjan posłać Profesora.
- Ale jak on się schyli, to już nie wstanie.
- To nawet lepiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)