Wraz z nowym wpisem Igora Janke na Salon24 powróciła dyskusja o przekraczaniu granic chamstwa i agresji w Internecie, a szczególnie w naszym portalu. Nie jestem zaskoczony, iż ten temat znów się pojawił. Zajmujemy się nim regularnie raz na kilka miesięcy (ostatnio przy okazji oddolnego tworzenia tzw. „zbioru zasad”). Lecz za każdym razem nie osiągamy w naszej debacie niczego konstruktywnego.
Czy teraz będzie inaczej? Wątpię. Niestety Internet to medium wyzwalające w ludziach najgorsze instynkty. Zasadnicza rolę odgrywa tu poczucie anonimowości i bezkarności. Nie znaczy to oczywiście, iż żądam, tak jak niektórzy, by u użytkownicy Salonu24 podpisywali się imieniem i nazwiskiem. Po prostu sądzę, że wolność zawsze ma jakąś cenę. Ceną wolności w Internecie jest właśnie chamstwo.
Odgórnie narzucane ograniczenia, czy też tworzenie praw oraz regulaminów nie są dobrym rozwiązaniem, bowiem skuteczne regulacje nie mogą funkcjonować bez poparcia społeczeństwa. A my tu, na S24 stanowimy pewien rodzaj społeczności. Dlatego ja zawsze widziałem tylko jeden sposób na obronę przed chamstwem: cywilną odwagę.
To dokładnie tak jak w realu. Wokół nas zawsze są jacyś ludzie źli, albo prymitywni, uważający, iż nie muszą szanować drugiego człowieka. Jeśli godzimy się na takie ich zachowanie, oni rosną w siłę. Często tak się dzieje, gdyż ludzie są albo za mało asertywni, albo za bardzo tchórzliwi, by zwrócić chamowi uwagę.
Tymczasem z chamem trzeba krótko i ostro. Tak samo powinno być w świecie wirtualnym. Nie bójmy się oskarżeń o cenzurę. Wycinajmy chamów bez słowa. I tyle. W końcu się znudzą.
Najgorsze, co możemy zrobić, to przejąć się bluzgami tych malutkich ludzików. Gdy ktoś ma dość, i na przykład rezygnuje z pisania swojego bloga to popełnia wielki błąd. Pozwala triumfować chamstwu. Rosnąć mu w siłę. Ten, kto ustępuje internetowym mendom bierze na siebie część odpowiedzialności za ich czyny.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)