Beatyfikacja Barbary Blidy jeszcze nie jest planowana. Zapewne jedynym powodem takiego stanu rzeczy jest religijna obojętność jej kolegów z LiD. Platforma ma dużo lepsze kontakty z Kościołem, a kult Blidy także w tej partii zatacza coraz szersze kręgi, więc wkrótce możemy się spodziewać rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego.
Czekać pięciu lat nie trzeba, przecież lud chce by ofiarę siepaczy Ziobry wynieść na ołtarze jak najszybciej. Co do jej duchowych i moralnych zalet nikt nie ma wątpliwości. Pewną przeszkodą mógłby być fakt popełnienia przez nią samobójstwa, ale to przecież tylko wersja oficjalna. Komisja śledcza udowodni wkrótce, jak było naprawdę.
Trzeba będzie jakoś sprawę przedstawić papieżowi. Benedykt XVI się nieco zdziwi, gdy zjawi się u niego delegacja z Polski przedstawiająca do świętości kobietę, która ponad 30 lat należała do partii komunistycznej, a następnie zajęła różnego rodzaju szemranymi interesami.
Wyjaśnianie Watykanowi całej złożoności sytuacji w naszym kraju będzie trudne. Papież może nie rozumieć, że najgorszym okresem w najnowszej historii Polski nie był wcale komunizm, tylko rządy braci Kaczyńskich. Niewykluczone jednak, że tak jak w przypadku nominacji biskupa Wielgusa, i tym razem pomogą jacyś księża-patrioci, którzy w odpowiednim momencie okłamią głowę Kościoła.
Beatyfikacja Barbary Blidy będzie wielkim wydarzeniem zwłaszcza dla dużej części naszej klasy politycznej. Nie tylko dlatego, że podkreśli zbrodniczy wymiar panowania znienawidzonego PiS. Po prostu nareszcie nasi politycy będą mieli odpowiedniego dla siebie patrona – członka mafii, który wolał zginąć, niż wydać kolegów. Znaczy chciałem powiedzieć – zaszczutą przez upolitycznione służby specjalne kobietę.



Komentarze
Pokaż komentarze (64)