Po wysłuchaniu obietnic Donalda Tuska dotyczących zmiany konstytucji można by tylko wzruszyć ramionami. Przecież Platforma nie ma szans ich wprowadzić bez współpracy PiS, a ta jest w tym przypadku niemożliwa. Lecz niewykluczone, iż wypowiedzi premiera to nie populistyczne pustosłowie, ale faktyczna zapowiedź realizacji szeroko zakrojonego politycznego planu.
Co byłoby celem takiego planu – wiadomo. Długoletnie, i niczym nie ograniczone rządy PO. Przy stałej, aktywnej pomocy mediów jest to jak najbardziej możliwe. Jednak wstępem do realizacji ambitnych założeń Tuska muszą być wybory parlamentarne wygrane przez jego partię miażdżącą przewagą głosów.
Jeśli faktycznie poparcie dla PO utrzymuje się na poziomie wskazywanym przez sondaże (i utrzyma się nadal), to zdobycie większości konstytucyjnej powinno być w zasięgu obecnie rządzącego ugrupowania. Pod jednym warunkiem – że sama decyzja o przyspieszaniu wyborów nie spowoduje spadku notowań PO. Nie jest bowiem tajemnicą, iż Polacy są zmęczeni ciągłymi kampaniami wyborczymi i teraz wcale im nie szybko do urn.
Platforma jednak udowodniła ostatnio, iż nie ma problemu w kreowaniu w ludzkich umysłach swojej wizji rzeczywistości. Bez wątpienia nowe wybory zostaną poprzedzone wydarzeniami, które przekonają Polaków do konieczności rozwiązania parlamentu. Zapewne równocześnie zostaną oni dodatkowo zniechęceni do PiS, tak by przypadkiem to ta partia nie skorzystała na nowym głosowaniu.
Kiedy Platforma zapewni sobie absolutną parlamentarną większość będzie mogła dowolnie zmienić konstytucję. Przy, zaznaczmy, pełnej akceptacji opinii publicznej, która nie będzie zadawać pytań w jakim kierunku idzie reforma systemu politycznego kraju, tylko cieszyć, że „nie będzie już sytuacji, w której politycy nie mogą się dogadać”.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)