„Gazeta Wyborcza" twierdzi, rzecz jasna, co innego i codzienne drukuje kalendarium wydarzeń z 1968. Nic dziwnego - dla środowiska związanego z tą gazetą „Marzec" jest swego rodzaju mitem założycielskim. Zgodnie z logiką (upadającego) Salonu, wszystko co przyczyniło się w przeszłości do jego ukształtowania jest dla Polski niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym.
Tymczasem zdarzenia z 1968 były istotne co najwyżej dla PZPR, w której doszło do wewnętrznego sporu. Jednym z jego efektów było zmuszenie do wyjazdu części komunistycznej elity, w tym wielu ludzi zasłużonych w czasach stalinizmu. Innym efektem było uformowanie się niewielkiej grupy dysydentów, uważających, że PZPR zdradziła ideały komunizmu.
Oczywiście, analizując łańcuch przyczynowo-skutkowy można dostrzec, iż 1968 miał pewne znaczenie w przyszłości, ale właśnie z powodu odbywających się podczas tego roku wewnątrzpartyjnych starć. Już wkrótce władzę (czy raczej namiestnikostwo) w kraju objęło nowe pokolenie działaczy.
Wpływ na wydarzenia biegającej po ulicach młodzieży był żaden. Eli Barbur to zapewne trafnie opisuje - imprezowali, pili, demonstrowali, a nagle okazało się, iż wdepnęli w coś, co ich przerosło. Tatusiowie nie uratowali, bo sami z zaciszy gabinetów trafili nagle na Dworzec Gdański.
Teraz każe się nam uwierzyć, iż to była walka o Polskę, o wolność, o demokrację. A to była tylko zabawa, na którą SB najpierw pozwoliła, a potem szybko zakończyła. Niech więc wspominają ją ci, którzy wtedy pili. I nikt więcej.


Komentarze
Pokaż komentarze (87)