1 kwietnia 2005 roku. Świat stoi w miejscu. Tysiące ludzi zebranych na placu Św. Piotra modli się do Boga, by ten nie zabierał jeszcze do siebie papieża Jana Pawła II. Wszyscy wpatrują się w okno sypialni Ojca Świętego. Wiedzą, że tam toczy się walka o życia człowieka, którego tak kochają.
W skromnie urządzonej papieskiej sypialni biskup Stanisław Dziwisz czuwa przy łożu swojego przyjaciela, głowy Kościoła Katolickiego. Trzyma rozpaloną dłoń Karola Wojtyły i modli się za niego razem ze zgromadzonym za oknem tłumem.
Papież otwiera oczy, patrzy na biskupa i mówi coś - bardzo cicho i z ogromnym trudem. Dziwisz pochyla się ku ustom chorego, wytężając słuch.
- Kraśkę... - szepcze papież. - Włącz... Kraśkę...
***
Groteskowe? Głupie? Owszem. Ale tak, zdaniem największego buca polskiej telewizji, miały wyglądać jedne z ostatnich chwil Jana Pawła II. Zdaniem Kraśki (zachęcam do wysłuchania relacji w Radiu Wrocław) umierający papież nie myślał o niczym innym, jak oglądaniu relacji z własnej śmierci. To jest tak kuriozalne, że aż niewyobrażalne.
Warto podkreślić, iż Kraśko, w swoim małym rozumku, sam dokonał takiej interpretacji. Uznał, że skoro zadzwonił do niego Dziwisz i zdemontował informację o omdleniu papieża, to znaczy, iż Jan Paweł II musi go osobiście oglądać.
I ten narcystyczny wykształciuch ma być ponoć nowym szefem Wiadomości TVP. Ten burak, który zapomniał jak się mówi po polsku tydzień po przylocie do USA (gdzie udawał korespondenta). Bubek, który ogłosił urbi et orbi, że nawet umierający papież go oglądał.
Biada polskiej telewizji.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)