Czy w szkołach II RP tłumaczono dzieciom, iż np. Aleksander Wielopolski był „człowiekiem honoru"? Czy podkreślano skuteczność ugodowej polityki Rady Regencyjnej? Nie. Uczono o bohaterach i czasach chwały. Pokazywano, jak wspólnym wysiłkiem Polska podniosła się z popiołów. Młody Polak miał być dumny z przeszłości swego kraju. I był. Mało który uczeń znał słowo „kompromis".
Dziś historię Polski przedstawia się jako pasmo klęsk. Chwała jest czymś tak odległym w czasie, że aż mitycznym. I nie chodzi mi tu bynajmniej tylko o tzw. „autorytety" - takie jak Andrzeja Wajdę, który pokazał w „Katyniu" oficera, który mogąc uciekać wybiera niewolę.
Myślę o tych wszystkich, którzy każą się nam stale koncentrować na obchodach klęsk - Kaczyński fetował Powstanie Warszawskie, Tusk szykuje rocznicę Westerplatte.
Oczywiście, bohaterów przegranych bitew należy czcić. Lecz historia Polski to tysiące wygranych bitew - nie tylko Grunwald, Wiedeń i Monte Cassino. Mamy na czym budować narodową dumę i czego uczyć nowe pokolenia. Każdy młody Polak powinien wiedzieć kim był rotmistrz Witold Pilecki, a nie to co się zdarzyło w Jedwabnym.
Przede wszystkim zaś - należy pokazać, iż o Polskę walczyły miliony. Że była ona wielkim zbiorowym obowiązkiem. Tymczasem teraz dla wielu „intelektualistów" synonimem „Solidarności" stało się kilka nazwisk: Wałęsa, Michnik, Germek, Frasyniuk. One są powtarzane jak mantra, gdy tymczasem „Solidarność" byłaby niczym bez zwykłych ludzi, którzy po zwycięskim strajku po prostu poszli do domu.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)