Moja frustracja jest tym większa, że zwykle moje spostrzeżenia dotyczące mechanizmów działania partii okazały się słusznie - szczególnie jeśli chodzi o rozkład struktur terenowych i młodzieżówki.
Warto dodać, iż mimo wyborczej przegranej i dokonania trafnej analizy przyczyn klęski (czego efektem był wewnątrzpartyjny raport) PiS nadal nie robi nic, by zadbać o swoje struktury. Doszło jedynie do jeszcze większej centralizacji, która bez wątpienia może przynieść korzyść w Warszawie - ale już nie we Wrocławiu, Gdańsku lub Krakowie.
U nas we Wrocławiu od kilku miesięcy jest zapowiadana reforma funkcjonowania komitetów oraz powołanie specjalnych grup roboczych złożonych z wolontariuszy. I co? I nic. Ostatnie spotkanie szeregowych członków skończyło się za to opieprzeniem kandydatów na wolontariuszy za to, że nie płacą składek. Co było o tyle zabawne, iż w większości komitetów nie było skarbników (np. w moim przez ostatni rok) - podobnie jak w samym okręgu dolnośląskim partii.
Sytuacja w PiS wygląda więc tak, że członkowie partii, którzy poświęcali swój czas i energię na pomoc lokalnym działaczom w uzyskaniu parlamentarnych mandatów, zostali pozostawieni sami sobie. Swoich posłów mogą oglądać co najwyżej w telewizji. A gdy już jakiegoś spotykają - to ten domaga się od nich pieniędzy. Których ci nie mieli nawet komu wcześniej wpłacić.
I jak tu nie cierpieć? Działam w PiS bo to jedyna partia głosząca odpowiadające mi (w większości) poglądy. Nie widzę jednak powodu, bym godził się z tego powodu w milczeniu na każdą głupotę. Tym bardziej, że niejako osobiście firmuję to, co się w PiS dzieje. A członkowstwo w partii nie jest bynajmniej ułatwieniem. Raczej przeszkodą w wielu zawodach i życiowych sytuacjach.
Dlatego irytują mnie ludzie, którym z łatwością przychodzi krytykowanie mnie za rzekomą „nieprawomyślność". Nie wiem, blogerzy są anonimowi (i nie przeszkadza mi to, zaznaczam), wiec może kryje się wśród nich wielu posłów lub nawet liderów PiS. Może i sam Jarosław Kaczyński dziwi się tutaj, że jestem „Cierpiącym PiSowcem".
Jednak prawdę mówiąc - bardzo w to wątpię. Mam bowiem dziwne wrażenie, iż wiele osób na Salonie24 nie wie tak naprawdę na czym polega uprawianie polityki. Ochoczo służą Sprawie, ale robią to w zaciszu swoich domów, nad klawiaturami. I nawet nie dostrzegają, że politycy cynicznie popychają ich w stronę radykalizmu.
Na zakończenie cytat z rozmowy dwóch młodych polityków (z LPR, a właściwie MW i PO) szykujących się do publicznej debaty w 2006 roku:
- To ja najpierw zaatakuje ciebie.
- No dobrze, ale potem ja ciebie.
- Ale potem się zgodzimy?
- Dobrze, to się spodoba dziennikarzom.
- To co, jeszcze po piwku?
- Pewnie!


Komentarze
Pokaż komentarze (19)