- Zdro-owie!
- Więc na czym to skończyłem...?
- Że chłopaki przykuli cz-czarnego do kaloryfera.
- Ano tak. No i zaczęli tłuc go pałkami. Ale księdzu zaraz jucha poszła i durni dopiero teraz zobaczyli, że lepiej to robić w łazience, bo tam kafelki.
- Nie z-zanieśli go do łazienki od razu?
- Jakoś nie. Nie wybrałem ich o tej roboty ze względu na inteligencję. Poza tym, pewnie już pochlani byli.
- Hm...
- A właśnie, Jurek, dolej nam jeszcze...
- Za o-okrągły stół!
- Za okrągły!!
- I co w tej ł-łazience?
- Tam już go zrobili według naszej starej szkoły. Zupełnie jak w latach czterdziestych. Fachowa robota, widziałem zdjęcia... Ale czarny nic. Ani słowa. Podetknęli mu papier i długopis, a on dalej nic. Wyjęczał tylko, że nie podpisze... To cię zabijemy, mówią chłopaki. I ciach go nożem po twarzy. A on nic... I tak to trwało parę dni jeszcze. Ksiądz srał pod siebie z bólu, ale to długo nie trwało.
- Cze-emu?
- No bo potem już nie miał czym, hehe. Wrzucali go czasem do wanny, żeby spłukać krew i podcucić i dalej jazda. Chłopaki się cieszyli, bo w końcu się mogli na kimś porządnie wyżyć. Na tobie nie mogli! Cha, cha, cha!
- Khe, khe! To-o mo-oże jeszcze po jednym?
- Zdrowie!
- No, ale jednak nikt się nie spodziewał, że czarny woli umrzeć. Zdechł, i to był pewien problem. Ale to już wiesz, Adasiu.
- Z-zrobiliście męczennika, Czesiu.
- Owszem. Ale teraz, jak tu będzie... jak to Lechu mówi..? Druga Japonia..? To, w każdym razie, już nie za długo będą o nim pamiętać.
- I za t-to wypijmy!


Komentarze
Pokaż komentarze (24)