144 lata temu, 22 lipca 1867 roku, Juliusz de Goncourt napisał w swoim dzienniku:
„Nasze czasy, to początki zabijania książki przez gazetę, literata przez dziennikarza. Jeśli nic nie powstrzyma tego biegu rzeczy, nic nie osuszy deszczu uciech i nagród spadającego na dziennikarza, zabraknie dzielnego i dostatecznie bezinteresownego pióra, żeby poświęcić się sztuce, ideałowi, niewdzięcznej książce, i pisarz zostanie uznany za dziwadło i durnia”.
Czy nie doczekaliśmy się finału tych przewidywań? Kim jest dzisiaj pisarz w Polsce? Jaki ma autorytet moralny i finansowy? Byle dziennikarski wycierus w mediach centralnych, byle srajda śpiewająca na scenie gołymi pośladkami stoi w hierarchii społecznej i majątkowej wyżej od tak zwanego pisarza.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)