Pan Gabryel Maciejewski, bloger używający nicka Coryllus napisał w nowym ekranie świetny tekst o pisarzach i rynku książki wczoraj i dziś. Pośród przykładów ewidentnej gangreny znalazło się też moje nazwisko.
"Mój blog w salonie24 odwiedzał kiedyś często pan Zbigniew Ryndak. Jest to pisarz, emeryt, który napisał w życiu 7 książek, a teraz przyszła kolej na ósmą. „Smak wiatru w Birkenau” nazywa się ta książka i właściwie nic nie trzeba dodawać. Pan Ryndak napisał mi, że rzecz ukaże się w Brukseli i będzie kosztować, chyba, bo dokładnie nie pamiętam, 23,50 euro od sztuki. To jest, przyznacie, cena nielicha. Zważywszy, że pies z kulawą nogą się za tą książką nie obejrzy. Nie to jest jednak ważne, ale tytuł – „Smak wiatru w Birkenau”. Wcześniej pan Ryndak napisał inną książkę, nazywała się „Na drugim brzegu miłości”, albo „Po drugiej stronie miłości”, już nie pamiętam. Istotne jest, że tytuły te wiele mówią o biznesplanie pana Zbigniewa oraz o jego sposobie postrzegania czytelnika. Moim zdaniem dość lekceważącym. I tu jest clou czyli gwóźdź programu”.
Jest potrzebne sprostowanie. Coryllus wzbogacił mój dorobek wydawniczy o dwie książki. Wydałem dotychczas sześć książek. „Smak wiatru w Birkenau” jest właśnie szóstą książką, która wyszła na początku 2011 roku. Ja nie powiedziałem, że książka ukaże się w Brukseli, tylko w Belgii w przedsiębiorstwie o zasięgu międzynarodowym, drukującym książki niemal we wszystkich językach. „Smak wiatru w Birkenau”, 128 stron, format A5, miękka okładka, kosztuje 46,08 złotych. Jak na kieszeń polskich czytelników to jest wysoka cena.
Wspomniał Pan o innej mojej książce. Ma ona tytuł „Drugi brzeg miłości”. To 10-arkuszowa powieść wydana w 1970 roku, (LSW Warszawa). Nakład 10 tysięcy egzemplarzy był w księgarniach dwa dni. Za „Drugi brzeg miłości” dostałem literacką nagrodę im. Stanisława Piętaka. Pan Gabryel Maciejewski sugeruje, że postrzegam czytelnika jak masowego głupka, który złapie się na marketingowy tytuł. I w tym miejscu sprawia mi Pan przykrość. Książka jest osadzona w realiach Polski Ludowej w latach 1956 – 1967, Polski powiatowej. Mimo moich starań książki nie wznowiono. Dostałem tylko wykaz zastrzeżeń cenzury.
Próbowałem wznowić „Drugi brzeg miłości” w naszym nowym kapitalizmie, zwanym przez Czesława Bieleckiego – kretynizmem. Niestety, wydawcy żądali bezwarunkowo gigantycznego współfinansowania. Dlatego drugie wydanie „Drugiego brzegu miłości” ukazało się w wydawnictwie belgijskim w 2010 roku; format A5, 199 stron, okładka twarda, cena 67,98 złotych. Drogo. Wydawnictwo to ma polskie przedstawicielstwo w Warszawie. Polecam. Nikt tam nie jest dyskryminowany, cenzurowany. Drukują tekst bez zmiany przecinka, publikują to, to co autor napisze, na własną odpowiedzialność.
Coryllus tytułuje mnie zaszczytnym słowem - pisarz. Jaki ze mnie pisarz, rzekomo pazerny na wysokie honoraria? Moja pierwsza, debiutancka książka zbiór opowiadań „Góry i doliny” wyszła w 1956 roku, (LSW Warszawa), a ostatnia „Smak wiatru w Birkenau” w 2011 roku. Czyli przez 55 lat wydałem 6 książek, (jedna książka na 9 lat). Słowem, przy takiej amatorszczyźnie każdy literat w Polsce umarłby z głodu.
Zainteresowanych wydawaniem własnej twórczosci w Belgii informuję, że we wszystkich wyszukiwarkach znajdują się tytuły moich książek; nazwa i adres wydawcy, warunki współpracy. Oczywiście, bez legendarnej Brukseli, bez jakichkolwiek dotacji; autor otrzymuje tantiemy ze sprzedaży. Sprawiedliwy wolny rynek.
Pod artykułem Coryllusa widnieje komentarz:
@coryllus
Zbigniew Ryndak pisujący na s24 pod nickiem ryuk czy jakoś tak, wyspecjalizował się w zwalczaniu przejawów chrześcijaństwa i katolicyzmu, a także Twoich tekstów gloryfikujących literaturę i tradycje polską.
Teraz, jak się okazuje, autor ów zaczął smakować wiatry w Birkenau i wąchać zapach euro w politycznie poprawnej Brukseli. Czyżby nawiązał przyjazne kontakty z przedsiębiorstwem holocaust?
Łeb do interesów to on ma.
Teraz, jak się okazuje, autor ów zaczął smakować wiatry w Birkenau i wąchać zapach euro w politycznie poprawnej Brukseli. Czyżby nawiązał przyjazne kontakty z przedsiębiorstwem holocaust?
Łeb do interesów to on ma.
PS. Czy przeczytałeś wiadomość na PW?
antonioiwaldi11.05.2011 12:27:18
@antonioiwaldi
Przeczytałem antonio, ale to wszystko było już jasne wcześniej. Nie wiedziałem, że Ryndak to ryuk. Wydawało mi się, że ryuk to jakiś nastolatek.
coryllus 11.05.2011 12:33:36
Oświadczam, ze nigdy nie używałem ani obecnie nie używam nicka ryuk. Ani w salonie24, ani nigdzie. Swoje skromne wpisy podpisuję zawsze imieniem i nazwiskiem.
Bloger antonioiwaldi pisze o sobie na swoim blogu:
„Inżynier starej szkoły. Motto: zbierz fakty, przemyśl je, wyprowadź logiczne wnioski, na koniec wreszcie, jeśli poczujesz że musisz – publikuj”.
Antonioiwaldi dowie się prawdy o nicku ryuk w Sądzie. Przestanie pluć na oślep i zacznie stosować się do własnej maksymy…



Komentarze
Pokaż komentarze (7)