126 obserwujących
3780 notek
1739k odsłon
187 odsłon

Polacy na Kremlu i polskie siatkarki

Wykop Skomentuj

„O roku ów!” – tak można by zawołać, za „Panem Tadeuszem” i Adamem Mickiewiczem. Tyle, że autorowi „Dziadów” i „Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego” chodziło o 1812 rok, kiedy Polacy z Francuzami szli na Moskwę. Mi chodzi o to, co dzieje się w polskim i światowym sporcie 208 lat później – A. D. 2020.

 O sporcie za chwilę, na razie wrócę do wyprawy Napoleona na Rosję, w której ochoczo uczestniczyli nasi rodacy w rewanżu za zabrane nam przez carycę Katarzynę (skądinąd Niemkę urodzoną w Szczecinie) niepodległość i terytoria. Napoleonowi to się nie udało, podobnie jak Niemcom w 1941 roku – w związku z tym my, Polacy, jesteśmy jedynym narodem, który potrafił zdobyć i okupować stolice Rosji. Co prawda było to ponad cztery wieki temu, ale zawsze… Polacy rządzili Moskwą oraz państwem rosyjskim i można zdać pytanie: komu to przeszkadzało? Jak w końcu się Rosjanie zbuntowali i musieliśmy stamtąd odejść, to i tak kultura i cywilizacja polska była na dworze carów w XVII wieku punktem odniesienia i drogowskazem, mówiono na nim po polsku wtedy i później tak, jak na dworze polskich królów mówiono po francusku. W tym czasie bojarzy czyli rosyjscy możnowładcy, którzy podpadli carowi bojąc się stracić głowę uciekali z Rosji – gdzie? – oczywiście do Polski. Zresztą ich rodacy – tak zwana „biała” rosyjska emigracja po komunistycznej rewolucji w październiku 1917 też uciekała miedzy innymi do Polski. Z takiej rodziny pochodził nasz świetny przedwojenny pływak, a potem bohater walki z Niemcami w ... Grecji – Jerzy Iwanow-Szajnowicz, opisany potem w książce Stanisława Strumpha „Agent Nr. 1", którą zaczytywałem się w dzieciństwie. Poległ w walce z Niemcami, ale został bohaterem dwóch narodów: polskiego i greckiego.        

Do sportu zaraz przejdę, tylko wspomnę, że nie tylko Rosjanie uciekali do ówczesnej Polski czyli I Rzeczpospolitej – nasz kraj na tle pogrążonej w wojnach religijnych Europie był oazą tolerancji, „państwem bez stosów”, dzięki temu wiali do nas ludziska ze Szkocji, Francji, Niemiec czy innych krajów, bo u siebie mogli stracić życie – u nas im to nie groziło. Ale przecież Polska była też adresem emigracji zarobkowej. Dziesiątki tysięcy ludzi z Europy Zachodniej udawało się do państwa polskiego będącego największym w Europie, bo liczącym milion kilometrów kwadratowych (dobrze ponad trzy razy więcej niż teraz!) - za pracą. Byli majstrami, kupcami, ale też architektami, muzykami czy malarzami. Polska kultura, otwarta, tolerancyjna, pociągająca, sprawiała, że wielu z nich szybko się polonizowało, a ich dzieci były już, jak to się mówi, „stuprocentowymi” Polakami. Na liście polskich bohaterów w powstaniach i wojnach, ale też twórców kultury czy osób zasłużonych w rozwoju różnych dziedzin znajdziemy masę niepolskich nazwisk ludzi, którzy nie tylko uważali się, ale byli po prostu Polakami. 

  No to wreszcie przechodzimy do sportu. Za nami pierwsze zgrupowanie siatkarek w nieodległym Szczyrku i siatkarzy w Spale. W tym tygodniu dwa mecze Polek – jednej z czterech najlepszych drużyn Mistrzostw Europy i jednej z pięciu najlepszych reprezentacji ostatniej Ligi Narodów (o czym się znacznie mniej mówi, a to duży sukces) – i to u nas, na Dolnym Śląsku, w Wałbrzychu – z Czeszkami. Z tymi samymi, które pozbawiły nas startu w ostatnich Mistrzostwach Świata, ale teraz to my jesteśmy faworytami.    

Wierzę w Biało-Czerwone, nie tylko w tych towarzyskich meczach, ale przede wszystkim wierzę, że na trwałe dołączą do europejskiej i światowej elity. Przed 17 i 15 laty zdobywały tytuły mistrzyń Europy, 11 lat temu jeszcze miały brąz na Mistrzostwach rozgrywanych u nas w Polsce, teraz doszlusowały do najlepszych. Niech to potwierdzą w przyszłorocznych ME, a zwłaszcza w mistrzostwach świata, które w 2022 będą rozgrywane u nas (i w Holandii). A ponieważ w sporcie trzeba myśleć długofalowo, teraz trzeba powiedzieć: „do trzech razy sztuka!”. Oczywiście można tę „trójkę” interpretować jako trzecie złoto na Mistrzostwach Europy, jednak bardziej może minimalistycznie myślę, żeby po raz trzeci w historii na Igrzyskach Olimpijskich były i polskie siatkarki i polscy siatkarze. To dotychczas zdarzyło się na IO tylko dwa razy: w Meksyku 1968 i w Pekinie w 2008 roku. 

 To był mój pierwszy – ale nie ostatni – felieton w „Słowie Sportowym”. Będziemy spotykać się co tydzień. Czy zawsze będę tyle pisał o historii i kobietach (akurat siatkarkach)? Życie pokaże... 


*tekst ukazał się w "Słowie sportowym" (29.06.2020)

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura