129 obserwujących
4036 notek
1820k odsłon
  420   0

Polska współczesność opisana językiem żydowskiej anegdoty

Przysłowia są mądrością narodów, a nasi starsi bracia w wierze z mądrości słyną. Słyną też z różnych anegdot – przypowieści, które często mają wymiar ponadczasowy. Przynajmniej na tyle, że da się je odnieść do czasów współczesnych. I tak na przykład historia związana z rabinem Chaimem z Małopolski, a konkretnie z Sącza, która jak ulał pasuje do… obecnego rządu Rzeczypospolitej i jego PR. Przyszła do rabina Żydówka ze straganu znajdującego się w pobliżu jego domu. Narzekała, że nikt u niej nie kupuje i w związku z tym nie ma pieniędzy na szabas. Duchowny zdziwił się: „Przecież masz kram z jabłkami?”. Na co Żydówka: „Ale ludzie mówią, że moje jabłka są niedobre i nie chcą ich kupować”. Na co cadyk wyszedł na ulicę i zaczął krzyczeć: „Do pięknych jabłek! Do pięknych jabłek!”. Od razu ludzie zebrali się tłumnie wokół niego i w okamgnieniu rozkupili wszystkie jabłka i to po parokrotnie wyższej cenie. Rabin Chajm tak to podsumował: „Widzisz, Twoje jabłka były doskonałe, tylko ludzie o tym nie wiedzieli”. Tę anegdotę dedykuję tym wszystkim, którzy odpowiadają za politykę informacyjną naszego rządu, czy szerzej : naszych władz.

Dla wielkiej żądzy pokonać wszystkie mniejsze żądze …

Pamiętam z dzieciństwa książkę „Przy szabasowych świecach”, która była zbiorem takich właśnie żydowskich anegdot. Zaczytywałem się w niej jako nastolatek. I to mi zostało.

A teraz anegdota o władzy i wyrzeczeniach, które trzeba ponieść, aby ją sprawować. Do rabina z Rozdołu Jehudy Cwi przyszedł kiedyś ktoś i rzekł: „Cadykostwo, bycie rabinem, to największa z żądz”. Na co mądry rabbi rzekł: „Tak. Jednak, żeby ją zaspokoić, trzeba najpierw pokonać wszystkie mniejsze żądze”.

Z kolei rabin spod Radomia, z Przysuchy, nauczając stwierdził onegdaj: „Kto potrafi być tylko pełen miłości, ten jest uwodzicielem. Kto jest tylko pobożny, ten jest oszustem. Kto jest tylko rozsądny – ten jest niewierzący. Tylko ten, który ma te wszystkie dary naraz może Bogu służyć sprawiedliwie”. Czy nie jest to mądrość niezależna od szerokości geograficznej, epoki i rasy?

Historia, którą przedstawię teraz ma kilka wersji, bo dotyczy na przykład słynnych cadyków z Lubelszczyzny, ale też rabinów z Mazowsza. Mówi wiele, choć słowo „mówi” nie jest chyba najbardziej adekwatne. Oto, dawno temu, rabin Eleazar z Kozienic (wnuk magida czyli wędrownego kaznodziei) spotkał rabina Mendela z Warki, syna cadyka. Byli ze swoimi uczniami. Jednak najpierw weszli do pokoju sami, bez świadków. Usiedli vis a vis i spędzili co najmniej godzinę w milczeniu. Potem poprosili tych, którzy z nimi przybyli. Spotkanie obu duchownych rabin Mendel podsumował krótko: „Teraz doszliśmy już do ładu”. Gdy tenże rabbi z Warki odwiedzał rabina Mendela z Kocka, gospodarz zapytał go: „Gdzie uczyłeś się sztuki milczenia?”. Rabin Mendel z Warki chciał odpowiedzieć, już otwierał usta, ale po namyśle… posłużył się sztuką milczenia.

Tylko jednej rzeczy nie można podrobić – prawdy...

W drugiej wersji tej anegdoty mowa o bardzo znanych rabinach z Bełżca i Chełma, którzy udawali się pociągiem z Łodzi w swoje strony. Byli tak słynni, że zostali rozpoznani. Młody Żyd, widząc ich na dworcu, gdy zorientował się dokąd jadą, specjalnie kupił bilet, aby pojechać tym samym pociągiem i dosiadł się do nich, do tego samego przedziału. Po kilku godzinach podróży w całkowitym milczeniu, gdy obaj rabini modlili się albo zamyśleni patrzyli w okno, gdy już podróż dobiegała końca, młody Żyd wybuchnął: „To ja specjalnie kupuję bilet na daleką podróż, chociaż miałem inne plany i inne interesy, wsiadam do pociągu, idę specjalnie do Was, żeby posłuchać o czym mówią między sobą tak mądrzy ludzie, żeby tej mądrości dla siebie też zabrać, a Wy przez całą drogę milczycie. A ja dużo zapłaciłem za bilet”… Wówczas rabin z Bełżca spojrzał na niego, pokiwał głową i powiedział: „Synu! O czym mamy rozmawiać, kiedy my już wszystko wiemy?”

Teraz coś, co zabrzmi jak przestroga dla nas, Polaków. Można to też odnosić do naszej narodowej historii. Rabin z Aleksandrowa Chanoch stwierdził kiedyś filozoficznie: „Prawdziwe wygranie Izraela w Egipcie polegało na tym, że nauczył się je znosić”.

W czasach wszechogarniającego kłamstwa, które atakuje nas zewsząd pozwolę sobie przytoczyć dwie żydowskie anegdoty, bardziej przypowieści niż „szmoncesy” (dowcipy).

Oto pewien żydowski rabin zapytany jak należy rozumieć stwierdzenie, że: „Prawda idzie przez cały kraj?” odpowiedział: „Znaczy to, że ją zewsząd wyrzucają i, że musi wędrować dalej”.

Druga zaś anegdota mówi o cytowanym już tutaj rabinie Mendelu z Kocka – tym, który chciał się dowiedzieć od Rabina Mendela z Warki jak posiadł sztukę milczenia – który, kiedyś nauczał: „Wszystko w świecie można podrobić – nie można tylko podrobić prawdy. Prawda podrobiona bowiem nie jest już prawdą”.

Chcieć rzeczy dużych, a nie modlić się o małe ...

Kolejna historia dotyczy czasów carskiej Rosji. Opowiadał o niej akurat rabin z ziem polskich pod zaborem austriackim, a nie rosyjskim - rabbi z Ropczyc (Podkarpacie). Mówił, że podczas oblężenia Sewastopola na Krymie car Mikołaj jechał wzdłuż murów obronnych, gdy niespodziewanie w pobliżu znalazł się wrogi łucznik, który natychmiast wystrzelił. Prosty rosyjski „sołdat” dostrzegł to i donośnym wrzaskiem spowodował, że przestraszony koń cara uskoczył w bok. Strzała minęła cel, a Jego Carska Wysokość ocalał. Następnie kazał przyprowadzić żołnierza i rzekł mu, że może prosić o co chce, a każda jego prośba będzie spełniona. Żołnierz pomyślał dłuższą chwilę i wreszcie stojąc przerażony przed carem wydukał: „Mój kapral jest złym człowiekiem i wciąż mnie bije. Gdybym mógł służyć pod innym kapralem”. Na co car: „Głupi człowieku! Sam zostań kapralem!”. Rabin spuentował tę historię: „Tak samo i my głupio prosimy o rzeczy małe, a nie potrafimy modlić się o rzeczy wielkie”.

A na koniec proponuję, również ponadczasową, mądrość rabina Mosze z Podlasia, z Kobrynia. Rzecz o ludzkim losie, goryczy, bólu, zawodzie i wierze, że klęski spadają na człowieka, ale czemuś jednak służą w Bożym planie. Tak o to mówił Rebe Mosze ze wschodniej Polski: „Jeżeli człowiek cierpi, nie powinien mówić: źle mi, źle mi, źle mi. Nic, co Bóg czyni względem człowieka nie jest złe. Trzeba mówić: gorzko mi. Pośród lekarstw bowiem są także i gorzkie trucizny”.

Zaprawdę, powiadam Wam: mądrości narodu, który przez wieki żył na gościnnych ziemiach Rzeczypospolitej, którego przedstawiciele do Polski uciekali przed pogromami, zarówno z Europy Zachodniej, jak i z Rosji – mogą być i dzisiaj trafne oraz odczytywane dla głębszego sensu, a nie tylko dla krotochwili.


*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (17.02.2021)

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości