136 obserwujących
4306 notek
1879k odsłon
  36   0

Żużlowe motocykle warczą po polsku ...

„Idź złoto do złota” – mógłby powiedzieć do siebie i to po polsku, bo dobrze mówi w naszym języku ojczystym Artiom Łaguta, który sześć dni po tym jak został złotym medalistą w DMP w Ekstralidze, zdobył też złoty medal IMŚ czyli Grand Prix. Artiom jeździ dla Wrocławia, mieszka w Bydgoszczy (podobnie jak brązowy medalista w klasyfikacji generalnej GP, inny Rosjanin z polskim paszportem Emil Sajfutdinow), jest w naszym kraju od 10 lat, jest polskim obywatelem, jego dzieci chodzą do polskich szkół, mają polskich przyjaciół, a sam mistrz Polski i mistrz świata przyszłość swoją i swojej rodziny wiąże z naszym krajem.

Pewnym symbolem tego, co Polska znaczy dla światowego żużla jest fakt, że wszyscy finaliści ostatniego turnieju Grand Prix w Toruniu mają polskie obywatelstwo, choć tylko (albo aż) dwóch z nich – nasz Maciek Janowski i Bartek Zmarzlik są Polakami od urodzenia. Skądinąd o finał otarł się inny jeździec mieszkający w Polsce, na Kaszubach, mający polską żonę i dziecko Duńczyk Leon Madsen. Polskie obywatelstwo ma też Norweg Rune Holta, który od pewnego mementu jeździł dla swojej drugiej, polskiej ojczyzny, a nie tej pierwszej, nordyckiej. Dodajmy jeszcze Grigorija Łagutę, Gleba Czugunowa i paru innych. Skądinąd nasz wrocławianin Czugunow, który w Polsce jeździ od kilku lat – w Betard Sparcie – od paru miesięcy broni też barw Polski. Czech Vaclav Milik, Słowak Martin Vaculik oraz szereg innych żużlowców z Rosji, Ukrainy czy Słowenii i generalnie krajów naszego regionu mówi po polsku, bo w Polsce od lat pracuje, ścigając się na torze. Ci z Zachodu często sporo rozumieją, ale im już w wieku dojrzałym trudniej się nauczyć naszej mowy ze słynnymi „sz”, cz”, „ś”, ć”. Te „szumiące” i „ciszące” są dla Anglików, Szwedów, Duńczyków czy Niemców barierą nie do przejścia.

A w światowym speedwayu zmiany, zmiany, zmiany. Przez ostatnie dwie dekady rządzili nim Anglicy z BSI (Benfielfd Sport International), od przyszłego roku pałeczkę przejmują Amerykanie z Discovery, którzy w posagu wnoszą swój wielki koncern medialny. Połączyli siły z Eurosportem i wprowadzili już do kalendarza globalnego speedway’a na najbliższe dwa lata kilka istotnych zmian. W skrócie: amerykańska korporacja pod swoje skrzydła bierze nie tylko GP, ale także Indywidualne Mistrzostwa Świata Juniorów (IMŚJ), które do tej pory od blisko dekady organizowane były przez polską firmę One Sport, a którym to IMŚJ patronowałem przez kolejnych sześć sezonów, od 2016 począwszy po 2021 roku kończąc. Jankesi nie zmienili liczby turniejów: dalej o tytule IMŚJ decydować będą trzy turnieje (tylko w COVID-owym roku 2020 było inaczej), ale zostaną one – uwaga ! – rozegrane w tym samym dniu, co trzy GP i na tych samych stadionach. Odbędą się one zatem w roku 2021 w Niemczech, Czechach (stadion „Marketa” w Pradze) i finałowy turniej w Toruniu. Discovery zajmie się też organizacją Mistrzostw Świata nastolatków („250-tki”). One z kolei odbędą się – uwaga, uwaga – w naszym Wrocławiu parę godzin przed kolejnym Grand Prix na Stadionie Olimpijskim.

Początkowo Wrocławia nie było na liście trzech polskich miast – organizatorów GP, ale od kilku tygodni dochodziły przecieki, że jednak dostaniemy to GP kosztem Łotwy – i tak się stało.

Te zmiany zapewnią znacznie większą frekwencję na mistrzostwach globu 2021 nastolatków I U-21, a także oczywiście dużo większe nagłośnienie medialne. Nie jest jeszcze zamknięta lista turniejów GP, bo cały czas pretendentem jest Australia. Powrót żużla na Antypody byłby dla promocji tej dyscypliny znakomity, jest jednak jeden szkopuł. A jest nim pandemia i niesłychane restrykcje w tej dawnej brytyjskiej kolonii i wciąż kraju będącego częścią Commonwealthu. Skala zachorowań w Australii była minimalna także dzięki bardzo ostrej polityce władz w Canberrze, które uciekły się do drastycznych metod, np. w postaci zakazu wjazdu swoim obywatelom (!) – i to przez paręnaście miesięcy – jeśli tylko w momencie wybuchu koronawirusa przebywali poza granicami ojczyzny. Stąd też niepewność, czy w roku 2022 GP odbędzie się w Oceanii, tak jak parę razy odbyło się w erze BSI. Wówczas ostatni turniej odbędzie się, zgodnie z tradycją ostatnich lat, w Toruniu.

Operatywny prezydent tegoż Grodu Kopernika potrafił również wywalczyć – oczywiście nie za darmo- że wracający do kalendarza żużla Puchar Świata czyli dawne Drużynowe Mistrzostwa Świata odbędą się pierwszy raz po sześcioletniej przerwie właśnie w Toruniu, w roku 2023.

Najbardziej stratne na tych zmianach będzie opisane przez Jarosława Haszka w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” Pardubice w Czechach. To tam regularnie odbywały się finałowe turnieje IMŚJ, a od przyszłego sezonu pozostanie tylko kultowa, rozgrywana od czasów żużlowych dinozaurów „Zlata Prilba”.

To wyjątkowa sytuacja, kiedy cały tekst poświeciłem żużlowi. Puentą niech będzie to, że w ten weekend, w Rybniku pod moim Patronatem Honorowym – jak od 2016 roku wszystkie towarzyskie mecze Biało-Czerwonych !- odbyło się spotkanie Polska-Reszta Świata. Odkąd pamiętam, przez te sześć lat Polacy tylko raz przegrali mecz towarzyski – i było to w poprzednim sezonie z Rosją w Bydgoszczy – i bodaj tylko dwa razy zremisowali: z Danią w Lublinie i Rosją w Krakowie.

A w najbliższy weekend obstawiam, że Polska w Manchesterze zdobędzie złoto współczesnych DMŚ czyli Speedway of Nations (SoN)...

*tekst ukazał się w „Słowie Sportowym” (10.10.2021)


Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport