137 obserwujących
4978 notek
1965k odsłon
  42   0

Angole? Wolę ich cytować niż z nimi przegrywać.

Pamiętacie złośliwe memy, jakie pojawiły się w internecie przed finałem Euro 2020 na Wembley (rozegranym oczywiście w 2021 – opóźnienie z powodu pandemii)? Była tam fotografia przystojnych Włochów w garniturach i -jakby to powiedzieć ?- znacznie mniej przystojnych Anglików ubranych, delikatnie mówiąc, ze sporą niedbałością. Jednak te spięcia na linii Italia-Albion tak naprawdę są „od zawsze”. Znany bramkarz włoski Walter Zenga o swoich angielskich kolegach z boiska powiedział… Co tam powiedział! On pojechał po bandzie: „Przeciętny angielski piłkarz nie odróżnia atrakcyjnej kobiety od flagi w boiskowym narożniku”.

Wszakże nie tylko mieszańcy Półwyspu Apenińskiego, czyli włoskiego „buta” niemiłosiernie kpili z tych po drugiej stronie Kanału La Manche, który skądinąd na Wyspach Brytyjskich ma inną nazwę: „English Channel” – Kanał Angielski. Istnieje powiedzenie, z całą pewnością wymyślone przez Francuzki: „Czym różni się Francuzka od Angielki? Niczym, pomijając fakt, że ta pierwsza jest dziesięć kilo lżejsza”. Jestem ciekaw, czy dziewczyny znad Sekwany i Loary uknuły też tak dobre powiedzenie o Niemkach? Jeżeli ktoś zna takowe, to proszę przysłać na adres redakcji.

Jako człowiek urodzony w Londynie muszę jednak pochwalić Angoli za kilka rzeczy, a zwłaszcza jedną z nich - specyficzne, trochę sarkastyczne, trochę ironiczne , inteligentne poczucie humoru. Widać to także w sferze futbolu. Czy można bardziej dowcipnie i  miażdżąco skomentować chęć zakupu przez Arsenal Luisa Suareza za 40 milionów funtów (mówiąc ściślej 40 milionów i 1 funt) niż uczynił to prezes odwiecznego rywala, Liverpoolu John W. Henry mówiąc: „What are they smoking there?” („Co oni tam palą? Na Emirates?).

Skoro mowa o Suarezie - świetnym napastniku, wielokrotnym (132 razy) reprezentancie Urugwaju, który grał przecież w klubie z miasta Beatlesów, to gdy przychodził tam w 2001 roku, gdy wiadomo już było, jako numer będzie miał na koszulce, powiedział: „To zaszczyt zakładać koszulkę z numerem 7 w Liverpoolu. Myślę od razu o legendach: Dalglishu, Keeganie i... tym gościu z Australii”. Gość z Ameryki Łacińskiej zapomniał „tego trzeciego”, chociaż był on, jak powiedział Urugwajczyk, klubową „legendą”. Chodziło o Harry’ego Kewella.

Zatem jako fan angielskiego poczucia humoru (wiele innych rzeczy doprawdy mają gorszych) przytoczę jeszcze kilka tego przykładów. Mija prawie ćwierć wieku, gdy reprezentant Anglii Paul Ince stwierdził z dowcipną szczerością albo jako szczery dowcip, iż: „Wślizg jest lepszy niż seks”. Czy nie urocze jest stwierdzenie legendy angielskiej piłki Briana Clougha, który podsumowując swoją karierę trenerską, stwierdził: „Nie powiedziałbym, że byłem najlepszym managerem. Ale byłem w czołowej jedynce”.

Inny brytyjski manager, młodszy niż Clough - Gordon Strachan (9 lutego obchodził 65 urodziny) w programie przed meczem Coventry City, pod koniec zeszłego wieku stwierdził: „Najlepszy przyjaciel w klubie? Nie mam przyjaciół, jestem managerem”.
Wielkiego piłkarza później , działacza i trenera Bobby Charltona – sorry - sir Charltona, zacytuję tutaj dwa razy. Jako piłkarz zdobył jedyne złoto na Mundialu dla Anglii i tak to po latach skomentował: „Mistrzostwo świata w 1966 roku nie zostało zdobyte na boiskach. Zostało wygrane na ulicach”. Tenże Charlton tak podsumował fakt dołączenia do zarządu Manchester United: „Kiedy przybyłem do Manchesteru z północnego wschodu w wieku 15 lat, nie wiedziałem, kim jest dyrektor i czym się zajmuje. Tato wytłumaczył mi, że to, ktoś, kto nie pracuje”.

A teraz pozostając przy angielskim futbolu, przejdźmy do ludzi z branży artystycznej. Zapewniam, że szereg z nich nie tylko kocha futbol, ale potrafi go zabawnie podsumować. Jeden z filarów kultowego „Latającego cyrku Monthy Pythona”, znany także z reklamowania jednego z polskich banków John Cleese stwierdził niegdyś; „Wymyśliliśmy futbol, pozwoliliśmy wszystkim grać i nie zobaczyliśmy za to choćby pensa. Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze”.
Z kolei aktor, ale wcześniej piłkarz Vinnie Jones na gali wręczenia Oscarów w roku 2000 odważnie, ale i dowcipnie, na pewno ku niezadowoleniu części swojego nowego środowiska – filmowego, powiedział: „Finał Pucharu Anglii jest lepszy niż rozdanie Oscarów - ponieważ jest szczery”.

Wszystkie te cytaty, niektóre znane, inne kompletnie nieznane zaczerpnąłem z opracowania Przemysława Rudzkiego - z kolei on wziął je z fundamentalnej, liczące 600 stron, książki Phila Shawe’a.

Anglia wygrała naszą grupę eliminacyjną do Mundialu w Katarze, a po zdobyciu przez nią wicemistrzostwa Europy przed rokiem, trudno nie widzieć jej w roli jednego z faworytów. Tym bardziej, że mistrzowie Starego Kontynentu, Włosi mistrzostwa świata w Dosze i innych miastach państwa emirów obejrzą w telewizji.
Cóż, wolę Anglików cytować niż z nimi przegrywać. A przecież wygraliśmy z nimi tylko raz, w meczu, który przeszedł do historii polskiej piłki nożnej. Siedem lat po tym, gdy Anglicy wygrali na Wembley po dogrywce 4:2 z NRF i zdobyli złoto MŚ, ograliśmy ich w meczu na Stadionie Śląskim, na którym było 100 tysięcy kibiców. Gole strzelali Jan Banaś i Włodzimierz Lubański, który po zdobyciu bramki, w drugiej połowie odniósł kontuzję, która wyeliminowała go z Mundialu w Niemczech Zachodnich. Na mistrzostwa świata nie pojechał też Jan Banaś (jego historię przedstawia świetny film fabularny „Gwiazdy”- piłkarza Górnika Zabrze zagrał w nim Mateusz Kościukiewicz). To było 49 lat temu, miałem wtedy 10 lat, a pamiętam to, jakby to było wczoraj…

* Tekst ukazał się w „Słowie Sportowym” (16.08.2022)

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport