Kreślę te słowa w Brukseli. W tej samej Brukseli , w której kilkanaście lat temu z pompą ogłaszano tzw.plan "D". Owe tytułowe "D" to oczywiście, jakżeby inaczej wcale nie od D jak "deficyt budzetowy"(UE rzecz jasna), tylko od D jak... "Democrasy". Tak,tak,proszę nie regulować odbiorników. Na początku swojej drugiej kadencji przewodniczący Komisji Europejskiej , ekspremier Portugalii i eksmaoista (wyznawca Mao-Tse-Tunga, cóż,nobody is perfect) Joao Manuel Durao Barroso doznał olśnienia i uświadomił sobie ,niczym Archimedes w wannie krzyczący "Eureka" ,że kierowana przez niego osobiście instytucja jest nietransparentna i mało demokratyczna . Zatem zupełnie zniechęca zwykłych ludzi do Unii Europejskiej ,a nie do niej zachęca. Trzeba więc uczynić Unię bardziej "demokratyczna" . Najlepiej zarządzeniem , odgórnie . Jakoś mi się to wtedy skojarzyło ,bardzo przepraszam , Brukselo, z przesmiewcza piosenką,która śpiewaliśmy w stanie wojennym . Były tam takie oto słowa : "Pan Prokurator ma rację - mamy w Polsce demokrację. Pan Prokurator ma rację -demokracja jest".
Przewodniczący Barroso (wymawiamy "u" na końcu,taka to specyfika portugalskiego) był nawet miłym gościem . Pogadalismy sobie dłużej niż chwilę , paradoksalnie czy nie ,w Hongkongu,bo Brukseli nie było to możliwe. On sam był chodzącym paradoksem : w swoim kraju był szefem partii socjaldemokratycznej ,która wcale nie była lewicowa,tylko centroprawicowa ,a tak się nazywała ,bo po okresie prawicowej dyktatury Salazara nielewicowcy tak się bali przyznać do prawicy,że woleli ochrzcić się socjaldemokratami ,choć mieli z lewica niewiele wspólnego - poza młodzieńcza fascynacja ich lidera "Czerwoną książeczką " przywódcy chińskich komunistów,który za moich czasów młodzieńczych był Mao-Tse-Tungiem ,a potem był pisany jako "Mao-Zedong". AKAPIT Barroso - tu go pochwalę - wiedział,że Unia generuje za dużo przepisów,tej całej urzędniczej makulatury. Wydał własnej biurokracji walkę -i ją po cichu przegrał. Po cichu ,bo kasta eurokratow nie chce upokarzać własnych formalnych szefów - chce tylko,aby dali im oni dalej być "państwem w państwie".
Oczywiście przegrał też sławetny plan "D". Unia po Barroso nie stała się bardziej demokratyczna niż była wcześniej. Przyznajmy też ,że jeszcze za pierwszej i jednocześnie ostatniej kadencji jego następcy -też premiera ,tyle że Wielkiego (sic!) Księstwa Luksemburg Jean-Claude Junckera nie była aż tak niedemokratyczna, jak za obu kadencji Ursuli Gertrud von der Leyen. Plan "D" okazał się planem do d...-a potem było już tylko gorzej.
*Artykuł ukazał się na portalu "Wgospodarce.pl"


Komentarze
Pokaż komentarze