86 obserwujących
536 notek
1656k odsłon
  247   0

LBGTQ zabija superbohaterów

Była złota era komiksu, była też srebrna i brązowa. Obecnie mamy do czynienia z czymś nowym, z erą LBGTQ w komiksach ...

Batman na Instagramie, Robin gejem, Alfred z małżonkiem. Spider-Woman w dziewiątym miesiącu ciąży walcząca z kosmitami. Otyła Wander Woman. Piękna She-Hulk zmieniona w odrażającego potwora. America Chavez z zawołaniem: Holly menstruation!

To nie żarty. Zarówno w Marvelu jak i DC zatrudniono wielu tzw. artystów, którzy sami się określają (ich własne słowa!) jako np. niebinarni (zaimki he/she są u nich neutralne:), osoby biseksualne (używające lub nie zaimków she/he), czy też osobników queer lub panseksualnych (tu bez żadnych zaimków). Ja nie kpię, ja tylko potarzam ich słowa, które sami z lubością wypowiadają i wypisują przy każdej możliwej okazji!

Problem jednak w tym, że owa niebinarność, czy zaimki, to jedyny powód ich zatrudnienia. Są bowiem kompletnymi beztalenciami, które nie znają i nie rozumieją komiksów superbohaterskich. To co produkują, to zwyczajna tandeta.

Oczywiście ten ich zalew tandety spotyka się z ostrą krytyką fanów komiksowych, na którą te scenarzystki LBGTQ, SJW, czy queer, odpowiadają wyjątkowo agresywnie:)

Najlepszym przykładem jest Kelly Sue DeConnick, tzw. samozwańcza feministka, która odpowiada w ogromnej mierze za spadek sprzedaży Captain Marvel w wydawnictwie Marvel i Aqumana w DC. Zabłysnęła również komiksem Green Arrow, w którym naiwność jej scenariusza stała się źródłem złośliwych żartów:)


Wiem, że filmik jest pocięty, ale możecie mi wierzyć, ze to jest typowe zachowanie tej pani. A te teksty powtarza wszędzie:) Nie czytajcie moich książek! Nie kupujcie ich! Biali chłopcy, nie czytajcie ich! Dziewczyny czytają komiksy, problem rozwiązany!

W jednym ma rację - jej komiksy czyta coraz mniej osób:) Jednak dziewczyny czytające komiksy często krytykują ją bardziej niż ci "White boys".

Ta druga pani, to Gail Simone, która zasłynęła z wyjątkowo debilnego twierdzenia o "Kobietach w lodówce". Gail Simone razem z Kelly Sue DeConnick niosą trumnę DC:)

Ostatnie słowa są wiele mówiące: "Przepraszamy, że przypadkowo przejęłyśmy komiksy*. *Tak naprawdę nie przepraszamy". Urocze, prawda?

Główne cechy tej nowej ery komiksach to: wymiana męskich bohaterów na kobiety (czyli Girl Power), coraz większa reprezentacja osobników LBGTQ, skupienie się na ich problemach egzystencjalnych (zamiast na walce dobra ze złem), grubi i brzydcy bohaterowie, zamiast dawnych zbyt pięknych (nie wolno onieśmielać czytelnika), no i w końcu wszechobecne social media (nowy superbohater bez Iphone'a, konta na Insta, czy tweetów, będzie wręcz upośledzony:)

Nie piszę tak z powodu uprzedzeń, bo ich nie mam. Przeczytałem całkiem sporo ich "twórczości", by wyrobić sobie zdanie. Całe szczęście, że ich nie kupiłem (plułbym sobie w brodę), bo jest to jeden, wielki, skończony szajs ... Oczywiście najlepszym dowodem na brak kwalifikacji tej wesołej LBGTQ gromadki są fatalne wyniki sprzedaży amerykańskich komiksów. Manga już całkowicie zdominowała ten rynek, DC i Marvel zwalniają pracowników, zaś sklepy komiksowe, które zaufały tym wydawnictwom, upadają.

Dlaczego?

Dawni superbohaterowie walczyli z przestępcami, chronili niewinnych, byli silni, mądrzy i szlachetni. Rozwijali swe zdolności, zdobywali wiedzę, przełamywali własne ograniczenia. Byli prawdziwym odzwierciedleniem dawnych herosów, prawdziwym wzorcem do naśladowania. Dzisiejsi tzw. superbohaterowie LBGTQ są zdecydowanie inni i mają inne problemy:) Nie mamy tu heroes tylko queeroes.

Żeby nie być gołosłownym, podam kilka przykładów:

She-Hulk

She-Hulk była bystra, urocza i miała do siebie ogromny dystans. Sensational She-Hulk autorstwa Johna Byrne'a to wspaniały przykład sztuki komiksowej. Jednak postanowiono tej twardzielce nadać nowy wymiar. Zadanie to powierzono Mariko Tamaki, autorce bardzo kontrowersyjnej. Efekt jej pracy to gigantyczny spadek sprzedaży komiksu, od niemal 100 tys. (Shulkie ma ogromny potencjał) do poniżej tysiąca ... Ten swoisty rekord beztalencia wynika z durnego scenariusza i drastycznego przeprojektowania głównej bohaterki, która z pewnej siebie i pięknej kobiety zmieniła się w odrażającego potwora z zespołem stresu pourazowego (!), fizycznie dużo brzydszego niż sam Hulk.


Autor filmiku powyżej uważa ten komiks za najgorszy, jaki kiedykolwiek zrobiono. I nie może utrzymać powagi, omawiając zawarte tam głupoty. Proszę zwrócić uwagę na to, że nazwę komiksu She-Hulk przemianowano na Hulk (zabrano zaimek:), czyli próbowano zastąpić męskiego Hulka żeńskim ...

I am not Starfire

To coś, moim zdaniem, powinno trafić do poradników w rodzaju: Jak nie robić komiksów. Jest to twór wyjątkowo brzydki, głupi i wręcz szkodliwy dla niepełnoletnich czytelników. Bohaterką jest Mandy, córka Starfire, superbohaterki z DC. Ten komiks to w zasadzie niesmaczna psychodrama pomiędzy piękną i szlachetną Starfire a jej córką Mandy, która jest otyła, brzydka, ubiera się po gocku i jest oczywiście lesbijką. Na dodatek ma nieprzyjemny charakter, nienawidzi swojej matki, jest opryskliwa i wulgarna. Naprawdę nie jest trudno zgadnąć, że scenarzystka Mariko Tamaki przeniosła swą własną wewnętrzną i zewnętrzną brzydotę na Mandy. Fizycznie są nawet bardzo podobne, co zostało zauważone i bezlitośnie wyśmiane.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale