86 obserwujących
534 notki
1653k odsłony
  394   0

Shang Chi - przyczajona mandarynka, ukryty smok-antykomunista (recenzja filmu)

Film Shang Chi and the Legend of the Ten Rings przypomina inną, bardzo sławną produkcję, Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka. Niestety, ani tygrysa, ani tym bardziej smoka (prawdziwego), w Shangu nie znajdziemy.

Najpierw ciekawostki:

Pierwszym azjatyckim superbohaterem w filmach był Kato w filmie Green Hornet (grał go oczywiście Bruce Lee), a nie Shang Chi.

Shang Chi nie jest też pierwszym azjatyckim bohaterem filmów akcji w ogóle, bo takich przed nim było po prostu bez liku. Niektórzy, jak Bruce Lee i Jackie Chan, wnieśli do filmów zupełnie nową jakość.

Shang Chi nie był nawet pierwszą postacią, która używała w komiksie sztuk walki. Pierwszym był Batroc the Leaper, mistrz Savate.

I w końcu - Shang Chi nie jest pierwszym superbohaterem Azjatą w filmach Marvela. Tym kimś jest oczywiście Wong:)

Musiałem wrzucić te sprostowania, ponieważ w niektórych recenzjach krytyków pojawiają się takie bzdurne stwierdzenia.

Teraz przejdźmy do samej recenzji. Ostrzegam - spojlery!


Film Shang Chi and the Legend of the Ten Rings jest ... do obejrzenia, to chyba najlepsze co można o nim powiedzieć:) Jest niewątpliwie efektowny i każdy miłośnik dobrego widowiska powinien być usatysfakcjonowany. Widowiskowy film ... po prostu.

Problem jednak w tym, że to nie są te postaci, które były przedstawione w komiksach. Ja osobiście, jako ich miłośnik, jestem bardzo rozczarowany, że porzucono rewelacyjny materiał źródłowy i jego ogromny potencjał został po prostu zmarnowany.

Jak Smok-pogromca komunistów wystraszył Disneya

Nie pojawił się w filmie Fin Fang Foom, chociaż wszyscy tego oczekiwali. Fin Fang Foom to kosmita, który wygląda jak prawdziwy smok:) A wiecie dlaczego się nie pojawił? Ponieważ smok Fin Fang Foom to prawdziwy pogromca komunistów. Pierwszym jego dokonaniem w komiksie było wyrżnięcie chińskiej, komunistycznej armii, szykującej się do inwazji na wysepkę (gdzie smok spał) u wybrzeży Chin. Tak przy okazji rozwalił też część Wielkiego Muru:)

Zatem, żeby nie drażnić komunistycznych władz, zamiast Smoka-pogromcy komunistów, w filmie umieszczono Obrończynię-Smoczycę ... mistyczną istotę, niebiańskiego smoka z krainy Ta-Lo, broniącą naszego świata, coś tam, coś tam ... Ta dziwna, jaszczurkowata istota nie dorasta do pięt (czy co on tam ma) Fin Fang Fooma.

Mandaryn czy mandarynka?

Największą wadą tego filmu jest jednak to, że filmowy Mandarin to skarlała wersja fascynującego komiksowego supervillaina z komiksu. Prawdziwy (czyli komiksowy:) Mandarin to błyskotliwy naukowiec i bezwzględny wojownik, posiadający silne poczucie honoru. Nie potrzebował pierścieni, by pokonać niemal każdego w walce wręcz, kiedyś gołymi pięściami uszkodził zbroję Iron Mana. Zaś z pierścieniami był równorzędnym przeciwnikiem nawet dla najsilniejszych superbohaterów.

Tymczasem filmowy Mini-Mandarin to tysiącletni głupek, który daje się nabrać na psychiczne sztuczki Wielkiego Pożeracza Dusz ... Rany, jakbym miał 1000 lat i nieustanny kontakt z magicznymi rzeczami, to byłbym trochę rozsądniejszy:)

Filmowy Mandarin nawet kpi z własnego imienia:) W jednej ze scen mówi, że zgniły zachód nazwał go tak od owocu (mandarynki). Jest to kompletna bzdura! Powinien doskonale wiedzieć, że Mandarin nie jest od mandarynki, tylko od Mandarynów, czyli arystokratycznej klasy uczonych-urzędników, sprawującej władzę w feudalnych Chinach.

Dlaczego Mandarin wypowiada tak bzdurne słowa? To proste. Disney chciał się przypodobać Komunistycznej Partii Chin. Komiksowy Mandarin to potomek chińskiej arystokracji, który stracił swój majątek po przejęciu władzy przez komunistów ... dlatego też, by się przypodobać komunistom, najlepiej ośmieszyć nie tylko samego Mandarina, ale też jego tytuł. Dla juanów Disney poprze nawet rewolucję kulturalną:)

Pierścienie czy bransolety?

Tytuł filmu to Shang Chi i legenda dziesięciu pierścieni - trzeba jednak zauważyć, że w filmie nie ma żadnych pierścieni (jakie były w komiksie), tylko są dziwne bransolety ... więc może tytuł powinien brzmieć: Shang Chi i legenda dziesięciu bransolet?

Oryginalne komiksowe dziesięć pierścieni to elementy niezwykle zaawansowanej technologii ze statku kosmicznego, który rozbił się na Ziemi, a których używał Mandarin. Oprócz ciekawych funkcji, np. kreowanie obszarów absolutnej czerni, tworzenie iluzji, umożliwienie mentalnej kontroli, emitowanie energii wzdłuż całego widma elektromagnetycznego, spowalnianie ruchu atomów i cząsteczek, same pierścienie posiadają własne osobowości, mogą się nawet komunikować i próbują wpływać na gospodarza. Filmowe dziwaczne bransolety są ich żałosną namiastką.

Shang Chi - prawie największy wojownik kung fu

Co jednak troszkę rozczarowujące, to nie ma w tym filmie kung fu na miarę największego wojownika kung fu ... Jasne, dwie walki w autobusie i na rusztowaniu są świetne i są niewątpliwie ozdobą tego filmu. Widać tu wzorowanie się na slapstikowej kaskaderce w filmach Jackie Chana:) I nic dziwnego, podobno za te dwie rewelacyjne sceny odpowiadał Brad Allen, częsty członek ekipy u Jackie'ego. Ale bądźmy boleśnie szczerzy - Simu Liu to nie jest Jackie Chan ...

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura