87 obserwujących
543 notki
1666k odsłon
  2113   3

Last Duel (Ostatni pojedynek) - toksyczna męskość i rycerze z połową hełmu

Tym, którym ten film się podobał, nie polecam czytania, bo mogę im nieco zepsuć samopoczucie:)


Film Ridleya Scotta z dwoma oscarowymi aktorami to (teoretycznie) gotowy przepis na sukces. Tymczasem jego opening to żałosne 4 miliony 759 tysięcy dolarów ... po prostu katastrofa! Przypomnę, że Venom ma opening w wysokości 90 milionów.

Dlaczego ten film ma tak fatalne wyniki? Poniżej przytoczyłem kilka cytatów, które doskonale pokazują, jak próbowano go promować:

"The Last Duel miesza Rashomon, czasy Średniowiecza i toksyczną męskość ... i to działa!", "Pod kolczugą i kiepską fryzurą, The Last Duel jest filmem o toksycznej męskości", "The Last Duel łączy krytykę mizoginii z czystą akcją", "Ben Affleck i Matt Damon twierdzą, że Last Duel jest filmem feministycznym".

Jeżeli takie hasła mają zachęcić do oglądania filmu, to ... pogratulować "błyskotliwej" promocji:) Oczywiście zgadzam się z tym, że film ma wydźwięk feministyczny, tylko że w najgłupszy możliwie sposób. Pokazywanie, jak ciężki jest los bogatej szlachcianki w średniowieczu ... poważnie? Trzeba jedną rzecz wyraźnie podkreślić - kobieta (zwłaszcza szlachcianka!) nie była własnością mężczyzny w średniowieczu. To absurd. Oczywiście pozycja mężczyzny była dużo silniejsza, jednak małżeństwa absolutnie nie były związkami w stylu pan i jego niewolnica.

Film mi się bardzo nie podoba. Rzekoma próba przedstawienia trzech części prawdy, trzech punktów widzenia, służy jedynie pokazaniu jednego punktu widzenia. Mój problem jest też taki, że znam nieco tą sprawę. 

Czy Jacques Le Gris był naprawdę winny gwałtu?

W rzeczywistości nie sposób na podstawie znanych źródeł wydać jednoznaczny wyrok. Osobiście uważam, że są duże szanse na to, że Le Gris został niesłusznie oskarżony przez Jeana de Carrouges i jego zonę Marguerite. Dlaczego mieliby to zrobić? Oczywiście z powodów finansowych. Na korzyść tej teorii przemawia to, że obaj panowie byli już po pięćdziesiątce ... a to wiek poważny, zwłaszcza w średniowieczu, co powinno raczej ograniczyć wybuchy niekontrolowanego pożądania, nawet w stosunku do dwudziestoparoletniej małżonki Carrouges'a. Po drugie, obaj panowie byli uwikłani w zażarte spory majątkowe, które stanowiły dla Carrougesa duże niebezpieczeństwo finansowe. Śmierć Le Grisa byłaby dla niego bardzo pomocna.

Tak więc jednoznaczne rozstrzygnięcia są w przypadku tej sprawy absolutnie nieuprawnione. A nie jest to historia wymyślona, tylko prawdziwa z prawdziwymi ludźmi. Zniszczenie pamięci potencjalnie niewinnego człowieka, by historia lepiej pasowała do feministycznego manifestu, jest godne najwyższej pogardy.

Przebieg pojedynku

Filmowy pojedynek jest przedstawiony absolutnie nieprawdziwie. Carrouges i Le Gris nie walczyli konno na kopie. Ten element pochodzi z Froissarda, ale dotyczy walki z 1390 roku w Ingleverd. Nie walczyli również na topory, żadne z pięciu znanych źródeł o tym nie wspomina. Ich pojedynek odbył się pieszo, w zbroi i z użyciem mieczy długich. Stosowali techniki half-sword, gdzie miecze trzyma się jak włócznię, starając się przeciwnika zranić, celując w miejsca wrażliwe, powalić na ziemię i tam go dobić. Pojedynek był też bardzo krótki - Carrouges podobno pierwszy zaczął krwawić (odniósł jakąś ranę, prawdopodobnie niezbyt dotkliwą), ale udało mu się powalić Le Grisa twarzą do ziemi, gdyż najprawdopodobniej był lepszym zapaśnikiem. Być może też Le Gris został w jakiś sposób oszołomiony upadkiem, bowiem nie zareagował odpowiednio szybko (mógł wstać lub odwrócić się i podjąć walkę w zwarciu) i Carrouges zdołał wbić swój miecz w okolicę ... jego odbytu.

Wiem, mało rycerskie, ale tak to było. Żadnych fantazyjnych szarż na koniach, żadnego wymachiwania toporami, grożenia sztyletem. Tylko cios ... hm ...poniżej pasa, który spowodował dotkliwe krwawienie i w efekcie śmierć.

Już sam błędny sposób przedstawienia tej walki w książce i w filmie wskazuje na to, że dla autorów prawdziwa historia miała najmniejsze znaczenie.

Filmowe wpadki

Niewątpliwie największą filmową wpadką jest hełm z połową przyłbicy, jaki demonstruje nam Matt Damon ... kto do jasnej cholery to wymyślił? Tylko ostatni idiota założyłby coś takiego na głowę! Nie wiem, czy ktoś z was już kiedyś widział hełm na pól twarzy, bo ja z takim idiotyzmem spotykam się pierwszy raz..

Ben Affleck gra w tym filmie lorda, który ma ... farbowane włosy. Nie śmiejcie się z jego fryzury, gdyż naprawdę się zdarzało, że rycerze farbowali włosy. Ale używali do tego ... moczu. Lord Moczowłosy Ben Affleck bardzo mnie rozbawił:)

O takich rzeczach, że rycerze mają niedopasowane zbroje, ich kaptury kolcze majtają się jak korale u indyka, że ich pseudoszermierka jest po prostu żałosna, nawet nie warto pisać ... to norma.

Jeszcze jedno - ten "ostatni pojedynek" z 1386 roku nie był żadnym ostatnim pojedynkiem sądowym (chociaż wielu tak twierdzi). Sam opisałem taki jeden z 1547 roku, który odbył się we Francji, pomiędzy Guy’em Chabot, baronem de Jarnac i François de Vivonne, panem La Châtaigneraie.

Najgorsze ze wszystkiego jest jednak przedstawienie tego filmu jako feministycznego manifestu o biednych szlachciankach, prześladowanych przez mizoginistycznych facetów.

I książka i film są tak naprawdę niewiele warte.

Ridley Scott zaliczył kolejną, koszmarną wpadkę.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura