94 obserwujących
573 notki
1733k odsłony
  114   1

Film Last Duel i sztuka walki w pełnej zbroi

Recenzowałem już sam film (Ostatni pojedynek), jednak nie ruszyłem przebiegu samego tytułowego pojedynku, który naprawdę wart jest oceny.

Oczywiście sam film uważam za raczej kiepski, a przede wszystkim niezgodny z prawdziwą historią, jaką miał rzekomo przedstawiać. Jest on bowiem ekranizacją książki, która prawdziwe wydarzenia pokazała w sposób niezgodny z zachowanymi źródłami.

Ale wróćmy do pojedynku:


Walka konno wzbudza pewne kontrowersje, ponieważ nie wiadomo, czy do niej w ogóle doszło ... Jednak z uwagi na specyficzną, śmiertelną ranę, jaką odniósł Le Gris, możemy założyć, że obaj nosili zbroje do konnej jazdy, więc konne starcie było możliwe:) Przebieg pojedynku i używaną w nim broń określano wcześniej w starannych negocjacjach i dopuszczalne były w zasadzie dowolne scenariusze.

Obaj rycerze noszą niedopasowane zbroje, zwisające kolczugi pod brodą i mają absurdalne hełmy z zasłoną na pół twarzy. Potykają się na polu nie ograniczonym barierką, jaką znamy z filmów. Kiedyś faktycznie tak robiono (na otwartym polu), jednych w czasach przedstawionych w tym fimie zrezygnowano z tego, ponieważ bojowe konie czasami zderzały się ze sobą.

Starcia na kopie są dynamiczne i pełne agresji. Niektórych zaskakuje pokazana tu bezwzględność, rzekomo mało rycerska, ale tak waśnie wyglądały pojedynki sądowe - dopuszczano się nawet zachowań podstępnych, bo tu chodziło o życie. Warto jednak zauważyć, że obaj rycerze nieprawidłowo trzymają kopie. W rzeczywistości były one opuszczane w ostatniej chwili (jak się spóźniłeś, to twoja strata:), ponieważ dłuższa jazda z opuszczoną kopią powoduje, że ta po prostu zaczyna tańczyć i uciekać na wszystkie strony.

No i oczywiście nikt nie wykonywał pchnięcia kopią samą ręką, bo nie zwiększało to w żaden sposób siły uderzenia, jednak mogło zapewnić uszkodzenie/złamanie ręki. Kopia powinna zostać zablokowana w  tzw. kołysce, ciasno przy ciele, by włożyć w atak cały ciężar ciała konia i jeźdźca. Nawet dzisiaj się zdarza, że praktycy tej sztuki łamią sobie ręce w wyniku takich właśnie błędów.

Upadek z konia w pełnej zbroi można bezproblemowo przetrwać, w zasadzie zbroja zapewnia tutaj całkiem niezłą ochronę:) Przygniecenie przez konia także, chociaż zbroje do konnej jazdy zwykle nie były pełne, zwłaszcza po wewnętrznej stronie ud, by nie utracić kontroli nad koniem. Jednak kopnięcie końskim kopytem w gowę jest niebezpieczne, nawet jeśli głowa jest w hełmie. Stal oczywiscie ochroni przez rozwaleniem łba, jednak przeciążenie, jakie wtedy powstaje, może skończyć się fatanie dla ludzkiego delikatnego mózgu. No ale wymóg filmowy, rozumiem.

Pojedynek zostaje zatem spieszony i mamy tu całą masę bezsensownych technik, polegających na rąbaniu mieczem w zbroję przeciwnika, co jest zwyczajnie ... nieskuteczne. Przerąbanie mieczem dobrej, płytowej zbroi jest w zasadzie niemożliwe i jedynie grozi uszkodzeniem, czy nawet złamaniem miecza. Można próbować pchnąć w odkryte miejsca, jednak zdecydowanie najlepiej ująć miecz jak włócznię (tzw. half-sword), z jedną ręką na rękojeści, drugą na ostrzu, no i tak też walczyć - pchnać w odkryte miejsca, wytrącać broń przeciwnika, starać się go przewrócić. Co ciekawe, w tym filmie przez jakiś czas tak nawet walczą (co bardzo miłe), jednak szybko wracają do typowej rąbaniny.

Przez chwilę Le Gris nawet broni się przezd mieczem Carrougesa zbijając go przedramionami, czy też po prostu przyjmując uderzenia na swoją zbroję, co najlepiej pokazuje, że standardowe używanie miecza podczas walki w pełnej zbroi nie ma żadnego sensu.

Obrona toporem przed uderzeniami miecza, mimo iż jest ona technicznie poprawna (zbija miecz na boki), też nie ma żadnego sensu. Carrouges powninen miecz zwyczajnie zbagatelizować i po prostu atakować toporem, którego uderzenia są w tej sytuacji groźniejsze.

Jednak należy też im dać kolejny plusik, za sposób w jaki Carrouges rani Le Grisa, wbijając jeden z wąsów jelca pod jego kolano, trzymając miecz za ostrze. To wręcz klasyczna technika, dość często spotykana w traktatach.

Pojedynek kończy się całkiem poprawnie, Le Gris zostaje powalony na ziemię, Carrouges ma go w zapaśniczym dosiadzie (Ringen, czylizapasy średniowiecza, uczyły takich technik), po czym dobija go pchnięciem sztyletu. Może trudno w to uwierzyć, ale tak najczęściej kończyły się pojedynki w pełnej zbroi. Można była walczyć i ranić mieczem lub toporem, jednak gdy trzeba było skutecznie zabić, to ten właśnie dagger to zapewniał. Tak zawany rondel dagger ma prawidłowy kształt - często był to w zasadzie twardy pręt do dźgania, mający głowicę i jelec w formie ogrągłych płytek, klinujących dłoń, by się nie ześlizgnęła z rękojeści przy wijaniu go w szczeliny między płytami zbroi.

Ostatecznie przebieg tego pojedynku nie jest doskonały, choć nie jest też kiepski i można go ocenić jako całkiem ... niezły. Są tu róznego rodzaju bzdury, typowe i zaprojektowane przez kiepskich choreografów, ale są tu też całkiem poprawne techniki, znane ze średniowiecznych i renesansowych traktatów szermierczych. Gdyby usunąć te bzdury, pojedynek byby znakomity:)

Wielu dziwi okrucieństwo z jakim potraktowano ciało zwyciężonego, wieszając je nagie na widok publiczny. Ale pamiętajmy, że gdy Le Gris przegrał walkę, to automatycznie stał się zbrodniarzem, winnym zarzucanych mu czynów. Gdyby walkę wygrał, zostałby uniewinniony, zaś zona Carrougesa (ona też oskarżała) zostałaby z miejsca powieszona. Miłe, prawda?

Dodam jeszcze, że wynik pojedynku sądowego miał większą wartość w procesie niż zeznania świadków, czy dokumenty i dowody rzeczowe. Opierano się tu na naukach św. Augustyna, który twierdził, że podczas takiego pojedynku Bóg patrzy szeroko otwartymi oczyma i nie pozwoli, by niewinnemu stała się krzywda ...

P.S.

Z tego co wiadomo, to w rzeczywistości pojedynek odbył się pieszo (choć wcześniejsze starcie konno jest też możliwe) w pełnej zbroi i z użyciem mieczy długich. Pojedynek był też krótki - Carrouges podobno pierwszy zaczął krwawić (odniósł jakąś ranę, prawdopodobnie niezbyt dotkliwą), ale udało mu się powalić Le Grisa twarzą do ziemi, gdyż najprawdopodobniej był lepszym zapaśnikiem. Być może też Le Gris został w jakiś sposób oszołomiony upadkiem, bowiem nie zareagował odpowiednio szybko i Carrouges zdołał wbić swój miecz w okolicę ... jego odbytu.

Tak naprawdę nie był to żaden ostatni pojedynek. Ostatnim takim sądowym pojedynkiem (przynajmniej we Francji) jest starcie z 1547 roku, pomiędzy Guy’em Chabot, baronem de Jarnac i François de Vivonne, panem La Châtaigneraie. Jest on wyjątkowy też pod tym względem, że przegrany zachował życie (na żądanie zwycięzcy!), co spowodowało wiele dyskusji na temat tego typu praktyk.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale