94 obserwujących
582 notki
1756k odsłon
  368   2

Włócznia vs miecz - jaka broń jest lepsza?

Na filmiku poniżej widać, jak grupa miłośników europejskich, średniowiecznych i renesansowych sztuk walki testuje starcia z rodzaju: miecz kontra włócznia, oczywiście w różnych konfiguracjach. Nie jest to nic odkrywczego (sam to robiłem), jednak zostało to ładnie nagrane, zatem warto rzecz omówić.


Z moich doświadczeń również wynika, że wojownik uzbrojony w włócznię ma pewną przewagę nad wojownikiem z mieczem ... taka jest niestety prawda. Jeśli na dodatek jest sprawny fizycznie, dobrze pracuje na nogach, potrafi utrzymać dystans, wtedy ta przewaga jest istotna. Żeby ją zniwelować, konieczna jest dobre wyszkolenie. Tak to już jest ... ale tylko w przypadku, gdy wojownicy nie posiadają żadnej ochrony ciala, żadnej zbroi. Bowiem zbroja zmienia całkowicie zasady gry.

Zaś starcia włócznia vs miecz zdarzały się zwykle na polach bitew, gdzie wszyscy oprócz broni zaczepnej posiadali również zbroje (na różne sposoby chronili swoje ciała). Wydaje się, że organizatorzy tego w ogóle nie więli pod uwagę. Wszystkie te pozorowane starcia są rozgrywane, jakby nie nosili oni żadnej ochrony ciała. To ogromny błąd.

No i jeszcze jedno. Niestety, ale uczestnicy tych testów nie prezentują zbyt wysokiego poziomu ... łagodnie mówiąc:) Nie potrafią właściwie uderzać mieczem, nie używają drugiej ręki, nie mają umiejętności w walce wręcz. Ci, co trzymają włócznie, robią to w dziwnych konfiguracjach, nachwytem lub jak gdyby szykowali się do rzutu. Niestety, ale tradycją już jest, że entuzjaści dawnych sztuk walki prezentują zwykle bardzo niski poziom ...

Dużym błędem jest też rozgrywanie tych walk, jakby to były starcia sportowe. Bo pchnięcia włócznią nie mogą być lekkie w prawdziwej walce. Nawet w przypadku bardzo mizernej ochrony ciała należy trafiać zdecydowanie w cel. To nie zostało w tych testach uwzględnione, większość trafień jest zdecydowanie zbyt lekka i o zbyt małym zasięgu, by zagrozić przeciwnikowi odzianemu nawet w lekką zbroję. Trochę to przypomina właśnie sportową szermierkę, gdzie jedno lekkie pacnięcie daje punkt. To tak nie działało.

Sztuczka w rodzaju pozorowane pchnięcie włócznią w nogi, następnie, gdy przeciwnik opuści tarczę (lub miecz), pchnięcie w pierś, lub odwrotnie, była po prostu nieskuteczna. Dawni wojownicy dlatego właśnie nosili nagolennice. Gdy hoplita zasłaniał się tarczą, to nad nią wystawała część chełmu, zaś pod nią nogi w nagolennicach, po prostu ściana z brązu. Nawet średniowieczni woje, nawet gdy nie mogli sobie pozwolić na lepsze zbroje, to owijali podudzia pasami skóry, futra lub materiału, po to właśnie, by chronić nogi. Tak więc tego rodzaju finta jest zwyczajnie naiwna. To nie działa!

Zweihander, czyli dwuręczny miecz, był używany głównie w formacjach lancknechtów przez dopelsoldners, czyli lepiej opłacanych, lepiej wyszkolonych i przede wszystkim dobrze opancerzonych wojowników. Oni potrafili dokonywać prawdziwych rzezi, jesli doszło do walki bezpośredniej.

Nikt nie używałby małej tarczy z drewna i stali (buckler), w starciu z kimś z włócznią. Nie do tego była ona przeznaczona. Umieszczenie jej tutaj to błąd.

Ci uczestnicy, rzekomo wyszkoleni w szermierce mieczem, najgorzej wypadają z użyciem miecza i tarczy, popełniają bowiem najgorsze błędy, jakie można popełnić - szarpią tarczą w górę i w dół, odchylają ją na boki, odsłaniając się przy tym, nawet potrafią się zasłonić, jednocześnie zasłaniając sobie całkowicie pole widzenia ... to wygląda jak komedia:)

Jeśli twój przeciwnik ma tarczę z mieczem, ty zaś tarczę z włócznią (czyli twój miecz jest nadal w pochwie), to co robisz? Najlepiej rzucić swoją włócznią w jego tarczę, by ją uszkodzić, by w niej utkwiła i utrudniała mu ruchy, a może nawet (jesli jesteś w tym dobry), by ją przebiła. Wówczas dopiero wyciagasz miecz i podejmujesz walkę na znacznie lepszych dla ciebie warunkach.

Niestety, ale te testy zostały źle przeprowadzone, do tego przez ludzi, którzy nie mają wymaganych umiejętności.

Ja zawsze lubiłem miecz, zwłaszcza longsword. Jednak w walce jeden na jeden bez zbroi, gbybym tylko miał możliwość wyboru, to pewnie wybrałbym włócznię ... co nie znaczy, że z mieczem byłbym skazany na porażkę:) Gdybym miał jednak pełną, płytową zbroję, zdecydowanie wybrałbym miecz ... bo tylko szaleniec zrobiłby inaczej. Kolczuga, która długo była szczytem techniki wojskowej, również była bardzo odporna na pchnięcia włócznią. By przebić kolczugę na przeszywanicy potrzeba było naprawdę dużej dynamiki i włożenia w pchnięcie całego ciężaru ciała. Nawet sama przeszywanica bez kolczugi, którą często nosili biedniejsi rycerze, też stanowiła niezłą ochronę i absolutnie nie można jej było przebić ot tak sobie.

Jak na początku wspomniałem, w walce jeden na jeden i bez żadnego uzbrojenia ochronnego, włócznia była trochę lepsza od miecza. To jednak nie znaczy, że zapewniała ona zwycięstwo. Miecze było bardzo trudne w produkcji, przez to bardzo drogie. A jednak stanowiły obiekt westchnień nawet biednych wojowników. Do tego napisano wiele traktatów szermierczych, w których to właśnie miecz był najważniejszą bronią.

Testować broń dawnych wojowników i formułować na tej podstawie wnioski powinni tylko ci, którzy mają umiejętności wojowników.

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura