82 obserwujących
514 notek
1583k odsłony
6428 odsłon

Woje, obrzy i piraci, czyli starosłowiańska wojskowość

Wykop Skomentuj9

Drugą taką ulubioną bronią Słowianina był długi i szeroki nóż, coś na kształt saksów, lecz bez tradycyjnych zdobień, o długości nawet do 40 i szerokości do 4 cm. Ciekawostką jest niewątpliwie, że Słowianie czasami decydowali się na pojedynki z użyciem noża, przywiązując do tego dużą wagę jako sposobu rozstrzygnięcia sporu bez walnej bitwy, o czym „Powieść minionych lat”, gdzie tak właśnie walczą kniaziowie Mścisław z Radedią, zaświadcza. Nie był to jednak „sąd boży” i nie był stosowany podczas „cywilnych” sporów.

Miecze miały raczej ekskluzywną formę, używali ich bogatsi wojownicy, często darząc je szacunkiem i przekazując z ojca na syna. Podobny zwyczaj istniał na Pomorzu, ale tu z kolei przekazywano sobie topory. Były one bardziej preferowane, zwykle nieco lżejsze od np. normańskich (za wyjątkiem oczywiście Pomorza:), albo maczugi, których używano nawet w walce na odległość (Połabianie nazywali je wiekiery).

Chrześcijaństwo zawsze starało się wprowadzić nowe, właściwe sobie wzorce wojskowości, zwalczając jednocześnie wszelkie ślady pogaństwa. Tak było z Sasami, którzy wojskowo schrystianizowali się bardzo szybko i w zasadzie bez problemów. Z Normanami było już gorzej, zaś w przypadku Słowian była to udręka! Nawet książęcy drużnicy byli przywiązani do dawnych wzorów, trocząc do siodeł długie, nieporęczne łuki i topory o swojskich żeleźcach. W okresie wykształcenia się warstwy rycerskiej nasi wyglądali zawsze trochę inaczej. Szymon Kobyliński nazywał zachodnioeuropejskie rycerstwo gorylowatym (związane jest to z wyglądem zachodniego rycerza, nieco … okrąglejszego) w odróżnieniu od naszego, na wschodni sposób przypominającego smukłe, stalowe ostrze.

Jednak najbardziej szokujący dla duchowieństwa był zwyczaj wśród „szeregowych” wojowników, polegający na ubieraniu się w zwierzęce skóry i zakładania na głowę wilczych lub niedźwiedzich czerepów. Uzyskiwało się dzięki temu doskonały efekt psychologiczny (tacy Wieleci i Rusowie jeszcze się tatuowali), wywołujący u wrogów drżenie kolan. Mimo nawet kazań o pogańskich obyczajach (które obejmowały także uzbrojenie), taki wojownik-wilkołak (zwłaszcza z plebsu) występował na naszych terenach aż po sam kres średniowiecza!

Paradoksalnie owa barbaryzacja militariów szczególnie nasilała się podczas chrystianizacji, będąc przejawem buntu albo skutecznym sposobem walki z chrześcijańskim wojskiem. Ona też wpłynęła na szczególnie nasilenie na naszych terenach zakazów posiadania broni przez plebs. Szczególnie u Czechów posunięto ten zakaz do absurdu – grodowi pełnili służbę z kijami (zamiast włóczni), a po powrocie z wojennych wypraw, zaraz po przekroczeniu granicy, cała broń chłopskiej piechoty była składowana na wozach, pod czujnym okiem oczywiście …

Rzecz jasna wilcze czerepy nie stanowiły jedynej osłony. Nie da się już zaprzeczyć (a próbowano!), że zbroją Słowian była skóra prażona na ogniu, wzmacniana kawałkami kości, często zakładana jedynie na tors – wykonanie jej było prostsze, co nie znaczy że była to ochrona prymitywna. Przeciwko strzałom była całkiem skuteczna i nie krępowała ruchów w walce wręcz. Były też oczywiście różne jej interesujące wersje, np. na wschodzie spotykano karaceny sporządzane z jelenich kopyt (bardzo twardych).

Podobnie było z tarczą, która w słowiańskim wydaniu była lżejsza i okrągła (zamiast preferowanych w zachodniej wojskowości normańskich tarcz migdałowego kształtu), jej także uparcie używano przez bardzo długi czas. Wbrew pozorom, niewielka tarcza, zwłaszcza w ręce sprawnego wojownika, jest duzo bardziej skuteczna (można się nią bronić bez utraty kontaktu wzrokowego, do tego nie stając się worem do obijania), ale oczywiście w luźnej walce.

Bo Słowianie właśnie preferowali walkę w luźnym szyku (tylko z pozoru bezładnym), ostrzał z łuków i miotanie oszczepów, dzirytów, włóczni, pojedynki jeden na jeden. W walce bezpośredniej stosowali chętnie i bardzo skutecznie krótkie włócznie. To dlatego właśnie germańska wojskowość za swoją podstawę w walce ze Słowianami uznała ścianę z normańskich tarcz w połaczeniu z żelazną dyscypliną – po prostu w inny sposób nie dawali rady.

Oczywiście nie sposób pominąć konnicy. Nie jest prawdą, że Słowianie nadawali się jedynie do piechoty – już kontakty z nomadami (Awarowie, Madziarzy i Proto-Bułgarzy, czyli Hunowie) zaowocowały szybko przyswojeniem tego sposobu walki. Tak było w Państwie Samona, Wielkomorawskiej Rzeszy i Wielkiej Bułgarii, tak było też póżniej, np. na Rusi Kijowskiej. Obodrzyce na Połabiu dużo wcześniej niż Sasi zajmowali się hodowlą koni roślejszych i znacznie szybciej od nich stosowali formacje jazdy, często w sposób bardzo zaskakujący (przykładem są niesamowite desanty księcia Niklota). Jednak wielki koń, oprócz niewątpliwych zalet, ma też wady – trzeba na niego chuchać i dmuchać a kilka tygodni w polu wystarczy, by stracił swoje zdolności bojowe. Dlatego też, nie tylko w stepie ale i na naszych terenach (pokrytych puszczami), chętnie stosowano małe, leśne koniki, mniej wymagające i znacznie bardziej wytrwałe.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura