Blog
Prawdziwe słowa nie są piękne, a słowa piękne nie są prawdziwe.
Ryuuk
80 obserwujących 483 notki 1172732 odsłony
Ryuuk, 22 marca 2016 r.

Dżentelmeni i dzikusy, czyli o narodzinach szermierki sportowej

831 19 0 A A A

Na kogo postawilibyście, gdyby do walki na białą broń stanął dziewiętnastowieczny brytyjski dżentelmenem (którego sztuka szermiercza, według tzw. specjalistów, osiągnęła niemal doskonałość) oraz afgański wojownik plemienia Afridi z archaicznym mieczem? Ewentualnie naprzeciwko owego dżentelmena postawiono by wywijającego szablą brodatego Sikha w turbanie, czy nawet wojownika Zulusów z krótką włócznią assegai i tarczą z bawolej skóry?

Chodzi mi tu o konfrontację europejskiej, XIX-wiecznej szkoły szermierczej ze sztuką walki uważaną za prymitywną, ewentualnie odwołującą się do dawnych tradycji. Nie bez powodu zestawiam brytyjskiego dżentelmena z trzema przedstawicielami (Sikh, Afridi i Zulus) kultury uważanej za zacofaną … Jakbyście takie starcia obstawili?

Tak naprawdę nie musicie tego robić, gdyż do takich walk dochodziło i znamy ich wyniki. I trzeba przyznać, że są one … bardzo ciekawe (łagodnie mówiąc:) Otóż ten brytyjski szermierz, wyszkolony w swej „doskonałej”, nowoczesnej  szermierce, zwykle przegrywał w bezpośrednich starciach na białą broń … Zaznaczam, że piszę nie o zwykłych żołnierzach, tylko o oficerach, przeszkolonych z racji stopnia wojskowego i wręcz zobowiązanych do tego z powodu szlachectwa. Ci dżentelmeni z klubów szermierczych, przekonani o posiadaniu wspaniałych umiejętności, mieli mizerne szanse w walce z pogardzanymi dzikusami, walczącymi „prymitywną” bronią i według „przestarzałych” zasad swych przodków.

Od razu zaznaczam, że wiemy o tym nie z materiałów propagandowych Zulusów i Sikhów, tylko od samych Brytyjczyków. Imperium, nad którym nie zachodziło słońce, toczyło nieustanne wojny, z których pozostały nie tylko raporty wojskowe, ale nawet naukowe prace, zajmujące różnorodną problematyką, również szermierczą. Jednym z tych, co zwrócili uwagę na ten interesujący, szermierczy problem był pułkownik Cyryl Metthey, członek klubu szermierczego w Londynie, zajmujący się badaniami nad wojskowością, mający za sobą bogatą karierę wojskową. On zupełnie jasno (acz kulturalnie:) stwierdził, że pomiędzy ówczesną, brytyjską szermierką pojedynkową (nauczaną w klubach szermierczych) a prawdziwą walką na białą broń zieje straszliwa przepaść. Według niego szermierka nauczana w Europie była absolutnie podporządkowana swoistej idei dżentelmeńskiego pojedynku, będąc przez to zupełnie oderwaną od prawdziwej walki. Nazywał to nawet „brakiem szczerej intencji walki”.

Stary wojak miał oczywiście absolutną rację. Tzw. nowoczesna szermierka, jaka wówczas królowała w Imperium (i zaczęła królować w całej Europie, Brytyjczycy są jedynie dobrym przykładem), odpowiadała aktualnemu zapotrzebowaniu. Dawne mordercze starcia podczas wojen i pojedynków sądowych, podczas których wszystkie chwyty były dozwolone, odeszły w niepamięć. Szermierka klubowa była już tak naprawdę tylko rozrywką, czyli sportem. A podczas uprawiania sportu nikt nie chciał ginąć, walczyć o przetrwanie, czy choćby odnosić rany. Istotą dżentelmeńskiego pojedynku stała się chęć wzajemnej i godnej prezentacji, w prawdziwie szlacheckim stylu. Twarde zastawy (zatem z konieczności lekkie cięcia i uderzenia), walka zwykle do pierwszej krwi, co sprowadzało się tylko do zaznaczenia trafienia. Zrezygnowano całkowicie z elementów walki wręcz w szermierce, zaczęto je nawet traktować jako oznakę ... uwaga… prymitywizmu:) I wszystko to wtłoczono w skomplikowaną etykietę, która stała się ważniejsza od samej szermierki.

To straszliwe zubożenie europejskiej sztuki walki upstrzono absurdalnym poczuciem wyższości, któremu towarzyszyła pogarda dla dawnych metod. Gdy zatem dochodziło do konfrontacji z przedstawicielami prawdziwej sztuki walki, szermierki tradycyjnej, czyli realnej, efekt mógł być tylko jeden … Naprawdę nie ma powodu do zdziwienia, że dystyngowani faceci z bokobrodami nie mieli szans w walce z prawdziwymi wojownikami.

Warto zadać pytanie: dlaczego te alarmujące raporty o nieskuteczności brytyjskich szermierzy, analizy wykonane przez rzeczywistych specjalistów, nie wpłynęły na weryfikację szkolenia? Dlaczego nie zmieniły podejścia do sztuki szermierczej?

Powodów jest kilka.

Przede wszystkim, te wszystkie porażki brytyjskich szermierzy nie mogły w żadnym stopniu wpłynąć na losy wojny, zatem nie mogły zostać czynnikiem naprawdę alarmującym. Porażki, odnoszone przez dżentelmenów-szermierzy tłumaczono nieczystymi chwytami, brutalnością i zwierzęcą siłą przedstawicieli prymitywnych kultur:)

Po drugie, dżentelmeńska szermierka była po prostu zbyt nęcąca. Nie da się bowiem ukryć, że była bardzo łatwa, przez co można się jej było szybko nauczyć i bezpiecznie ją uprawiać …zatem wymarzona dla dżentelmenów preferujących pykanie fajeczki w przepastnym fotelu. W odróżnieniu od tej klubowej wizji dawne sztuki walki były bardzo trudne, wymagały dużego wysiłku fizycznego i na dodatek niosły ze sobą niebezpieczeństwo odniesienia urazów i ran podczas samych tylko ćwiczeń … raczej mało atrakcyjne:) Wiemy np. o tym, że próby reanimacji dawnej sztuki (choćby sztuki walki dwuręcznym mieczem) zdarzały się i w XIX wieku (pisał o tym Alfred Hutton), jednak nie zdobyły one wystarczającej popularności, by przetrwać próbę czasu.

Opublikowano: 22.03.2016 10:01.
Autor: Ryuuk
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @JESTEM1 Tyle Twojego, ile hejtujesz.
  • @DODAMIE Masz gotowe wklejki?
  • @WANDERER Ciężko pracujesz, towarzyszu ...

Tematy w dziale Sport