Takiego dnia jak 8 września 2009 r. nie mieliśmy jeszcze w całej 75-letniej historii Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali urzędującego prezesa i trzech innych pracowników Zakładu pod zarzutem korupcji. Premier Donald Tusk natychmiast podpisał dymisję prezesa, a Sąd Rejonowy w Szczecinie, na wniosek tamtejszej prokuratury wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
To, co wówczas przeżyliśmy trudno określić inaczej niż „szok”. Czegoś takiego doprawdy nie można przewidzieć, trudno też w racjonalny sposób sobie wytłumaczyć. Wszyscy zadajemy pytanie, w jaki sposób mogło do tego dojść i czy to, co słyszymy w mediach – to prawda.
Niestety nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Kiedy piszę te słowa ciągle wiemy zbyt mało na temat rzekomych łapówek, które miały być brane lub dawane przez zatrzymanych. Wiarygodności informacji ze śledztwa nie jesteśmy w stanie zweryfikować. A jak pokazują liczne przykłady - oskarżenia nie zawsze okazują się uzasadnione.
Najmądrzejsza rzecz, którą mogę w tej sytuacji do Państwa napisać, jest prośbą. Po pierwsze proszę, byśmy nie wydawali wyroków na zatrzymanych pracowników ZUS przed dokładnym zbadaniem tej sprawy przez niezawisły sąd. Po drugie chciałbym prosić o nieprzerzucanie zarzutów stawianych pojedynczym osobom na całą instytucję.
ZUS jako instytucja nie jest oskarżany o korupcję i nie toczy się w stosunku do niego żadne postępowanie karne ani nawet kontrolne. Zakład pracuje normalnie i funkcjonuje tak jak dotychczas na podstawie przepisów prawa i wewnętrznych regulacji. Jeżeli pojawiają się jakiekolwiek nieprawidłowości, to prędzej czy później są one ujawniane i piętnowane. Od kilku dni przekonujemy się na własne oczy, że dotyczy to wszystkich pracowników Zakładu, nawet tych z grona ścisłego kierownictwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (45)