„ LE VENT DU NORD „
Rozdział IV
„ KONDOR, KRUK i MEWA ”
Berlin. 2 lutego 2028.
Szef wywiadu, pułkownik Herman Aushecker, zamknął się w gabinecie i usiadł za biurkiem. Uruchomił komputer i wszedł do specjalnej skrzynki pocztowej.
Wyciągnął z niej plik z wiadomością, następnie włożył plik do specjalnego programu, który służył do dekryptażu.
Po dwóch minutach wiadomość została odczytana przez program. Brzmiała następująco:
„Werbunek zakończony. Podział na grupy dokonany. Przystępuję do kolejnej fazy. Kondor.”
Petange. Luksemburg - przejście graniczne z Francją. 2 lutego 2028.
Samochód, który prowadził kapitan Józef Pilecki podjechał do kolejki oczekujących na odprawę, która była formalnością.
Po kontroli paszportów i pobieżnym przeglądzie samochodu po francuskiej stronie, kapitan i porucznik, ruszyli w głąb Francji.
Trzeba przyznać, że porucznik prezentował się nader atrakcyjnie: zgrabne nogi, nienaganna figura, spory biust, okrągła, rumiana twarz z zadartym noskiem, małe, jasnoniebieskie oczy i blond, kręcone włosy.
Krótko mówiąc: porucznik Karolina Miłoszewska.
Podczas drogi z Polski do Francji niewiele ze sobą rozmawiali. Kapitan skupiony na prowadzeniu auta i obmyślający dalsze posunięcia, a pani porucznik lekko speszona i zmęczona.
Po wjechaniu na teren Francji konwersacja w samochodzie ożywiła się:
- Pan jest z wywiadu ? – spytała porucznik Miłoszewska.
- Nie.
- Czyli, z kontrwywiadu ?
- Nie.
- No to skąd ? – dopytywała pani porucznik.
- Z IPN-u.
Porucznik Miłoszewska zabawnie zmarszczyła czoło.
- Naprawdę ? Przecież tam nie można …
Kapitan nie odwracając głowy zaczął się śmiać. Za chwilę dołączyła do niego pani porucznik. Po dłuższej chwili spytała ponownie:
- A tak poważnie ?
- Siły Specjalne. – powiedział kapitan Pilecki.
- Myślałam, że takie zadania wykonuje wywiad lub kontrwywiad.
- Bo tak jest. Dostałem pozwolenie na prowadzenie dodatkowej grupy zabezpieczającej wizytę prezydenta, w drodze wyjątku. - powiedział kapitan.
- Dlaczego ?
- Dzięki protekcji dostałem szansę na wykazanie się, że nadaję się do wywiadu.
- Ach tak. – skwitowała porucznik Miłoszewska.
- Dla pani też jest to szansa. To pierwsze tak poważne zadanie, prawda ?
- Zgadza się, kapitanie.
Nastąpiła dłuższa pauza, którą przerwał kapitan:
- Proponuję, żeby nasza współpraca wyglądała następująco: wspólnie omawiamy wszelkie posunięcia, ostateczne decyzje należą do mnie, a pani będzie sporządzać raport z naszej misji i wysyłać meldunki do swojego szefa, pułkownika Karolczaka i do mojego aktualnego szefa, pułkownika Sosabowskiego.
- Czyli pełna współpraca i zaufanie. Bardzo się cieszę, kapitanie. – powiedziała zadowolona porucznik Karolina Miłoszewska.
- Ja również.
***
Wieczorem, w pokoju hotelowym, kapitan Pilecki usiadł przy stoliku i po kilku minutach wręczył porucznik Miłoszewskiej zapisaną kartkę.
- Proszę to nadać do pułkownika Williamsa, pani porucznik.
Karolina Miłoszewska wyciągnęła z walizki urządzenie, które kapitan Pilecki otrzymał od pułkownika Wallace`a.
Wiadomość została zapisana, a następnie zaszyfrowana i wysłana do pułkownika Grega Williamsa. Teraz pozostawało czekać na odpowiedź.
Montebourg. Normandia. 3 lutego 2028.
- Rozpoczynamy naszą wycieczkę po Normandii. Zwiedzimy sobie wszystkie historyczne plaże i bunkry, podobnie jak nieoceniony sierżant Zielonka, a dodatkowo, pas przybrzeżny, tak do 20 kilometrów w głąb. Przystanek końcowy: Caen.
Porucznik Karolina Miłoszewska odpaliła silnik.
- Tak jest, szefie.
Livingstone. 3 lutego 2028.
Samochód w kolorze ciemnego betonu podjechał wolno pod biuro. Wysiadł z niego niewysoki, barczysty mężczyzna o ciemnych włosach.
Wszedł do biura i od razu został powitany:
- Dzień dobry. Czym mogę służyć ?
- Dzień dobry, przyjechałem podkręcić panu obroty w tym miesiącu, a może i w następnych. – powiedział klient z bardzo dobrym londyńskim akcentem.
- Interes się kręci, ale zawsze może być lepiej.
- Pewnie. Przyjechałem tutaj, bo to największe złomowisko w okolicy, a ja właśnie potrzebuję dużo takiego … asortymentu.
- Złomu mam mnóstwo. Czego konkretnie pan poszukuje ?
- Wkrótce otwieram pole do paintballa. To będzie duże pole, więc potrzebuję dużo różnorodnego złomu.
- W takim razie zapraszam na dwór, tam są pełne … lady. Znajdzie pan wszystko. – powiedział właściciel złomowiska.
***
Wrócili do biura po czterdziestu minutach.
- Towar wybrany, a moi pomocnicy poukładają go odpowiednio do transportu. Jak pan się z tym zabierze ?
- Za dwa-trzy dni, przyjadą wynajęte ciężarówki i zabiorą na miejsce. Musimy się spieszyć, bo otwieramy pierwszego marca. – powiedział klient.
- Tak, a gdzie będzie ten park rozrywki ?
- Na obrzeżach Edynburga, w Cramond.
- O, to niedaleko, ale pan to chyba z Londynu ? – spytał właściciel złomowego interesu.
- Zgadza się, jestem tylko wspólnikiem mojego przyjaciela z Edynburga i załatwiam elementy potrzebne do urządzenia naszego pola. – powiedział klient.
Ciemnowłosy klient wyciągnął z kieszeni prostokątny, błyszczący kawałek papieru.
- Proszę, to jest karnet na dziesięć osób. Do wykorzystania w dowolny dzień marca.
- Dziękuję, jest pan bardzo uprzejmy. – powiedział zadowolony właściciel złomowiska.
- Życzę udanej zabawy na naszym polu. – powiedział Londyńczyk.
Caen. 6 lutego 2028.
Klub muzyczny „Foudre en boule”
Tłok przy barze był duży, a w tle słychać było głośną muzykę wydobywającą się z trzech sal dla tańczących.
Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, wstał gwałtownie z wysokiego krzesełka barowego i potrącił niewysoką kobietę z burzą blond-włosów na głowie.
Jego nieskoordynowany ruch wytrącił jej z ręki szklankę z piwem, które wylało się na jasną sukienkę opinającą zgrabne ciało.
- Cholera jasna ! Jeszcze tego brakowało. – krzyknęła kobieta.
Mężczyzna doskoczył do potrąconej:
- Przepraszam … Przepraszam.
- No i po sukience. – kobieta była bardzo niepocieszona.
Mężczyzna próbował łagodzić sytuację:
- Jestem poirytowany, wtedy miewam takie niezgrabne ruchy. Przepraszam … Jak mogę pani pomóc ?
Kobieta po raz ostatni zerknęła na wielką plamę, która pojawiła się na jej sukience.
- Tutaj już w niczym nie można pomóc. – powiedziała lekko zrezygnowanym tonem.
- To w takim razie, jak mogę wynagrodzić straty ?
- Wynagrodzić ? … Ja od pana nic nie chcę.
Mężczyzna dopiero teraz zwrócił uwagę na jej dziwny akcent.
- Pani nie jest miejscowa ? – spytał sprawca nieszczęścia.
- Pewnie, że nie jestem stąd. – odpowiedziała oblana piwem kobieta.
- Ale mi chodzi o to, że pani nie jest Francuzką. – doprecyzował sprawca nieszczęścia.
- Zgadza się, jestem z Polski, studiowałam we Francji dwa lata.
- A co pani robi tutaj, w tej dyskotece ?
- Przyszłam tu z przyjaciółką, Francuzką. Spotkałyśmy jej byłego chłopaka. Zostawiła mnie na sali, powiedziała, że wychodzi na 15 minut. Siedziałam tam prawie godzinę …
Mężczyzna zaczął się śmiać.
- Czy powiedziałam coś zabawnego, a może mój francuski jest słaby ?
- Nie … Nie, tylko widzę, że niezły numer wykręciła pani przyjaciółka. Jak tu się nie śmiać, jak mnie też ktoś zostawił na lodzie i spędzałem czas przy barze zanim panią potrąciłem.
- Dobrze … Mam już dosyć tego miejsca.
Kobieta wyraźnie kończyła rozmowę i szykowała się do wyjścia.
- Skoro już doszło do takiej sytuacji, to może zatańczymy … Proszę, chociaż tym mógłbym poprawić pani humor.
Na twarzy mężczyzny pojawiło się współczucie z domieszką zalotnego uśmiechu.
Kobieta w jasnej sukience wahała się jeszcze z pół minuty.
- No dobrze, chodźmy się pokręcić.
***
- Jak masz na imię, piękna turystko ?
- Mam na imię Agnieszka, ale przyjaciele mówią do mnie Monika.
- Dlaczego ? – dopytywał mężczyzna.
Kobieta odpowiedziała kręcąc jednym palcem swojego blond loka:
- Bo jestem bardzo podobna do znanej aktorki.
- Której aktorki ? – spytał mężczyzna.
- Moniki Bellucci.
***
Wysiedli z taksówki i weszli do trzypiętrowej kamienicy.
Mężczyzna przyłożył palec do ust i powiedział cicho:
- Teraz nie możemy hałasować … Wiesz, mam starszych i takich … sztywnych sąsiadów.
- Tak jest panie dyrektorze … Będę grzeczna … dopóki nie wejdziemy do mieszkania … Obiecuję … - powiedziała scenicznym szeptem chwiejąc się lekko.
Po trzech minutach weszli do mieszkania na drugim piętrze.
Mężczyzna poszedł do kuchni i otworzył lodówkę.
- Agnieszka, mam tylko piwo i butelkę czerwonego wina. Co zabrać ? – spytał głośno.
- Niech będzie to wino, Alain.
Kiedy wrócił z kuchni, kobieta rozparta wygodnie na kanapie przeczesywała ręką swoje włosy koloru blond.
***
Alain usnął na dobre. Nie mogło być inaczej, gdyż mała, biała tabletka rozpuszczona w winie zrobiła swoje.
Agnieszka wstała z łóżka, nachyliła się nad śpiącym mężczyzną i przez minutę nasłuchiwała …
Warszawa. 7 lutego 2028.
Ktoś zapukał do gabinetu pułkownika Sosabowskiego.
- Wejść.
W gabinecie pojawił się młody porucznik.
- Panie pułkowniku, jest pierwszy meldunek z Normandii.
Szef wywiadu wojskowego powiedział:
- Proszę odczytać, panie poruczniku.
Porucznik podszedł do biurka pułkownika i przeczytał treść wiadomości:
„ Mamy zawartość komputera figuranta oraz odciski kluczy i skany przepustek. Mewa. „
Falkirk. 7 lutego 2028.
W tym dniu pracowała tylko jedna maszyna i dwóch ludzi. Właściciel tartaku już z daleka dostrzegł jadący wolno samochód.
Kiedy samochód zaparkował przed biurem, wtedy nie było już wątpliwości. Samochód miał kolor ciemnego betonu. Gospodarz wyszedł z biura w momencie gdy z samochodu wysiadł niewysoki, ale dobrze zbudowany, ciemnowłosy mężczyzna.
- Witam pana. Czyżby przyjechał pan kupić trochę drewna ?
- Trochę więcej niż trochę. Dzień dobry.
Obaj zaśmiali się i właściciel tartaku gestem ręki zaprosił gościa do biura.
Ambasada Rosji. Paryż. 8 lutego 2028.
Zastępca ambasadora, Oskar Bodnarowicz Romanienko zakończył rozmowę z pracownikiem placówki. Odczekał, aż tamten zamknie drzwi i usiadł przed monitorem komputera.
Po odszukaniu odpowiedniego pliku ze swojej poczty oddał go do obróbki przez specjalny program odszyfrowujący.
Po dwóch minutach wiadomość został odczytana:
„Werbunek w trakcie. Wkrótce dotrą elementy do makiet, wtedy rozpoczniemy montaż. Kruk.”
Le Havre. 10 lutego 2028.
Trzech mężczyzn stało nad francuskim brzegiem angielskiego kanału, skąd był dobry widok na port w Le Havre.
Najwyższy z nich prowadził rozmowę:
- Jasir, ty i ośmiu twoich ludzi, na razie siedzicie na tyłku. Za miesiąc załatwię wam robotę.
Jasir skinął głową.
- A ty, Dżamal, z resztą ludzi, poszukajcie jakiejś dorywczej roboty. Co tydzień odwiedzajcie strzelnicę, tylko nie grupowo. Pełna dyscyplina. Macie być przykładnymi francuskimi obywatelami i uśmiechać się do żandarmów.
Dżamal i Jasir wyszczerzyli zęby do wysokiego mężczyzny i zachichotali.
- Jak będę miał coś nowego dla was to dam sygnał. Spotkamy się w tym samym miejscu. A teraz do … pracy.
Berlin. 11 lutego 2028.
Pułkownik Aushecker siedział za biurkiem w swoim gabinecie i patrzył na monitor komputera. Odszyfrowana wiadomość brzmiała:
„Grupy rozlokowane w pobliżu miejsca X. Czekam na informacje od M.A. Kondor.”
Edynburg. 12 lutego 2028.
Ciemnowłosy mężczyzna wszedł do pubu, rozglądnął się pobieżnie i podszedł do baru. Zamówił dwa piwa, zapłacił i zabrał je z lady.
Mecz dopiero za godzinę, więc w lokalu jeszcze nie było tłoku. Mężczyzna podszedł do tego samego stolika co pięć tygodni wcześniej.
Mały Mike dopiero się rozgrzewał, bo przed nim stał tylko jeden pusty kufel.
- Witaj Patrick.
- Witaj Mike.
Po paru łykach piwa, przybysz rozpoczął:
- Ilu chłopaków zebrałeś ?
- Siedemnastu.
- Ok, masz listę i zdjęcia ?
- Oczywiście. Chcesz teraz przeglądać ? – spytał lekko zdziwiony Mike.
- Oczywiście, że nie, Mike. – powiedział Patrick i pociągnął kilka łyków piwa.
- Dokończę drugie piwo, wtedy wyjdziemy z pubu i w samochodzie dasz mi tę listę. Dam ci 10.000 funtów dla chłopaków, to za koszty … delegacji.
Mały Mike uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- No, solidna firma z ciebie, Patrick.
Przybysz za to spoważniał i powiedział:
- Ale ty, Mike, nie masz do mnie zaufania.
- O czym ty gadasz, Patrick. – obruszył się Mały Mike.
- Jak wyjdziemy z pubu i załatwimy sprawę to porozmawiasz z tym gościem, który siedzi trzy stoliki przed nami, żeby zniszczył wszystkie zdjęcia … wszystkie, które mi zrobił w czasie naszej pogawędki.
Mały Mike zdębiał.
- O co … ci chodzi ? Jaki facet … jakie zdjęcia ?
Patrick nachylił się w stronę Mike`a.
- Wy, z IRA, jesteście amatorami, jeżeli chodzi o konspirację. Byłem szkolony kilka lat do tej roboty zanim trafiłem na Wyspy, dlatego amatora wyczuję natychmiast. Zawarliśmy umowę, ja jej dotrzymam, ale ty, próbujesz mnie sprawdzić. To nie ma sensu. Mogę ci powiedzieć, że pracuję dla poważnej organizacji na trzy litery … Z dalekiego wschodu.
Mały Mike zrobił się trochę mniejszy i milczał lekko przybity rozwojem sytuacji.
- Dobra kończymy piwo i wychodzimy. – zarządził Patrick.
Kiedy wstali od stolika, przybysz dodał:
- I powiedz swojemu człowiekowi przy barze, żeby nie próbował mnie śledzić, no bo wiesz …
Mały Mike zrobił się bardzo mały.
Ambasada Rosji. Paryż. 14 lutego 2028.
Na monitorze wice ambasadora pojawiła się treść odszyfrowanej wiadomości:
„Werbunek zakończony. Wkrótce przystępujemy do urządzania poligonu. Kruk.”
Oskar Bodnarowicz Romanienko podszedł do drzwi. Zamknął je na klucz, a następnie otworzył chłodzony barek, w którym znajdowało się tuzin butelek, w tym dwie kolorowe, ale te były dla gości.
Wyjął butelkę czystej wódki, wyciągnął szklankę i nalał do połowy. Spojrzał na szklankę i nalał jeszcze trochę. Potem wypił duszkiem i zadowolony usiadł za biurkiem.
Edynburg. 16 lutego 2028.
Patrick zatrzymał samochód.
- Gratuluję Mike, właśnie rozpocząłeś nowy etap w życiu. Zostałeś biznesmenem.
Trochę zmieszany, Mały Mike, powiedział:
- Dzięki, Patrick. Mam nadzieję, że nie masz do mnie urazy.
- Wszystko w porządku, Mike. Teraz trzeba skupić się na naszym zadaniu. Dostaniesz kolejne pieniądze, żeby zapłacić za kwatery naszych ludzi. Plan urządzenia pola dostałeś, więc teraz chłopaki mają zabrać się za robotę, żeby zdążyć na pierwszego marca.
- Ok, Patrick. – powiedział Mały Mike.
- Wpadnę pod koniec miesiąca, żeby zobaczyć jak wam idzie. Macie być grzeczni, żeby nie zwracać uwagi glin na naszą grupę.
- No jasne, Patrick.
Pożegnali się uściskiem dłoni.
Edynburg. 26 lutego 2028.
Komisariat policji.
Ktoś zapukał do pokoju inspektora Kirka Maddoxa.
- Wejść. – zawołał głośno inspektor.
Do pokoju ostrożnie wszedł mężczyzna, średniego wzrostu, z wydatnym brzuchem, małymi, rozbieganymi oczkami, twarzą najedzonego szczura i włosach koloru rdzy.
- No co tam, Billy ? – spytał inspektor.
- Widziałem coś … kogoś. – zaczął niepewnie Billy Mole.
Inspektor Maddox zmarszczył brwi i zrobił pytającą minę.
- Widziałem żołnierzy z IRA … Byłych żołnierzy.
- Ilu ?
- Dwóch. – odpowiedział Billy.
Sarkastyczny uśmieszek pojawił się na ustach inspektora.
- Ja też ostatnio widziałem dwóch: Rambo i Jasona Bourne`a.
- Ale ja mówię poważnie, panie inspektorze.
- Konkrety, Billy, albo nie zawracaj mi dupy i spływaj. – Maddox rzucił poirytowany.
Billy Mole skupił się bardzo nad swoją kwestią:
- Bo to było tak, panie inspektorze. Do pubu, gdzie chodzę regularnie, przychodzi również Michael McPulsive, zwany Małym Mike`em. To stary cwaniak, od 15 lat mieszka tutaj, w Edynburgu, ale on pochodzi z Belfastu i wiele lat był w IRA. On myśli, że nikt go tutaj nie zna i nie wie o jego przeszłości. Zaraz jak się tutaj sprowadził, spotkałem gościa z Belfastu, który go rozpoznał, ale był wystraszony i nic więcej się nie dowiedziałem.
- Dobrze, a co to ma wspólnego z tymi dwoma żołnierzami ? – spytał inspektor.
- Ze trzy tygodnie temu, w tym pubie pojawiło się z tuzin facetów, takich po czterdziestce. Od tej pory przychodzą często i Mały Mike, który zawsze siedzi samotnie, nieraz przysiada się do ich towarzystwa. Tutaj w Edynburgu, jest sporo ludzi z drugiej Wyspy i ja oczywiście zapoznałem paru takich. Jeden z moich nowych kumpli zarzeka się, że dwóch z tej grupy znajomków Małego Mike`a, to na pewno byli żołnierze IRA, ale oczywiście, kazał mi trzymać gębę na kłódkę.
- To interesujące, Billy. Masz coś jeszcze ? – spytał Maddox.
Tym razem to Billy Mole uśmiechnął się dyskretnie:
- Odkąd pojawili się nowi kumple Małego Mike`a, on spłacił wszystkie długi. A ostatnio na mieście mówią, że zakłada jakiś biznes.
- Nooo, to bardzo interesujące. – ożywił się inspektor Kirk Maddox.
- Właśnie, panie inspektorze.
- Ok, Billy. Masz dalej węszyć, tylko ostrożnie. I dowiedz się co to za biznes otwiera ten … Mały Mike.
Centrala wywiadu cywilnego. Paryż. 1 marca 2028.
W gabinecie pułkownika Gila Rollanda trwała odprawa.
Pułkownik stał przy dużej tablicy, na której wisiała mapa z fragmentem wybrzeża Normandii. Jego podwładni siedzieli za dużym stołem, mając przed sobą kartki i długopisy.
- Tak więc, moi panowie, przydział stref wygląda następująco:
Strefa I – Od miejscowości Quettehou do Carentan. Zawiera plażę „Utah”. Przydział dla porucznika Leroche`a.
Strefa II – Od miejscowości Carentan do Bayeux. Zawiera plaże „Omaha” i „Gold”. Przydział dla porucznika Petita.
Strefa III – Od miejscowości Bayeux do Caen. Zawiera plażę „Sword” i lotnisko w Caen. Przydział dla porucznika Asassinela.
Pułkownik Rolland zawiesił głos i po chwili dodał:
- Za strefę IV, najmniejszą, ale najważniejszą, odpowiadam osobiście. Ona obejmuje plażę „Juno”, gdzie odbędą się główne uroczystości. Czy są jakieś pytania ?
- Styki stref dogadujemy między sobą ? – spytał porucznik Leroche.
- Tak, końcówkę strefy ustalamy z sąsiadem. – powiedział pułkownik.
- A zakres strefy od plaży w głąb lądu ? – spytał porucznik Petit.
- Myślę, że trzy kilometry wystarczą. Oczywiście wyrywkowe kontrole obejmą pas wybrzeża do 30 km.
- Jakie siły będziemy mieli do dyspozycji ? – spytał porucznik Asassinel.
- Około 900 żandarmów, część po cywilnemu, oraz kilku policyjnych snajperów. Oczywiście, VIP-y będą miały ochronę osobistą.
Pułkownik przerwał na chwilę czekając na kolejne pytania.
- Nasza kwatera główna będzie w Bayeux, ale to dopiero od pierwszego czerwca. Na razie, będziecie panowie dojeżdżać z Paryża, żeby załatwiać poszczególne kwestie. Już dzisiaj otrzymacie specjalne pełnomocnictwa z ministerstwa w celu jak najlepszej współpracy z miejscowymi komendami Żandarmerii. Oczekuję, raz w miesiącu, na wasze raporty. Do dzieła panowie. – zakończył odprawę pułkownik Rolland.
Cramond. Edynburg. 1 marca 2028.
Klub rozrywki „Colorful Death”
Niewysoki, barczysty mężczyzna, o ciemnych włosach i londyńskim akcencie, zwrócił się do dwunastu mężczyzn ubranych w bluzy moro i uzbrojonych w pistolety na farbę:
- Panowie, rozpoczynamy ćwiczenia będące przygotowaniem do operacji wymierzonej w najważniejsze osoby z rodziny królewskiej. To jest ostatni moment na rezygnację. Później nie będzie odwrotu. Każdy, kto wycofa się w tym momencie zachowa otrzymane honorarium. To będzie zapłata za milczenie …
Przemawiający bardzo wolno przejechał wzrokiem po oczach całego oddziału. Odczekał jeszcze minutę i wznowił przemowę:
- Nasze ćwiczenia będziemy przeprowadzać na dwóch makietach i w maksymalnie trudnych warunkach. Chodzi o to, żeby skutecznie przeprowadzić naszą operację i bezpiecznie opuścić miejsca akcji. Te ćwiczenia mają sprawić, że prawdopodobieństwo wyjścia cało z tej operacji, będzie maksymalnie wysokie.
Oddział milczał skupiony na słowach dowódcy.
- Kto z was odbył służbę wojskową ? – spytał przemawiający.
Czterech mężczyzn podniosło ręce.
- Kto ma stopień wyższy niż szeregowy ?
Jeden z czwórki podniósł rękę.
- Przedstaw się, żołnierzu.
- Kapral Dick Monroe, szkocki pułk rangersów.
- Świetnie, będziesz moim zastępcą, ponieważ ja będę prowadził zajęcia tylko raz w miesiącu.
Prowadzący odczekał parę sekund i zarządził:
- Teraz dzielimy się na dwie grupy i przystępujemy do ćwiczeń …
Ambasada Rosji. Paryż. 2 marca 2028.
Oskar Bodnarowicz Romanienko przeczytał odszyfrowany meldunek:
„ Werbunek zakończony. Makiety gotowe. Rozpoczynamy ćwiczenia. Kruk. „
Artykuł chroniony jest Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
tag: Historia i Teraźniejszość



Komentarze
Pokaż komentarze