" LE VENT DU NORD "
Rozdział VI
„ ROSYJSKI ŚLAD „
Edynburg. 3 czerwca 2028.
Komisariat policji. Gabinet superintendenta Roberta Mcmarine`a.
- Miałeś dobry pomysł z tymi podsłuchami, Kirk. – powiedział Mcmarine.
- Przestaliśmy dreptać w miejscu i wiemy już bardzo dużo, a pewnie Birdwatcher też będzie miał ważne informacje. – stwierdził Maddox.
- Z pewnością, wywiad ma większe możliwości od nas. – dorzucił Mcmarine.
Rozległo się pukanie i zaraz potem w gabinecie pojawił się James Birdwatcher.
Policjanci wstali i przywitali się z agentem Jego Królewskiej Mości.
- Panowie, wasze przypuszczenia okazały się trafne. Wspólnik Małego Mike`a to Patrick Newcomer, lat 38, urodzony w Dartford, na wschód od Londynu. Inżynier, zatrudniony w londyńskiej firmie RedStar Construction …
Birdwatcher zawiesił głos.
… Na pozór wszystko jest w porządku, ale pierwsze ślady jego bytności na tym łez padole, pojawiają się dopiero … w drugiej połowie 2012 roku.
- Co to znaczy ? – spytał Mcmarine.
- To znaczy, że Patrick Newcomer zaczął płacić rachunki, robić przelewy, surfować po internecie … dopiero od drugiej połowy 2012 roku. Wcześniej jakby nie istniał. Wywiad sprawdził to dokładnie.
- Co to oznacza ? – spytał tym razem Maddox.
- Dla pewności pojechałem do Dartford. Okazało się, że w księgach parafialnych rzeczywiście widnieje Patrick Newcomer, ale w wieku dwóch lat zmarł. Ten facet, po prostu przejął jego tożsamość. To jest agent, prawdopodobnie rosyjski, bo w 2012 roku, podczas piłkarskich mistrzostw Europy, setki agentów rosyjskich legalnie przeniknęło do Europy zachodniej przez granicę Polski z obwodem Królewieckim. Takich dobrze zakonspirowanych agentów uruchamia się do poważnych operacji. Na przykład do zamachów. I tu dochodzimy do dnia dzisiejszego …
James Birdwatcher zrobił ponownie pauzę.
… Zrobiłem serię zdjęć tych dwóch niedostępnych makiet. Dałem te zdjęcia do analizy fachowcom z wywiadu. Okazało się, że jedna z tych makiet to odtworzenie pomieszczeń w szkockim parlamencie, w Edynburgu …
Ta informacja bardzo pobudziła obu policjantów.
- To się wszystko logicznie układa z naszymi najnowszymi ustaleniami. – powiedział inspektor Maddox, tajemniczo uśmiechnięty.
- Tak, macie coś ciekawego ? – spytał zaskoczony Birdwatcher.
- Mamy dwa bardzo ciekawe nagrania. Jedno z terenu makiety, a drugie z biura Małego Mike`a. – powiedział, również tajemniczo uśmiechnięty superintendent Mcmarine.
***
Po odsłuchaniu drugiego nagrania, jako pierwszy, zabrał głos Birdwatcher:
- Dobry Boże … Oni planują zamach na króla Karola i księcia Williama.
- I teraz, znamy również termin zamachu na króla Karola III. Wszelkie wątpliwości rozwiało ustalenie przez wywiad, co przedstawia jedna z makiet. – powiedział superintendent Mcmarine.
- Naprawdę ?! – agent Jego Królewskiej Mości był znowu zaskoczony.
- 9 czerwca Karol III przyjeżdża do Edynburga na okolicznościowy wykład w szkockim parlamencie. – powiedział zadowolony z siebie Maddox.
- To dlatego na nagraniu, ten Newcomer mówi Mike`owi, że broń i sprzęt przypłynie 6 czerwca do Sunderland. – skonstatował Birdwatcher.
- Wtedy ich wszystkich zgarniemy. Pan zajmie się tym agentem, a my zatrzymamy Małego Mike`a i jego ludzi, z ładunkiem. Co pan na to ? – spytał superintendent Mcmarine.
- To bardzo dobry pomysł. – stwierdził Birdwatcher.
- Jeszcze pozostaje nam do wyjaśnienia ta druga kwestia. Kiedy planują zamach na księcia Williama ? Wiele by nam wyjaśniło jaki obiekt przedstawia druga makieta ? – spytał głośno Mcmarine.
W gabinecie zapadła cisza, ponieważ rozpętała się burza mózgów.
- Mam ! – krzyknął Maddox.
Pozostała dwójka spojrzała na niego nieco sceptycznie.
- Wiem … Wiem, kiedy planują zamach na Następcę Tronu.
Otóż, 9 czerwca rozpoczyna się piłkarskie EURO. Książę William na pewno będzie na meczu Anglia – Niemcy …
Ambasada Rosji. Paryż. 3 czerwca 2028.
Zastępca ambasadora, Oskar Bodnarowicz Romanienko, siedział za biurkiem w swoim gabinecie, czekając, aż program odszyfruje wiadomość.
W końcu się doczekał. Przeczytał meldunek, który pojawił się na jego monitorze:
„Statek z naszymi ludźmi i ładunkiem, dotarł już do Dublina. 6 czerwca statek przybędzie do Sunderland. Kruk.”
Caen. 4 czerwca 2028.
Okolice lotniska.
- Pamiętaj, Jasir, najważniejsze są dwa elementy: zaskoczenie i brak naszych śladów. – powiedział biały, wysoki mężczyzna o nazwisku Arrivant.
- Nie pierwszy raz wykonuję tego typu operację. – obruszył się Jasir.
- Wiem, ale jako koordynator, muszę o tym przypomnieć. Także o tym, żeby każdy z twoich ludzi miał tłumik na broni palnej. – powiedział Arrivant.
- Jasna sprawa, tuż przed akcją sam to sprawdzę. – powiedział Jasir.
- Malik, od ludzi Jasira odbierasz broń, sprzęt, ubrania i ewentualne trupy po naszej stronie. – teraz, Arrivant zwrócił się do drugiego rozmówcy.
- Razem z moimi ludźmi będę czekał w umówionym miejscu przy ogrodzeniu lotniska, żeby przejąć ładunek od ludzi Jasira, a potem pojadę do bunkra i tam wszystko ukryję. – powiedział Malik.
- Czy już wybrałeś bunkier ? – Arrivant spytał Malika.
- Tak, a samochód ze sprzętem też jest gotowy. – odpowiedział Malik.
- Dobrze, ale już dzisiaj w nocy pojedziecie przygotować skrytkę. Nie możemy ryzykować na ostatnią chwilę. Bunkry będą sprawdzane przez saperów rano, 6 czerwca. Dobrze zamaskujcie to miejsce.
- Oczywiście, posprzątamy po sobie. – powiedział Malik.
Lotnisko w Caen. 4 czerwca 2028.
Kobieta i mężczyzna, ubrani w kombinezony obsługi naziemnej z przypiętymi plakietkami wydziału serwisantów, weszli do hangaru, w którym technicy dokonywali przeglądu mniejszych samolotów.
W hangarze stały dwa samoloty typu Embraer: ERJ – 135 i ERJ – 145. Przy tym drugim, krzątało się kilka osób z obsługi naziemnej.
Pracujący przy samolocie spojrzeli przelotnie na dwójkę serwisantów i wrócili do swoich zajęć.
Dwoje serwisantów podeszło do najbliższej szafki energetycznej i rozpoczęło sprawdzanie bezpieczników oraz przewodów.
W hangarze było się wiele takich szafek, więc pracy było sporo przed serwisantami. A później jeszcze należało sprawdzić szafki w poszczególnych pomieszczeniach znajdujących się w obrębie hangaru.
Podczas gdy technicy zakończyli swoje prace, serwisanci jeszcze pracowali w hangarze.
Bayeux. 5 czerwca 2028.
Hotel „La Normandie”.
W pokoju pułkownika Gila Rollanda trwała ostatnia odprawa przed jutrzejszymi obchodami lądowania aliantów w Normandii, 6 czerwca 1944 roku.
- Panowie, czy zgłaszacie jakieś problemy, kłopoty, coś niepokojącego, w waszych strefach ? – pułkownik Rolland skierował pytanie w stronę swoich oficerów.
Pierwszy odezwał się porucznik Leroche:
- W mojej strefie, od Quettehou do Carentan, nie odnotowałem żadnych poważnych incydentów. Na plaży „Utah” odbędzie się uroczystość zorganizowana przez francuską Polonię połączona z przemówieniami kilku żyjących weteranów. Nie przewiduję kłopotów.
- Dziękuję, poruczniku Leroche.
Drugi z oficerów, porucznik Petit, zameldował:
- U mnie, w zasadzie spokój, jedynie grupa stukniętych z organizacji „Ostatnia Generacja” zamierza zrobić duży happening w Saint-Lo. Gdyby przyszło im do głowy pojechać na północ, na plażę „Omaha”, to skutecznie utrudnimy im przejazd …
Oficerowie parsknęli śmiechem, a po chwili pułkownik Rolland powiedział:
- Proszę pamiętać, musimy się trzymać litery prawa.
- Oczywiście, panie pułkowniku. Będziemy tak przedłużać ich wycieczkę, że dotrą na plażę, wtedy, kiedy będzie już po obchodach …
Oficerowie ponownie parsknęli śmiechem.
Pułkownik Rolland zwrócił się z pytaniem do porucznika Asassinela:
- A co w pana strefie, poruczniku ?
- Na lotnisku spokój, zresztą, oni mają dobrą ochronę. Poleciłem zwiększyć obserwację, oczywiście dyskretnie, niewielkiego lasu, który znajduje się w połowie drogi między Douvres a Caen. Uważam to miejsce za potencjalnie niebezpieczne, więc lepiej być czujnym.
- Bardzo dobrze, poruczniku Asassinel. Musimy mieć wszystko pod kontrolą. – powiedział pułkownik.
„Wszystko jest pod kontrolą, panie pułkowniku.” – dopowiedział w myślach Asassinel.
Lot FRA 605 . 5 czerwca 2028.
Na pokładzie samolotu rządowego znajdowało się dwie trzecie oficjalnej delegacji, czyli prezydent Karol Odnowicki i szef kancelarii Mariusz Szczygiełko. Ponadto, ośmiu funkcjonariuszy Biura Ochrony Rzeczpospolitej ( BOR ), którymi dowodził kapitan Paweł Walczak, sześciu „naukowców-historyków”, cztery osoby z Ministerstwa Kultury oraz osiemnastu dziennikarzy z polskich i polskojęzycznych mediów.
W trakcie lotu, w luźnej atmosferze, na pokładzie samolotu odbywało się wiele rozmów.
Kapitan Pilecki wykorzystał okazję i znalazł się blisko prezydenta.
- Dzień dobry, panie prezydencie.
- Witam serdecznie, panie kapitanie. – powiedział prezydent.
Kapitan ściszył głos i powiedział:
- Proszę mnie zdradzić. Jestem tutaj jako naukowiec z IPN-u.
Prezydent uśmiechnął się z niedowierzaniem:
- Naprawdę. Pan to potrafi zaskoczyć. Po co ta maskarada ?
- Nie ma powodów do niepokoju. To w ramach ćwiczeń.
- Ćwiczeń ? – spytał prezydent.
- Tak, być może zmienię przydział na wywiad. To dla mnie sprawdzian.
- Ach, tak. Dobrze będę milczał jak grób. – powiedział rozbawiony prezydent Odnowicki.
Scenę tę, z ponurą miną, uważnie obserwował szef ochrony prezydenckiej, kapitan Paweł Walczak.
W pewnym momencie kapitan Walczak zbliżył się do kapitana Józefa Pileckiego, który odłączył się od swoich kolegów „naukowców” i siedział na uboczu, skupiony na tym, co wydarzy podczas wizyty prezydenta we Francji, a następnie w Anglii.
- Wiem kim pan jest, ale nie wiem dlaczego leci pan z nami do Francji … panie historyku. – zagadnął cicho kapitan Walczak.
Kapitan Pilecki szybko powrócił ze świata myśli na pokład samolotu.
- Moja grupa została powołana jako dodatkowe zabezpieczenie wizyty, panie kapitanie. – powiedział również cicho Pilecki.
- Czyżby centrala nie miała do mnie zaufania ? – w głosie kapitana Walczaka pojawiła się agresja pomieszana ze zdziwieniem.
- Proszę się uspokoić, kapitanie. Moja grupa została powołana do życia w ramach ćwiczeń. Pan, i tylko pan, dowodzi zabezpieczeniem wizyty, a właściwie wizyt.
Mina kapitana Walczaka nie wskazywała na to, że przekonały go słowa kapitana Pileckiego.
- O wszystkim będę pana informował, bo takie dostałem wytyczne.
Kapitan Walczak odszedł nieco uspokojony.
Lotnisko w Caen. 5 czerwca 2028.
Ostanie trzy schodki i porucznik Maurice Asassinel znalazł się w najważniejszym punkcie lotniska, czyli w wieży kontroli lotów.
Szef zmiany kontrolerów lotów, Stephan Brunel, szybko wypatrzył intruza i ruszył w jego stronę żwawym krokiem.
- Tutaj nie mogą przebywać osoby postronne. Co pan tu robi ?
Asassinel wyciągnął legitymację i pokazał szefowi zmiany.
- Dzień dobry, porucznik Asassinel.
- Dzień dobry, szef zmiany, Brunel. – ton zdziwienia pojawił się w głosie Brunela.
Porucznik Asassinel uśmiechnął się ciepło i powiedział:
- Jestem szefem zabezpieczenia strefy, w której znajduje się lotnisko w Caen. To w związku z obchodami dnia lądowania aliantów.
- Ach tak, czy wykrył pan coś podejrzanego ? – spytał zaniepokojony Brunel.
- Nie, wszystko jest w porządku, po prostu chciałem zobaczyć jak wygląda serce lotniska.
- To dobre określenie. Jeżeli chce się pan przyglądnąć naszej pracy, to proszę. – powiedział uspokojony Brunel.
- Nie będę nikogo szturchał ani zagadywał, obiecuję.
- No, niechby pan spróbował. To sam bym pana zrzucił ze schodów … I żadna legitymacja by panu nie pomogła. – powiedział rozluźniony szef zmiany.
Porucznik Asassinel przez pół godziny przyglądał się pracy kontrolerów lotów, a oni natomiast, szybko przestali interesować się gościem.
W pewnym momencie porucznik Asassinel oparł się o jeden z centralnie ustawionych stołów i dyskretnym ruchem przykleił pod blatem mały, plastikowy przedmiot.
Hotel „Destination”. Caen. 5 czerwca 2028.
W pokoju numer 111, kapitan Józef Pilecki rozmawiał z porucznik Karoliną Miłoszewską.
- Czy na lotnisku wszystko poszło zgodnie z planem ? – spytał kapitan.
- Tak, Sławek jest elektrykiem, więc doskonale grał swoją rolę, a ja go tylko pilotowałam. – odpowiedziała pani porucznik.
- Żadnych problemów z przepustkami ?
- Żadnych, a do tego mamy komplet kluczy do pomieszczeń w hangarze i lotniskowe kombinezony. – powiedziała zadowolona z siebie porucznik Miłoszewska.
- Czyli randka z Alainem była niezbędna ? – spytał oschłym tonem kapitan.
- Dobrze wiesz, że tak. – odpowiedziała Karolina.
- No … tak. – powiedział Józef.
- Nie dąsaj się tak, to był mój pomysł … Wiem, że chciałeś tego uniknąć … doceniam to … kapitanie …
Karolina przytuliła się do Józefa.
Artykuł chroniony jest Ustawą o prawach autorskich i prawach pokrewnych.
tag: Historia i Teraźniejszość



Komentarze
Pokaż komentarze