wrocman wrocman
90
BLOG

Opowiadanie (21)

wrocman wrocman Polityka Obserwuj notkę 1

                                   „ NOC   WALKIRII „


Rozdział   V

         „ WSZYSTKIE   DROGI   PROWADZĄ   DO   TRYDENTU „



Jezioro Berzdorfer. Granica polsko-niemiecka. 31 lipca 2028. Godz. 22:05.


Policjant siedzący za kierownicą radiowozu usłyszał przez radio:

- Tu „Wabik”. Czy „Prom” jest gotowy do przepłynięcia ?

Policjant odwrócił się do dwóch mężczyzn siedzących z tyłu i spytał słabym francuskim:

- Jesteście gotowi ?

Mężczyźni kiwnęli głowami.

- Tu „Prom”, jesteśmy gotowi do startu. – policjant potwierdził przez radio.

- Zrozumiałem. Niech czekają na umówiony sygnał.

Policjant odłożył radio i zwrócił się do dwóch mężczyzn:

- Dobrze, wyciągajcie sprzęt i płyńcie na środek jeziora. Tam zaczekacie na sygnał od „Wabika”. – powiedział policjant.

Cała trójka wysiadła z radiowozu oznaczonego symbolem BundesPolizei.

Policjant otworzył bagażnik, a mężczyźni wyciągnęli dwa plecaki. Potem wyciągnęli dwuosobowy ponton z małym silnikiem i dwa wiosła.

- Macie telefony komórkowe i na wszelki wypadek kompasy. Płyńcie dokładnie na wschód. Jak tylko dostaniecie sygnał na komórkę, włączacie silnik i płyniecie do brzegu. Potem, dalej na wschód, do miejscowości Osiek Łużycki, tam będzie czekał na was samochód, ale musicie podać hasło. Wszystko jasne ?

- Tak. – odparł jeden z mężczyzn.

Policjant zrobił pauzę i zapytał z wyraźnym zaniepokojeniem w głosie:

- Czy macie jakąś broń ?

Ten sam mężczyzna odpowiedział:

- Nie, nie mamy żadnej broni.

- To jest bardzo ważne. Jeżeli przyłapią was strażnicy graniczni lub policja, to macie uchodzić tylko za nielegalnych imigrantów. Dlatego, nie możecie mieć przy sobie nawet dużego noża. Nie może być wobec was żadnych podejrzeń. Rozumiecie ?

- Rozumiemy doskonale. – potwierdził ten sam mężczyzna.

Policjant spojrzał bardzo uważnie na obu mężczyzn i zarządził:

- No to, w drogę.

Mężczyźni chwycili za ponton, do którego wcześniej wrzucili wiosła. Policjant wziął plecaki i cała trójka ruszyła w kierunku brzegu jeziora.


                                                                            ***


Siedzieli , w milczeniu, w pontonie na środku jeziora.

Wreszcie komórka wydała z siebie dźwięk sms-a.

Ten, który rozmawiał z policjantem, powiedział do towarzysza:

- Ruszamy Basam, nasz „Wabik” odciągnie uwagę patrolu Straży Granicznej i tych z ROG-u, od miejsca naszego lądowania.


                                                                           ***


Kiedy dopływali do brzegu, Basam wyłączył silnik.

Ostrożnie wyskoczyli z pontonu i mając plecaki założone na plecach, stanęli w wodzie po kolana.

Basam przytrzymał ponton, a drugi mężczyzna, czyli Dżamal, przymocował do burty pontonu dwa mikro-ładunki wybuchowe.

Basam odpalił silnik i skierował dziób pontonu w stronę środka jeziora. Włączył najniższy bieg i ponton wolno popłynął po ustawionym kursie.

- Na ile ustawiłeś zapalniki ? – spytał Basam.

- Na trzy minuty. Potem pójdzie na dno i nikt go nie znajdzie. – powiedział Dżamal.

Odwrócili się i brodząc w wodzie szybko dotarli do brzegu.


                                                                         ***


Osiek Łużycki. Godz. 23:31.


Samochód czekał w umówionym miejscu na południowym skraju siedliska.

Byli już tylko dziesięć metrów od niego, kiedy za ich plecami ktoś odezwał się po francusku:

- Stać !… Podajcie hasło.

Mężczyźni z plecakami zatrzymali się i obrócili w stronę pytającego.

- „Caen”. – odpowiedział Dżamal.

- Dobra, wsiadajcie. – powiedział głos, który władał francuskim zdecydowanie lepiej, niż policjant nad jeziorem.

                                                                         ***


Wrocław. Godz. 2:57.

Ulica Jedności Narodowej.


Rene, ich przewodnik, otworzył drzwi i wprowadził ich do mieszkania na trzecim piętrze.

- Mieliście szczęście, za miesiąc, granic Polski będzie pilnować KOP, specjalna formacja wojskowa.

Zaprowadził ich do kuchni i pokazał pełną lodówkę.

- Macie zapasy jedzenia na kilka dni i butelkowaną wodę mineralną. W kuchni jest wszystko co potrzeba do sporządzania posiłków. Ze względów bezpieczeństwa odradzam wychodzenie z mieszkania.

- Dlaczego ? – spytał Dżamal.

Rene był bardzo zdziwiony tym pytaniem.

- Jak to ? Nikt wam wcześniej tego nie mówił ?

- Czego nie mówił ? – dopytywał Dżamal.

Rene zrobił taką minę, jak nauczyciel, który jest zmuszony tłumaczyć swoim uczniom rzeczy absolutnie oczywiste.

- Jesteśmy w dzielnicy, gdzie mieszka wielu kibiców miejscowego klubu piłkarskiego … Slo… Sla… no mniejsza o nazwę … Jak będziecie poza mieszkaniem i zobaczycie kogoś w zielonej koszulce lub szaliku w zielono-biało-czerwone barwy … to uciekajcie natychmiast !

- Dlaczego ? – spytał znowu Dżamal.

- To są bestie ! Oni nienawidzą obcych. To rasiści, katolicka ciemnota, antysemici …

- Antysemici ? – zdziwił się Dżamal.

Rene był zdziwiony zdziwieniem Dżamala.

- Tak ! Oni nienawidzą Żydów … i muzułmanów … i wszystkich obcych !

- To ilu muzułmanów zabili tutejsi kibice w tym tygodniu ? – Dżamal zadał kolejne pytanie.

- No … żadnego.

- Ilu muzułmanów zabili miejscowi kibice w tym miesiącu ? – Dżamal dopytywał Rene.

- No … żadnego.

- A pobili jakiegoś muzułmanina w tym miesiącu ? Albo, może w tym roku ? – Dżamal dopytywał w dalszym ciągu.

Rene przytkało na chwilę, ale w dalszym ciągu zdawał się wierzyć we własną propagandę.

- No … nikogo nie pobili, ani nie zabili. – wydusił z siebie Rene.

Dwaj przybysze patrzyli jeszcze przez kilka sekund na Rene, jak na wariata, a potem zaczęli głośno rechotać.

Teraz, Rene patrzył na nich jak na niepełnosprawnych umysłowo, w dalszym ciągu nie rozumiejąc, o co im chodzi.

Pierwszy opanował się Basam i powiedział do Rene:

- Człowieku ! Co ty pieprzysz ! My jesteśmy z 13 dzielnicy … Jakie z nich bestie ? Przecież oni nikogo nie zabili, ani nie pobili.

- Ale mogli ! – wypalił Rene.



2 sierpnia 2028.


Szwajcarskie media donoszą:

… Sensacyjne odkrycie potwierdzone …

… Naukowcy nie mają żadnych wątpliwości, co do autentyczności manuskryptu …

… Odnaleziony fragment utworu jest IV aktem opery Richarda Wagnera, pod tytułem „Walkiria” …



Lotnisko w Lesznie. 5 sierpnia 2028.

Air Show.


Na parkingu przy lotnisku nie było już wolnych miejsc. W jednym z samochodów, na wrocławskich numerach, siedziało czterech mężczyzn.

Kapitan Bruno von Anhalt spojrzał na zegarek, obrócił się w stronę tylnego siedzenia i powiedział po francusku do dwóch pasażerów:

- Możecie się zbierać. Mykoła będzie na was czekał w umówionym miejscu, z przepustkami.

Dwóch mężczyzn pokiwało głowami.

- Acha … hasło pamiętacie ?

- Tak. – odpowiedział Dżamal.

- No to, do roboty. – powiedział kapitan von Anhalt.

Mężczyźni opuścili samochód.

Kierowca, z lekkim niepokojem w głosie, spytał kapitana:

- Dadzą radę ?

- Wyglądają niepozornie i bardzo dobrze, ale to zawodowcy. Bardziej się boję o naszego Ukraińca na lotnisku. To jego pierwsza akcja. – odpowiedział von Anhalt.

- Najważniejsze, żeby nie pozostawili żadnych śladów. – powiedział kierowca.

- Jeżeli wykonają wszystko jak należy, to nie będzie cienia podejrzeń, że to dywersja. – spokojnym tonem zapewnił kapitan.


                                                                           ***


Cysterna podjechała pod hangar i ustawiła się tak, że kamera poza hangarem nie uchwyciła momentu, jak jeden z pracowników obsługi naziemnej szybko wyszedł z hangaru i wskoczył do szoferki od strony pasażera.

Mykoła ruszył i cysterna wolno pojechała w stronę samolotów stojących w kolejce do tankowania.

Kiedy cysterna dojeżdżała do stanowiska tankowania w kolejce czekały trzy samoloty. Trzeci w kolejce stał myśliwiec F-16.

Mykoła, przed ustawieniem cysterny przy dystrybutorze, zatrzymał się na kilka sekund niedaleko F-16. Wtedy, z szoferki, od strony pasażera, odchyliła się mała szybka i z krótkiej lufy wystrzelił mały, czarny pocisk, który wbił się w kadłub myśliwca blisko kabiny pilota.

Kamery lotniskowe nie zarejestrowały również i tego incydentu, a cysterna podjechała do dystrybutora, żeby uzupełnić stan paliwa.


                                                                           ***


Z głośników popłynął głos spikera, który zapowiadał kolejny występ:

… Przed państwem … porucznik-pilot Andrzej Kowalczyk … na swojej wspaniałej maszynie … F-16 …

Widzowie przywitali kolejnego pilota burzą oklasków.

Do samochodu, w którym siedział kapitan von Anhalt wraz z kierowcą, wsiedli zdyszani, Dżamal i Basam.

Dżamal wyciągnął z kieszeni mały, czarny przedmiot, przypominający stary model telefonu komórkowego.

Z jednego końca wyciągnął małą antenę i przyciskiem z boku uruchomił urządzenie, zwane „Jammer – 2”.

Na małym ekranie pokazała się graficzna skala mocy tego urządzenia. Wskaźnik pokazywał połowę mocy.

Dżamal ustawił moc urządzenia na maksimum i wysiadł z samochodu.

Wielki hałas docierający z płyty lotniska wskazywał na start samolotu. To był oczekiwany przez nich F-16.

Myśliwiec poszedł w górę i publiczność zgromadzona wokół lotniska zaczęła podziwiać podniebne akrobacje, które porucznik-pilot Andrzej Kowalczyk prezentował podczas swojego przelotu.

Dżamal uważnie przyglądał się popisom pilota Kowalczyka, trzymając w ręku swojego „jammera” i czekając na ten jeden, decydujący moment.

I ten moment nadszedł. F-16 wykonując pętlę, zaczął pikować pionowo, w kierunku ziemi.

Kiedy samolot był już blisko ziemi, wtedy Dżamal wcisnął i przytrzymał przycisk znajdujący się pod ekranem, a maszyna natychmiast dostała nieskoordynowanych drgawek, nad którymi pilot nie miał szans zapanować.

F-16 całym impetem wbił się w betonową płytę lotniska. Ogromny huk, morze ognia i czarny, gęsty dym.

Z rozbitej maszyny zostało tysiące odłamków. Pięćdziesiąt tysięcy widzów jęknęło z przerażenia, a potem zapadła cisza.

Dżamal z satysfakcją w głosie powiedział:

- Allahu Akbar ! … Pomściliśmy cię, Jasir.

Potem wyłączył urządzenie i wsiadł do samochodu.

Siedzący z tyłu Dżamal i Basam, uściskali się mocno, a kapitan von Anhalt powiedział do kierowcy:

- Jedziemy.

Kierowca odpalił silnik, a kapitan dopowiedział w myślach:

„Został jeszcze jeden. Znajdziemy go, prędzej czy później.”



Kopenhaga. 12 sierpnia 2028.


Mężczyzna szarpał za uchwyt, ale wielkie drzwi od starej, opuszczonej hali, nie chciały ustąpić. W tym samym czasie, dwóch innych, młodszych mężczyzn, przytrzymywało szarpiącego się mężczyznę z płóciennym workiem na głowie.

Wreszcie drzwi puściły i przesunęły się, tworząc metrowy prześwit. Najpierw wszedł otwierający a później pozostali.

Ten, który mocował się z drzwiami, rozglądnął się po hali i ruchem ręki wskazał dwóm mężczyznom eskortującym osobnika z workiem na głowie, żeby poszli za nim.

Cała czwórka zatrzymała się w odległym od wrót, kącie hali. Tam docierało najwięcej światła dziennego.

- Przywiążcie go tutaj. – kierujący pochodem rozkazał w języku niemieckim.

Skrępowane ręce mężczyzny z workiem na głowie, powędrowały w górę, a kawałek łańcucha przyczepiony do elementu taśmy produkcyjnej i przewieszony przez żelazną belkę, przytrzymywał je w tej pozycji, a mężczyznę w postawie wyprostowanej.

- Theo, stań na czatach przy wejściu. – starszy wydał polecenie jednemu z młodszych.

Theo bez szemrania poszedł na drugi koniec hali, do uchylonych drzwi.

- Ernst, ściągnij mu ten worek. – padło polecenie do drugiego z „konwojentów”.

Po ściągnięciu worka z głowy, przywiązany łańcuchem mężczyzna oswajał się z otoczeniem, a dwaj pozostali przyglądali się temu w milczeniu.

Więzień doszedł już do siebie i uważnie przyglądał się swoim porywaczom.

Dowodzący skinął głową na pomocnika, a ten podszedł do związanego.

- Kim jesteś i dlaczego podszywasz się pod Bruno Arrivanta ? – spytał wydający polecenia.

Przywiązany milczał.

Ten, który stał przy więźniu, wyprowadził dwa silne ciosy na odsłonięty korpus przywiązanego, a ten, zdusił w sobie jęk po tych uderzeniach.

Pytanie zostało powtórzone:

- Kim jesteś i dlaczego podszywasz się pod Bruno Arrivanta ?

Milczenie związanego i po kilku sekundach ponownie dwa mocne ciosy.

Tym razem jęk związanego był głośny.

Ponowne ciosy i głośne jęki przywiązanego, sprawiły, że dowódca stracił cierpliwość i wyjął z kieszeni nóż sprężynowy.

Kliknięcie i ostrze wyskoczyło na wierzch.

- Kim jesteś i dlaczego podszywasz się pod Bruno Arrivanta ?

Dowodzący podszedł do przywiązanego, a ten ciężko dysząc powiedział:

- Po … wiem … Powiem … chcę żyć.

- No, jednak jesteś rozsądny. Gadaj !

Przywiązany łapał powoli oddech.

- Jestem oficerem polskiego wywiadu.

- Co !?

- Dostałem zadanie ustalenia, kto przeprowadził zamach na polskiego prezydenta i …

Przywiązany zawahał się, czy mówić dalej.

Dowodzący zamachał groźnie nożem.

- I ?

… I miałem sprowadzić sprawców przed polski sąd. – dokończył związany.

- Co !? … Ty parszywy Polaku ! … Chcieliście … mnie postawić przed polskim sądem ! … Co za bezczelność ! – zagotował się dowódca.

Jego podniesiony głos skutecznie przytłumił szuranie butów i cichy jęk dochodzący z drugiego końca hali.

- Nie tylko ciebie miałem sprowadzić do Polski, ale i Bruno Arrivanta. – dodał związany.

- Skąd wiedzieliście, że ja i Arrivant, braliśmy udział w zamachu na prezydenta Polski ? – spytał dowodzący.

Przywiązany znowu zawahał się, ale po kilku sekundach ociągania, powiedział:

- Kupiliśmy od Amerykanów i Anglików, zdjęcia satelitarne z tego dnia, przekupiliśmy francuskiego oficera wywiadu, który zdradził nam najważniejsze fakty z ich śledztwa. Wtedy, krok po kroku, doszliśmy do twojego statku i Bruno Arrivanta, który zwerbował tych islamskich terrorystów i kierował całą operacją.

- Ach tak …

Jadowity uśmiech pojawił się na twarzy dowodzącego.

… Ponieważ za niedługo będziesz karmą dla rybek, to mogę ci powiedzieć, że jestem nie tylko kapitanem statku „Friedenstaube”, ale również kapitanem niemieckiego wywiadu, a Bruno Arrivant, który dowodził akcją, to pewnie kapitan lub major naszego wywiadu, którego prawdziwą tożsamość zna wyłącznie szef  BND. Wy się tego nigdy nie dowiecie.

- Dziękuję za te informacje, panie kapitanie. – powiedział związany, z lekką kpiną w głosie, której nie zauważył pobudzony kapitan Dunkel.

- A proszę … nawet, gdyby udało ci się postawić mnie przed polskim sądem, to ten sąd nie miałby odwagi mnie skazać. A nawet, jeśli znaleźlibyście taki odważny polski sąd, to i tak, każdy europejski sąd i trybunał, unieważniłby ten wyrok, ponieważ wszędzie tam, zasiadają nasi ludzie … No, pora kończyć … rybki czekają. – zaśmiał się szyderczo kapitan Dunkel.

Z ciemności odezwał się głos po niemiecku:

- Faktycznie, pora kończyć herr Dunkel.

Kapitan Dunkel i Ernst drgnęli gwałtownie i obrócili się w kierunku głosu.

Cicha kula dosięgła Ernsta, który upadł na podłogę. Kapitan Dunkel zamarł w bezruchu z nożem w ręku.

Z ciemności wyszło dwóch mężczyzn z pistoletami gotowymi do strzału, wymierzonymi w kapitana niemieckiego wywiadu.

- Rzuć nóż i ręce do góry. – padła kategoryczna komenda.

Kapitan Dunkel błyskawicznie ocenił sytuację i rzucił nóż na podłogę.

- Jurek, uwolnij kapitana. – ten, który był głosem w ciemności, wydał kolejne polecenie.

Za chwilę, kapitan polskiego wywiadu, masował zdrętwiałe ręce i dochodził do pełnej sprawności.

Kapitan Paweł Walczak, bo to on był tym związanym, zwrócił się do Dunkela, zakładając w międzyczasie rękawiczki:

- To jak mówiłeś … żaden wasz europejski sąd nie uzna wyroku polskiego sądu.

- Masz mnie puścić ! … Ty parszywy … nawet się nie waż ! – wściekły kapitan Dunkel rozkazywał polskiemu oficerowi.

Kapitan Walczak wziął od podwładnego pistolet i wycelował w stronę Dunkela.

- No cóż, teraz mamy już pewność, że to ty i Arrivant, braliście udział w zamachu na prezydenta Polski. A jak sam powiedziałeś, żaden europejski sąd nie wymierzy ci sprawiedliwości, więc …

Pocisk przeszył pierś kapitana Dunkela, który osunął się na podłogę.

- Cholernie pan ryzykował. – powiedział porucznik do kapitana.

- Tak, ale się opłaciło. Mamy teraz potwierdzenie z pierwszej ręki. Macie towar i pieniądze ? – kapitan Walczak spytał swojego wybawcę.

- Zgodnie z rozkazem, panie kapitanie.

- Dobrze. Przytargajcie tutaj tego trzeciego. Tylko ostrożnie, trzeba przygotować miejsce akcji.

Po kilku minutach, do dwóch zabitych dołączył Theo, którego odpowiednio ułożono na podłodze. Pistolety zostały włożone w dłonie pomocników kapitana Dunkela. Na nieruchomej taśmie produkcyjnej położono niedużą walizkę z heroiną.

Kapitan Walczak przyjrzał się dokładnie przygotowanemu miejscu zbrodni i spytał:

- To jak pan myśli, poruczniku, jaki będzie raport kopenhaskiej policji ?

Porucznik nie namyślał się zbyt długo:

- Podczas transakcji, strony pokłóciły się co do ceny za towar. W wyniku strzelaniny, trzech mężczyzn zostało zabitych, a ten czwarty, ranny, czyli pan, zabrał w pospiechu pieniądze, gubiąc przy tym 5000 euro …

- 2000 euro … musimy oszczędzać pieniądze polskiego podatnika. – wtrącił kapitan.

- Tak, sprostowanie: 2000 euro.

Porucznik włożył odpowiednią kwotę do ręki kapitana Dunkela.



Warszawa. 13 sierpnia 2028.

Siedziba Wywiadu Cywilnego.


Pułkownik Adam Karolczak sięgnął po odszyfrowany meldunek, który przed chwilą przyniósł oficer dyżurny.

Treść meldunku brzmiała następująco:

„ Mamy potwierdzenie. Kapitan D. złożył zeznania, ale nie chciał stanąć przed sądem. Wracam do Brunhildy. Sigmund. „



Termini Infernese. Sycylia. 15 sierpnia 2028.


Stolik, przy którym siedzieli, znajdował się na dużym, białym tarasie, który należał do najlepszej restauracji w tym urokliwym, małym miasteczku, położonym na północnym krańcu Sycylii.

Daleko, daleko, na północ, prawie w linii prostej, leżał piękny Neapol, który należało koniecznie zobaczyć, a potem … niekoniecznie umrzeć.

Dwaj mężczyźni byli podobni do siebie fizycznie, a ich czujne i bystre oczy, przenikały się nawzajem wzrokiem, przed którym nic nie mogło się ukryć.

- Termin, który pan podał, jak najbardziej mi odpowiada. – powiedział Angelo Dellamorte.

- I raczej wykluczone, żeby uległ zmianie. – dodał pułkownik Lee Wallace.

- Gdzie to ma się odbyć ?

- Trydent. Opera w Trydencie.

- To świetnie ! Włochy i do tego opera … wie pan, jestem miłośnikiem opery. – ucieszył się Dellamorte.

- Mnie, jakoś nie pociąga, wolę oglądać sport. – stwierdził Wallace.

- Czy to będzie jakieś wydarzenie polityczne ?

- Niestety, tak. – odpowiedział pułkownik.

- Tak, to utrudnia robotę. Ochrona, policja, media … ogólnie: nerwowa atmosfera, a ja lubię ciszę i spokój, kiedy pracuję. – stwierdził Angelo Dellamorte.

Mężczyźni jednocześnie sięgnęli po kieliszki z chłodnym, czerwonym winem.

- Od razu zastrzegam, nie wykonuję zleceń na kobietach, dzieciach i mężczyznach do lat 25. – powiedział Dellamorte.

- Rozumiem, to nie wchodzi w rachubę. – powiedział Wallace.

- Kim jest „Obiekt” ?

- Formalnie, to dyplomata, ale pracuje w służbach i ma stopień pułkownika.

- To tak jak pan. A jakie to służby ? – spytał Dellamorte.

- Rosyjskie. – odpowiedział pułkownik Wallace.

- Hmmm … to poważna sprawa. Z nimi nie ma żartów.

- Z żadnymi służbami nie ma żartów. Tam nie ma aniołów, panie Angelo. Od zarania dziejów w służbach pracują su…y i diabły wcielone. Ja jestem su…em, ale tamten to diabeł wcielony.

- A ja … kim jestem, według pana ? – zadał niespodziewane pytanie Angelo Dellamorte.

Pułkownik Wallace spojrzał prosto w oczy rozmówcy:

- Pan ? … Pan jest posłańcem, ponieważ zawsze przynosi pan pozdrowienia.

Dellamorte osłupiał na kilka sekund, po odpowiedzi pułkownika, ale patrzył na niego uważnie i zauważył szelmowski uśmieszek na jego twarzy.

Zaczął się śmiać, bardzo głośno śmiać, a po potem dołączył do niego pułkownik Wallace.

Kiedy spoważnieli, Dellamorte powiedział:

- Chyba pana polubiłem … Gdyby chodziło o włoskiego oficera, to raczej nie przyjąłbym zlecenia. Czy może pan zagwarantować, że Rosjanie nie wpadną na mój ślad ?

- Jeżeli zachowa pan ostrożność, z której jest pan znany, to Rosjanie nie będą pana szukać. Tylko my dwaj będziemy wiedzieć o tym zleceniu, a poza tym, zostawi pan znak przy „Obiekcie”, żeby oni wiedzieli, że to amerykańska robota.

- Dobrze, przyjmuję to zlecenie. – zdecydował Angelo Dellamorte.

- Czyli, została nam ostatnia kwestia do omówienia. Cena. – powiedział zadowolony Wallace.

- Jeżeli chodzi o cennik moich usług, to wygląda on następująco: za jedną osobę biorę 350.000 dolarów, jeżeli zlecenie jest rozszerzone, to 250.000 za pierwszą osobę i 120.000 za każdą następną. Do tego dochodzą koszta delegacji, bo jak pan wie, mieszkam na Sycylii. Diet nie doliczam do rachunku, bo to byłoby nieetyczne. – oznajmił Dellamorte.

- Moja propozycja jest następująca: to będzie zlecenie na jedną osobę, ale z opcją rozszerzenia. Zapłacę z góry 300.000 za przedstawiony „Obiekt”. Jeżeli zlecenie będzie rozszerzone, to dopłacę 150.000, jeżeli nie będzie rozszerzenia to dopłacę 100.000.

- Zgoda.

- Szczegółowe dane na temat „Obiektu” i wynagrodzenie, otrzyma pan na miejscu, w Trydencie. Tak jak powiedziałem, o naszej umowie wiemy tylko my dwaj i tak pozostanie. – powiedział Wallace.

Angelo Dellamorte podniósł kieliszek ze stolika i powiedział:

- Dobrze, w takim razie, możemy dokończyć butelkę tego dobrego wina.

Pułkownik Lee Wallace również podniósł kieliszek w górę.



Warszawa. 17 sierpnia 2028.

Ambasada Wielkiej Brytanii.


Do gabinetu brytyjskiego ambasadora wszedł mężczyzna.

Ambasador powitał zapowiedzianego gościa:

- Witam, komandorze Birdwatcher. Londyn uprzedził mnie o pańskim przyjeździe.

- Dzień dobry, panie ambasadorze. – odpowiedział agent Jego Królewskiej Mości.

- Wiem, że przyjechał pan do Polski z tajną misją. W czym mogę pomóc ?

- Proszę powiedzieć, ilu naszych ludzi będę miał do dyspozycji w razie podjęcia działań operacyjnych ? – spytał agent 009.

Ambasador nie miał tęgiej miny.

- Niestety, nasze możliwości są ograniczone. Tylko dwóch ludzi będzie do pana dyspozycji.

- Rozumiem. Czy dostanę jakiegoś przewodnika, który udzieli mi wskazówek i poprowadzi w wybrane miejsca ?

- Oczywiście. Jak będzie pan wychodził, to w sekretariacie będzie czekać panna Wanda. Ona zna doskonale miasto i tutejsze realia. Pomoże, także w wyborze hotelu. Czy ma pan przygotowaną jakąś przykrywkę ?

- Tak, myślę, że jest dobra. To w zasadzie wszystko, jeżeli miałbym jakieś problemy, to odwiedzę pana ponownie. 

- Jestem do pana dyspozycji, komandorze Birdwatcher. – powiedział na pożegnanie ambasador Wielkiej Brytanii.



Warszawa. 18 sierpnia 2028.

Urząd miasta. Warszawa - Śródmieście. Wydział Promocji.


Agent 009 odszukał odpowiednie drzwi i po chwili stanął naprzeciwko niskiej brunetki z którą nawiązał dialog.

- Dzień dobry. – przywitał się po angielsku.

- Dzień dobry, panie …

- Birdwatcher ... James Birdwatcher.

- Co pana sprowadza do naszego wydziału ? – spytała pani Naczelnik.

Agent Jej Królewskiej Mości uśmiechnął się w myślach i powiedział:

- Jestem przedstawicielem wytwórni filmowej „Spectre” i przyjechałem do Warszawy szukać plenerów do naszej nowej produkcji.

Urzędniczka ożywiła się bardzo.

- Proszę spocząć, panie Birdwatcher. Proszę powiedzieć, w czym możemy pomóc. Proszę mówić, zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby zadowolić waszych scenarzystów.

Birdwatcher usiadł na wygodnym krześle, a pani Naczelnik zasiadła za swoim biurkiem.

- Przyjechałem do Warszawy na rekonesans. Podobno to piękne miasto …

- Oczywiście ! Wszyscy odwiedzający mogą panu to potwierdzić. – wtrąciła urzędniczka.

- Jak już nadmieniłem, przyjechałem tutaj, znaleźć najlepsze miejsca do kręcenia naszego filmu.

- O czym to będzie film ? Jaki gatunek ? – dopytywała pani Naczelnik.

- To będzie superprodukcja. Kolejna część przygód James`a Bonda.

- To świetnie ! … A jaki będzie tytuł ?

James Birdwatcher uśmiechnął się tajemniczo.

- Tyle mogę pani zdradzić. Mamy dwie opcje: „Reset nadejdzie jutro” lub „Zabójczy uśmiech”. Jeszcze nie wybraliśmy ostatecznej wersji tytułu.

- Ta druga opcja bardzo mi się podoba, panie Birdwatcher. Bardziej pasuje do filmu sensacyjnego. – oceniła urzędniczka.

- Wie pani, że to ciekawa uwaga. Ale wracając do rzeczy, chciałbym uzyskać od pani listę miejsc i obiektów, które warto odwiedzić, które warto wykorzystać do filmowej fabuły. Moja rola, to wybór odpowiednich plenerów.

Pani Naczelnik uśmiechnęła się szeroko i … zabójczo.

- Taką listę mam dla pana już gotową.

- Naprawdę ?

- Oczywiście, przecież to Wydział Promocji. Taką listę mamy przygotowaną dla turystów. Proszę. – urzędniczka sięgnęła do szuflady i wyjęła duży, kolorowy prospekt.

James Birdwatcher wyszedł zadowolony z gabinetu równie zadowolonej pani Naczelnik Wydziału Promocji.


                                                                              ***


Birdwatcher przebudził się, a po kilku sekundach wstał z łóżka i podszedł do małego stolika w kącie hotelowego pokoju.

Zapalił lampkę i rozpoczął uważne przeglądanie broszury, którą otrzymał od sympatycznej pani Naczelnik z Wydziału Promocji.

Im dłużej oglądał, tym bardziej był pod wrażeniem. Nie spodziewał się, że w Warszawie może być tyle atrakcji.

Przerwał lekturę i podszedł do łóżka. Nachylił się nad śpiącą kobietą i pocałował ją w ramię, ale nie wywołało to żadnej reakcji u śpiącej.

Birdwatcher pochylił się znowu i pocałował kobietę w policzek.

- Och … James … nie teraz. – szepnęła przebudzona kobieta.

Nachylił się kolejny raz i szepnął jej do ucha:

- Wandeczko … powiedz jaki jest kurs złotego do funta ?

Wanda przekręciła się na drugi bok.

- Nie teraz … kochanie … jest środek nocy …

James nie ustępował.

- No powiedz … Wandziu …

Wanda pragnęła snu, więc szepnęła:

- Coś koło 1 do 4 … daj już spokój, James …

James pocałował ją w ramię i szepnął:

- Thank you, Wando …

Wrócił do stolika i zagłębił się w lekturę. Oferta dla odwiedzających Warszawę była naprawdę … na bogato.

„Strefa relaksu”, czyli kilkaset desek i kilkadziesiąt badyli, za około 8 tysięcy funtów, jak szybko przeliczał Birdwatcher.

„Gipsowe jajo”, w kolorze niebieskim, koszt 60 tysięcy funtów.

„Zielony skwer”, czyli kilkaset kostek brukowych, trochę ziemi i kawałki kory, koszt 120 tysięcy funtów.

Toaleta publiczna, koszt 160 tysięcy funtów, z ekskluzywną ścieżką trocinową, za, bagatela, 2,5 tysiąca funtów.

„Miał rację ten nasz minister. Polska już nas przegoniła … Nawet Monarchia nie może pozwolić sobie na takie luksusy !” – pomyślał z zazdrością agent Jego Królewskiej Mości.

Teraz patrzył na zdjęcie gigantycznego, białego kontenera, zapewne dla robotników budujących kolejną linię metra … ale nie. To zdjęcie Muzeum Sztuki Nowoczesnej za 175 milionów funtów !

„Tutaj widziano tego agenta, którego poszukuję. Tam podejmiemy działania operacyjne.” – pomyślał agent 009.

Ze smutkiem i zazdrością, przeglądał dalszą część prospektu, aż w końcu trafił na atrakcję koło Mostu Gdańskiego.

„Dobrze, że chociaż te kozy im zdechły ! „ – pomyślał z satysfakcją Birdwatcher.



Warszawa. 23 sierpnia 2028.


Szary Aston Martin ścigał czerwoną Toyotę.

Szaleńcza jazda trwała od 26 minut, a zaczęła się w Śródmieściu, kiedy to agent 009, na parkingu przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, rozpoznał poszukiwanego agenta „Kruka”.

Przez ten okres czasu, Aston Martin próbował bezskutecznie wyprzedzić Toyotę.

Aktualnie, pokiereszowane już auta, przejeżdżały z niedozwoloną prędkością przez Ursynów, kierując się na południe, w stronę Piaseczna.

W pewnym momencie, Toyota wjechała w dwustumetrową aleję, która prowadziła prosto do zagrodzonej metalową siatką, bramy głównej stadionu w budowie.

Po przejechaniu alei i staranowaniu siatki, Toyota zatrzymała się nagle, nie mogąc zmieścić się w prześwicie pomiędzy dwiema koparkami.

„Kruk” wyskoczył szybko ze swojego auta.

Aston Martin również gwałtownie zahamował. W tym momencie, kierowca Toyoty przeładował pistolet i zajmował dogodną pozycję do strzału, przyczajony za gąsienicą koparki.

Agent 009 otworzył drzwi i skulony, schronił się za nimi, wysiadając z samochodu i przygotowując broń do strzału. Potem, wychylił na ułamek sekundy głowę ponad drzwi, lustrując otoczenie.

W tym momencie „Kruk” rozpoczął ostrzał. Dwie kule świsnęły bardzo blisko głowy Birdwatchera, a ten, odpowiedział trzema strzałami w kierunku ściganego, a następnie obszedł, pochylony, swój wóz i wznowił ostrzał.

„Kruk” „zrewanżował” się dwoma strzałami, ale potem, strzelając, przemieszczał się, szukając lepszego stanowiska i podążył w głąb placu budowlanego i tam, schowany za paletą z lepikiem, przeładował zapasowy magazynek i czujnie nasłuchiwał podejrzanych dźwięków.

Birdwatcher ścigał go, strzelając zarazem. Potem, zatrzymał się na chwilę, załadował nowy magazynek, jednocześnie obmyślając, którą drogą podążyć w tym składowisku budowlanym, które było niczym labirynt.

Po kilku minutach poszukiwań Birdwatcher natknął się na „Kruka”, co uzmysłowiły mu, kule przemykające bardzo blisko głowy.

Strzelanina na budowie nie trwała zbyt długo. „Kruk” oddał ostatni strzał i natychmiast zaczął uciekać dalej, w głąb budowy.

Widząc to, Birdwatcher, również strzelił po raz ostatni, co oznajmił mu suchy dźwięk pistoletu i znikająca sylwetka ściganego agenta.

Rozpoczął się nowy etap pojedynku.

Agent 009 ruszył w pościg za uciekającym „Krukiem” i miał go cały czas „na radarze”.

Ścigany wspiął się po ścianie szalunku i wskoczył środka oszalowanej części budowli. Nie umknęło to uwadze ścigającego.

Birdwatcher dobiegł do oszalowanej części, ale postanowił obejść oszalowany prostokąt i wspiąć się na niego po przeciwległej ścianie. Najciszej jak mógł, poszedł w lewo i zaczął wdrapywać się po ścianie szalunku.

Kiedy był już przy szczycie, zatrzymał się i szybkim ruchem głowy wyjrzał ponad ścianę szalunkową, chcąc zarejestrować sytuację w środku.

Jego głowa, po wyjrzeniu, wróciła na miejsce, a on zdążył zobaczyć jak „Kruk”, trzymając w rękach betonowe kostki dystansowe, czeka przyczajony, żeby zaatakować nimi jego głowę.

Birdwatcher przeskoczył na drugą stronę szalunku, po drodze chwytając za półmetrowy kawałek kantówki. Na ten widok, „Kruk” rzucił jedną kostką w stronę ścigającego, a potem porzucił resztę kostek i zaczął wdrapywać się na szalunek.

Birdwatcher porzucił kantówkę i również wspiął się na górę szalunku.

Teraz, obaj, stojąc na górze wąskiej płyty szalunkowej, trzymając się jedną ręką wystających, grubych prętów zbrojeniowych, uderzali się wolną ręką i kopali jedną nogą, próbując nie stracić równowagi i nie zaliczyć upadku z wysokości około 3 metrów.

Z każdą chwilą, ich oddechy stawały się coraz cięższe, ale żaden z nich nie miał zamiaru odpuścić.

W pewnym momencie tego pojedynku, Birdwatcher odchylił się za bardzo w tył i trzymając się jedną ręką pręta, przechylił ciało do wewnątrz oszalowanej przestrzeni, natomiast „Kruk”, po chybionym ciosie nogą, stracił równowagę i przechylił się na zewnątrz oszalowanej części.

Birdwatcher złapał oparcie na drugiej nodze i powrócił na górę szalunku, a ścigany, po złapaniu oparcia, zaczął schodzić w dół na zewnątrz szalunku.

„Kruk” zeskoczył na ziemię i zrobił kilka kroków w kierunku dużej wiązki pociętych prętów zbrojeniowych, chwycił jeden z nich i chciał doskoczyć do schodzącego Birdwatchera, ale … okazało się, że stoi po kostki w warstwie chudego betonu wylanego kilka godzin temu, a jego ruchy są bardzo ograniczone.

Birdwatcher zeskoczył z szalunku, chwycił za pręta zbrojeniowego z drugiej wiązki i wskoczył w warstwę chudego betonu, w której czekał na niego „Kruk”.

Stali teraz blisko siebie, sapiąc i mierząc się wzrokiem, uzbrojeni w półtorametrowe pręty o grubości 1 cm.

Rozpoczęła się kolejna faza ich pojedynku.

Cios i parowanie, parowanie i cios.

Tracili siły, stopy zatopione w stygnącym betonie, brak tchu i wielka zawziętość.

Walka trwała ponad pięć minut, wtedy Birdwatcher postanowił zaryzykować.

Zamarkował cios, który miał iść z prawego boku, ale błyskawicznie oparł dalszy koniec pręta o jedną dłoń i trzymając mocno bliższy koniec pręta, wykonał silne pchnięcie na głowę „Kruka”, któremu zabrakło ułamka sekundy do sparowania tego ciosu.

Pręt agenta 009 trafił go w okolice lewego oka. Krzyknął z bólu i oszołomiony odsłonił się całkowicie. Birdwatcher ponowił pchnięcie, tym razem w szyję. „Kruk” puścił swój pręt i chwycił się za szyję, nie mogąc złapać oddechu.

Birdwatcher zadał trzeci cios, tym razem na korpus. „Kruk” stracił równowagę, przechylił się i upadł na plecy.

Ciężko dysząc, brytyjski agent doczłapał do leżącego i spytał:

- Kim jesteś ? … Dla kogo pracujesz ?

Leżący nie mógł zmienić pozycji i ledwo oddychał, ale wściekłymi oczami patrzył na Birdwatchera, który powtórzył pytania.

Po chwili ciszy, agent 009 zadał ostateczny cios.



Neuchatel. 1 września 2028.


Dwóch mężczyzn spacerowało wolno promenadą, wzdłuż jeziora Neuchatel.

- Właściwie, to nasze nici doszły do kłębka. – stwierdził pułkownik Lee Wallace.

- Tak, wasze ustalenia, raporty Anglików, zdjęcia satelitarne i nasze ustalenia prowadzą tylko do jednego, oczywistego wniosku …

- Rosjanie i Niemcy, prowadzili wspólną operację, mającą na celu przeprowadzenie podwójnego zamachu. Znamy wykonawców, wiemy, że było dwóch dowodzących, jeden we Francji i drugi na Wyspach. Znamy koordynatorów, czyli najwyższy szczebel.

- Czy mamy pewność co do koordynatorów ? – spytał kapitan Pilecki.

- Tak. We Francji, w Holandii, w Belgii, a nawet w Luksemburgu, popytaliśmy służby i …kelnerów. Mamy niezbite dowody na to, że szef niemieckiego wywiadu spotykał się z rosyjskim wice ambasadorem we Francji, a ostatni raz spotkali się rano, 9 czerwca. Potem, ten zastępca ambasadora, został nagle odwołany do Moskwy, a tak naprawdę, to jest pułkownik FSB.

 Co dalej ?

- Tych wykonawców, których złapaliśmy, postawimy przed amerykańskim sądem. Rosyjskiego agenta dorwał brytyjski agent. Wam pozostaje ustalić, kim jest ten niemiecki agent, który dowodził częścią operacji we Francji. My wydaliśmy wyrok na rosyjskiego pułkownika, a co postanowicie w sprawie szefa niemieckiego wywiadu, to my przyjmiemy do wiadomości.

- O ! To jednak postanowione. Celujecie bardzo wysoko. Zresztą, możecie sobie na to pozwolić. W Polsce, decyzję o wyroku na szefie niemieckiego wywiadu, może podjąć prezydent lub premier, i wątpię, czy się na to odważą.

- Wiem, takie są realia i my uszanujemy każdą decyzję Warszawy. W każdym bądź razie, nasza kooperacja w trakcie tego śledztwa była wzorowa. Wasi ludzie z wywiadu cywilnego dobrze się spisali.

- Tak, słyszałem o tym od pułkownika Sosabowskiego. Wiem także, o współpracy naszych wywiadów w operacji … odwetowej.

- Zgadza się, to będzie podwójne uderzenie …

Pułkownik Wallace nie wytrzymał i zaczął się cicho śmiać.

- Co pana tak bawi, pułkowniku ? – spytał zdziwiony kapitan Pilecki.

Wallace opanował się i powiedział:

- Po pierwsze: oni, poprowadzili wspólną grę przeciwko nam, a teraz my, poprowadzimy wspólną grę przeciwko nim, bo nasze służby wytypowały, niezależnie od siebie, ten sam termin akcji odwetowej. Po drugie: nasze uderzenie będzie standardowe, ale wasze będzie … nietypowe, ale bardzo bolesne.

- Czy może pan coś więcej zdradzić, panie pułkowniku ? – spytał Pilecki.

- Niestety, obowiązuje mnie tajemnica. Powiem tylko tyle, że w Trydencie będzie …ciekawie. To sprawy bieżące, ale mamy do omówienia pewną operację długofalową. – powiedział pułkownik Wallace.

- Tak, właśnie w tej sprawie wysłał mnie tutaj pułkownik Sosabowski. – powiedział Pilecki.

- Dlatego nasz spacer jeszcze potrwa …



Berlin. 17 września 2028.

Gabinet kanclerza Niemiec.


- Panie ministrze, czy z kancelariami prezydenta Francji i premiera Włoch, wszystko jest ustalone ?

- Tak, wszystko zostało przygotowane. Pierwszego listopada, w pięknej posiadłości pod Trydentem, rozpoczniemy oficjalne, dwudniowe obrady w ramach Trójkąta Trydenckiego. Nikt nie będzie miał dostępu do pana, prezydenta Miniona i premiera Spinellego. Wieczorem, drugiego dnia, zrobimy briefing dla mediów. – odpowiedział Rudolf Gimmler.

- Dobrze, ale wcześniej będziemy na tej operze. Czy tutaj też wszystko jest dograne ? – dopytywał kanclerz.

- Premier Włoch postanowił zrobić ukłon w naszą stronę i ustalił z dyrektorem opery, że to będzie „Walkiria”, Richarda Wagnera. Ratusz w Trydencie zostanie przekształcony w nowoczesną, reprezentacyjną operę. W połowie października, prace remontowo-budowlane będą zakończone. Takie dostałem informacje od kancelarii premiera Włoch.

- Świetnie ! Bardzo lubię operę, a już Wagnera, w szczególności ! Proszę podziękować włoskiej stronie za ten miły gest. – kanclerz Hacken był cały w skowronkach.

- Oczywiście. Panie kanclerzu. – zapewnił Gimmler.

Tutaj wtrącił się pułkownik Aushecker:

- Mój człowiek sprawdził już sytuację w operze pod kątem bezpieczeństwa. Loże będą oddzielone od reszty widowni, więc w tej kwestii mamy spokój. Niestety, to będzie premierowe widowisko … a więc, turyści, kilkuset widzów, telewizje, dziennikarze … Przed i po spektaklu, będzie miał pan urwanie głowy z mediami …

- Panie pułkowniku, jestem gotowy na takie poświęcenie dla kultury. Ba ! My Niemcy, od dwóch tysięcy lat poświęcamy się, żeby w Europie szerzyć kulturę. – powiedział bardzo zadowolony kanclerz Niemiec.

Cała trójka, po tych słowach wpadła w doskonały nastrój.

Po dłuższej pauzie, kanclerz Niemiec zwrócił się do ministra:

- Jak przedstawiają się sprawy z Rosją ?

- Przed spotkaniem w ramach Trójkąta Trydenckiego, zaaranżowałem rozmowę z ambasadorem Rosji we Włoszech. On ma pełnomocnictwa od przyszłego prezydenta Rosji. Ta rozmowa odbędzie się w pana loży podczas spektaklu. Pełna poufność będzie zapewniona.

- Doskonale. – powiedział kanclerz Hacken.

Pułkownik Aushecker dodał jeszcze:

- Natomiast ja, porozmawiam z zastępcą ambasadora, który, po wyborze nowego prezydenta Rosji, stanie na czele FSB.

Zadowolony kanclerz Niemiec spojrzał na swoich podwładnych:

- W takim razie, moi panowie, możemy zakończyć naszą naradę. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik.






Artykuł chroniony jest Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.


tag:  Historia i Teraźniejszość

wrocman
O mnie wrocman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka