„ BURZA „
Rozdział III
„ NARADY „
Rok 2028 to był dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i pod niebem, zwiastowały jakieś klęski i nadzwyczajne wydarzenia w Europie.
Na wiosnę, ciemna szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Morza Śródziemnego i niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze, sklepy, samochody, rowery, wiele gwałtu przy tym czyniąc.
Latem zdarzyło się wielkie, czerwone zaćmienie słońca, a wkrótce potem, zielona kometa pojawiła się na europejskim niebie, a w Warszawie, widywano też rekina w obłokach, który mocarnymi szczękami przegryzał sześciokolorową tęczę.
Wreszcie, jesienią zima okrutna nastała, taka, jakiej najlepiej opłacani przez globalistów eksperci nie przewidzieli. Wiatraki zamarzły, panele fotowoltaiczne popękały, a butikach futer i kożuchów dla celebrytów zabrakło.
Ludzie, także zwracali niespokojne umysły i oczy, na Dzikie Pola, gdzie bratobójcza wojna toczyła się gwałtownie i nieprzerwanie, a walki te oglądały drony i satelity, a także, widziały orły, jastrzębie, kruki i zwierzęta polne.
Zatem, wszyscy w Europie z wielkim niepokojem oczekiwali nadchodzącego roku, z trwogą wypatrując zewsząd kolejnych niebezpieczeństw.
Berlin. 2 stycznia 2029.
- Zapraszam, Eric. – kanclerz Niemiec wskazał ręką na kanapę, wygodny i elegancki mebel.
- Dziękuję, Armin.
Kiedy obaj usiedli, kanclerz rozpoczął rozmowę:
- Jak wygląda sytuacja we Francji ? – spytał kanclerz.
- Sprawy idą w dobrym kierunku. Wdrażamy konsekwentnie unijne dyrektywy, na dobre wszedł Mercosur, dopieszczamy muzułmanów przy pomocy lewicy, zablokowaliśmy kandydowanie Le Pin ze Zjednoczenia Narodowego, jej następca siedzi w więzieniu, a ruchy narodowo-katolickie są spychane na margines. Nasza władza w laickiej republice nie jest zagrożona.
- Opozycja tak spokojnie reaguje na te wszystkie działania ?
- Pewnie, że się buntują, ale za pomocą narzędzi prawnych ograniczamy zagrożenie ze strony narodowców, a ruchy katolickie są słabe.
- A jaka jest reakcja na napływ towarów z Ameryki Południowej ?
- Drobni i średni wytwórcy protestują i … bankrutują. – stwierdził cynicznie Minion.
- A zwiększająca się liczba imigrantów nie wywołuje protestów, napięć ?
- Prawica organizuje manifestacje, ale rozganiamy ich pałkami a lewicowo-liberalne media przedstawiają ich jako faszystów, rasistów, ksenofobów.
- A te grudniowe zamieszki w Paryżu … na tym pogrzebie. Czy to nie zagrozi twojej pozycji, Eric ?
- To był pogrzeb działacza narodowo-katolickiego. Ktoś go zabił, a prawica nas o to oskarża. Paryska policja rozpędziła demonstrację a nasze media odpowiednio przedstawiły to wydarzenie … To był atak narodowców na policję pilnującą porządku. – Minion zaśmiał się szyderczo wypowiadając ostatnie zdanie.
- Czyli, budowa naszego europaństwa nie jest zagrożona ? – upewniał się kanclerz.
- Oczywiście, we Francji robimy to krok po kroku.
- To dobrze, ale te kroki musimy przyspieszyć. Nasza gospodarka jest w kryzysie, wasza też słabnie. Napięcia będą narastać i małe zamieszki mogą łatwo przerodzić się wielkie bunty nad którymi policja i służby mogą nie zapanować.
- Uważasz, Armin, że to konieczność ?
- Tak, nadchodzi najlepszy moment. Za rok-dwa sytuacja może się pogorszyć. Teraz, w kluczowych krajach zachodnioeuropejskich mamy wszystko pod kontrolą, ale trzeba całkowicie wyeliminować groźbę objęcia rządów narodowo-konserwatywnych w kluczowych państwach …
- We Francji na pewno do tego dojdzie. – prezydent Minion przerwał kanclerzowi.
- Jesteś tego pewien, Eric.
- Tak, Armin. – zapewnił Minion.
„Mam nadzieję, że się nie mylisz„ – pomyślał kanclerz Hacken.
- Niedawno rozmawiałem z premierami Hiszpanii i Włoch. Zapewnili mnie, że u nich sprawy idą dobrze. Premier Sancho utrzymał swoją pozycję dzięki głosom imigrantów i twardo utrzymuje kurs na centralizację Unii. Premier Spinelli trzyma się mocno, ma układ z Północą, a Południe jest właściwie spacyfikowane …
- Świetnie. – ucieszył się Minion.
… Tak, Europa Zachodnia jest pod naszą kontrolą i reszta mniejszych krajów podporządkuje się naszej, niemiecko-francuskiej dominacji, czyli zagłosuje za ostateczną centralizacją Unii … ale musimy także kontrolować Europę Wschodnią.
- Właśnie, Armin. Trzeba spacyfikować opornych.
- I to jest zadanie dla Niemiec, Eric.
Kanclerz wstał i podszedł do barku, gdzie kryły się bardzo dobre trunki.
Saint-Denis. 3 stycznia 2029.
W pokoju znajdowało się czterech oficerów. Generał, dwóch pułkowników i kapitan.
Generał Robert Pujol rozpoczął naradę. Naradę, która miała zdecydować o losach Francji na wiele następnych lat.
- Pułkowniku, możemy zaczynać. Proszę referować …
Przez godzinę trzech oficerów przedstawiało swoje raporty powstałe na podstawie wielomiesięcznych obserwacji różnych grup: producentów, handlowców, działaczy społecznych, środowisk katolickich, itp.
Gdy ostatni z oficerów zakończył odczyt, generał podsumował zebrane informacje:
- Jak wszyscy widzimy, to jest ostatni dzwonek alarmowy. Jeżeli, w ciągu nadchodzącego roku sytuacja nie zmieni się diametralnie, to po kadencji prezydenta Mioniona, prezydenta-uzurpatora, Francja stanie landem superpaństwa zarządzanego przez Berlin, w którym nadzorcami będą islamiści, a zyski z tego landu płynąć będą do kieszeni globalistów.
Wszyscy oficerowie zgodzili się ze słowami generała.
- Panowie, właściwie, to nie mamy wyboru. Musimy uratować ojczyznę. Dlatego, w dalszym ciągu macie monitorować sytuację i na swoich odcinkach czynić przygotowania do naszej operacji, która przywróci Francję na właściwe tory …
***
- Czy wszystko przebiega zgodnie z planem ? – spytał generał Pujol, gdy zostali sami w pokoju.
- Tak. Od roku mam wtyczkę w MSW, a w ostatnich tygodniach zdobyłem superważne informacje, ale muszę je ostatecznie potwierdzić. To będzie „bomba atomowa”. – odpowiedział pułkownik Bodmer.
- Naprawdę ?
Bodmer potwierdził ruchem głowy.
- Materiały dotyczące sfałszowania wyborów prezydenckich są również prawdziwe i dobrze ukryte. Wyciągniemy je w ustalonym terminie.
- Świetnie. Clement, czy jesteś przygotowany do rozmowy w Szwajcarii ? – spytał Pujol.
- Oczywiście, ale mam jeszcze coś bardzo ważnego, Robercie. – powiedział Bodmer.
- No, to mów, zamieniam się w słuch.
- Znalazłem człowieka … właściwie to sam się do mnie zgłosił … On opracował plan świetnej operacji, która idealnie współgra z naszą. Uważam nawet, że ona jest … niezbędna. Ten człowiek wymyślił coś, na co my nie wpadliśmy przez te wszystkie lata. Coś co było przed naszymi oczami, a czego nie zauważaliśmy.
- Co takiego wymyślił ? – spytał generał.
- Jeżeli ta operacja się powiedzie, to skończy się hegemonia Niemiec, skończy się uzależnienie Francji od Niemiec. To będzie wielki krok na drodze uratowania Europy.
- Szczegóły, Clement. Podaj w końcu szczegóły ...
***
Generał był pod dużym wrażeniem, tego co przekazał mu pułkownik.
- No, no … Coś takiego mógł wymyślić wariat albo desperat.
- Faktycznie, on jest zdeterminowany.
- Kto to jest ? Wygląda, jakby tę operację opracował jakiś wojskowy.
- Brawo, panie generale. – zaśmiał się pułkownik.
- Sprawdziłeś go ? Może to prowokator ? Może wpadli na nasz ślad ? – pytał zaniepokojony generał.
- Właściwie to nie musiałem go sprawdzać. Znamy go obaj.
- Tak … Kto to jest ?
- Wybacz Robert. Ten człowiek sam zgłosił się do mnie, teraz jestem … jego oficerem prowadzącym. Muszę chronić swojego człowieka.
- Rozumiem … Masz rację, bezpieczeństwo ponad wszystko. My tak wiele ryzykujemy, ale on ryzykuje życiem. Przecież jak go złapią podczas tej akcji to dostanie dożywocie, a Niemcy już się postarają, żeby krótko był żywy w więzieniu.
- Dlatego, tylko tobie, jako dowódcy naszej grupy, powiedziałem o tym człowieku i jego pomyśle. Czy zgadzasz się, żebym pomógł mu wykonać taką akcję, która walnie przyczyni się do naszego zwycięstwa ?
Generał Robert Pujol długo rozważał odpowiedź. Nic dziwnego, sprawa była bardzo poważna.
Minęły dwie minuty, potem kolejne dwie, aż w końcu generał powiedział:
- Zgadzam się, niech los mu sprzyja.
Rue de Cadette. Paryż. 4 stycznia 2029.
Przewodniczący zaczekał, aż wszyscy usiądą w fotelach.
- Możemy zaczynać, panie sekretarzu, proszę referować. – powiedział X.
- Jeżeli chodzi o pałac prezydencki, to tutaj wszystko jest pod naszą kontrolą. W pałacu i innych rezydencjach, prezydenta Miniona skutecznie nadzoruje jego żona…
Tutaj rozległy się ciche śmiechy.
… Jego sekretarz to nasz człowiek. Szef ochrony prezydenta jest ze starego rozdania, ale jego zastępca pracuje dla nas. Stopniowo, od wielu miesięcy, wypychamy na emeryturę starych funkcjonariuszy i zastępujemy ich ludźmi z naszych siatek islamistycznych.
- Czy to takie ważne ? – spytał Y.
- Tak. Klamka zapadła. Organizacja pana Sorocha i pozostałe organizacje niosące światło ludzkości, podjęły decyzję. Do końca roku 2032 ma powstać w Europie superpaństwo kontrolujące poddanych za pomocą systemu AI, z metropolią w Berlinie i islamską armią, która będzie na jego rozkazy …
Szmer zadowolenia przebiegł po sali.
… Europa ma pogrążyć się w kryzysie gospodarczym, ma zostać uzależniona od żywności z Ameryki Południowej, ma być zastraszona Rosją, oczywiście do czasu, ma być zapleczem taniej siły roboczej, obecnie białej, później kolorowej, dla mega-koncernów z Ameryki i Chin …
Zebrani pokiwali głowami z aprobatą.
… Dlatego musimy przyspieszyć działania, również na terenie Francji i tutaj wracamy do prezydenta Miniona. Islamska ochrona ma go chronić do końca kadencji, a tuż przed końcem urzędowania, prezydent i nasza większość w parlamencie, zatwierdzi pakiet ustaw, które wprowadzą Francję do superpaństwa. – zakończył sekretarz.
- A co z armią i służbami wojskowymi ? Czy nie będą nam przeszkadzać ? Czy nie dojdzie do buntu ? – padły pytania od uczestników narady.
- Na ten temat wypowie się nasz szef operacyjny. – powiedział przewodniczący X.
W zabrał głos:
- Tam nie mamy praktycznie żadnych wpływów i musimy czekać, aż odejdzie stara kadra. Wtedy, kariery zaczną robić ludzie przygotowani przez nasze organizacje. Musimy postępować bardzo ostrożnie …
- To zrozumiałe. – wtrącił X, a pozostali uczestnicy spotkania pokiwali głowami, zgadzając się w tej kwestii.
- Co do nastrojów w armii i jej postawy w razie poważnego kryzysu, to nie powodu do niepokoju. Nie mamy żadnych sygnałów o buntach czy spiskach. Zresztą, najważniejszy jest garnizon paryski, a tamtejsze dowództwo od zawsze jest lojalne wobec prezydenta oraz rządu i w razie poważnego kryzysu stanie po naszej stronie.
Nastąpiła krótka przerwa w zebraniu, po której X zadał następne pytanie szefowi operacyjnemu:
- Musimy teraz omówić to wydarzenie na cmentarzu Pere Lachaise… Co tam się właściwie stało ?
- Trzeba zacząć od tego, jak do tego doszło. Otóż, dwóch zaufanych ludzi naszego człowieka w strukturach wywiadu cywilnego aresztowało po cichu Andre Vignala. Wywieźli go do lasu samochodem z oznaczeniami MSW, tam mieli wyciągnąć od niego informacje na temat ruchu narodowego i organizacji katolickich … Niestety, przedobrzyli i on nie przeżył tego przesłuchania. Potem ciało zakopali w lesie pod Albi. Jakiś żandarm przypadkowo odkrył ciało, bo skojarzył las, samochód MSW i zaginionego Vignala. Nasz człowiek w MSW na szczęście usunął z raportu tego żandarma informację o tym samochodzie … A potem odbył się ten pogrzeb i demonstracja zakończona interwencją policji. – wyjaśnił szef operacyjny.
- Musimy podjąć takie działania, żeby ta sprawa nie urosła, żeby obrócić ją przeciwko środowiskom narodowo-katolickim. – odezwał się Z.
- Słusznie, trzeba ją zdusić w zarodku. To zadanie dla naszych mediów. – potwierdził X.
- Trzeba też lepiej przeprowadzać takie akcje. Czy chciałby pan coś dodać w tej kwestii. – do szefa operacyjnego zwrócił się z wyrzutem X.
W odpowiedział:
- Widzę tutaj dwa poważne błędy naszych ludzi. Po pierwsze do akcji użyli samochodu z oznaczeniami MSW, a po drugie zabili go i nic nie wyciągnęli.
- Czy ten nasz człowiek w MSW, który jest przełożonym tych ludzi, zawinił w tej sprawie ? – spytał Y.
- Ten porucznik nie popełnił błędu. Wydał im jasne instrukcje, to oni zawiedli. Cała trójka pracuje dla nas od lat i do tej pory nie było żadnych błędów.
- Kiedyś musiało się to wydarzyć. Co pan proponuje ? – X zwrócił się do szefa operacyjnego.
- Tych dwóch funkcjonariuszy trzeba odesłać gdzieś daleko od Paryża, a tego oficera też trzeba przesunąć do innej jednostki. Już podjąłem odpowiednie kroki w tej sprawie.
- Dobrze. To bardzo rozsądne rozwiązanie. – stwierdził z zadowoleniem przewodniczący X.
Neuchatel. 6 stycznia 2029.
Dwóch mężczyzn spotkało się nad brzegiem pięknego jeziora Neuchatel.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
Nastąpiła chwila milczenia, w czasie której obaj patrzyli na siebie uważnie. Potem ruszyli wolno promenadą, wzdłuż jeziora.
- Nasze dzisiejsze spotkanie oznacza, że to, co ustaliliśmy z generałem Pujolem wchodzi w fazę realizacji. Czy pan to potwierdza ? – zaczął generał „in spe”, Lee Wallace.
- Potwierdzam. Czy pan również potwierdza gotowość do współpracy ? – upewniał się pułkownik Clement Bodmer.
- Mam wszelkie pełnomocnictwa od Sekretarza Stanu. Z naszej strony, tylko on będzie wiedział o tej rozmowie. Proszę mówić. – powiedział Wallace.
- Jak już pan wie, nasza grupa dokona czegoś w rodzaju demokratycznego przewrotu politycznego we Francji i to całkowicie zmieni relacje francusko-niemieckie, a co za tym idzie, zmieni się sytuacja polityczna w Europie. Krótko mówiąc, reprezentujemy siły patriotyczne we Francji. Nie zgadzamy się na niemiecką dominację w Europie, na niszczenie gospodarki francuskiej przez globalistyczne organizacje, na islamizację Francji. Chcemy na partnerskich zasadach współpracować z obecnym, republikańskim rządem USA.
- Ale za obecną ekipą rządzącą w Stanach stoją przecież wielkie koncerny paliwowe i zbrojeniowe. Można rzec, firmy globalistyczne. Nie przeszkadza wam to ? – spytał Wallace.
- Nie. To prawda, że są to wielkie, amerykańskie koncerny, ale one chcą tylko zarabiać pieniądze. Natomiast prawdziwi globaliści pragną ludzi zniewolić. Dlatego rozmawiamy z wami, a nie z nimi. Bo oni są również wrogami Francji.
Generał Lee Wallace był pod wrażeniem tej odpowiedzi i po chwili spytał:
- Czy jesteście dobrze przygotowani do tej operacji ? Jak, realnie, ocenia pan, wasze szanse na zmianę władzy we Francji ? – spytał Wallace.
- Wiadomo, że zawsze jest ryzyko przy tego rodzaju operacjach. Nasza grupa jest mała, więc to zwiększa nasze bezpieczeństwo. Planujemy naszą akcję od wielu lat, bo wiemy, że za nami stanie większość Francuzów. Nasze szanse oceniam na 90 %.
- To dużo. Słucham zatem, jak mogę pomóc naszym przyszłym partnerom i sojusznikom ? – spytał Wallace.
- My, musimy zabezpieczyć nasze rodziny, w razie niepowodzenia … a także po udanej operacji. – odpowiedział Bodmer.
- Konkretnie, w jaki sposób ? – spytał Wallace.
- Punkt kulminacyjny akcji planujemy podczas wakacji, dlatego nasze rodziny wyjadą z Francji bez żadnych podejrzeń. Wyjadą do USA i tam zaczekają bezpiecznie na rozwój sytuacji.
- Dobrze, to możemy zapewnić bez problemów. – powiedział Wallace.
- Będę potrzebował dokładnych danych dotyczących tych ludzi …
Pułkownik Bodmer wyjął kartkę z kieszeni płaszcza i podał ją generałowi. Ten przeczytał pierwsze nazwiska i zareagował:
- Oo ! … Ale, to chyba nie są Francuzi ? … Po co wam informacje na temat tych osób ?
- Zamierzamy ich zniszczyć. – wyjaśnił krótko Bodmer.
Zdumiony Wallace milczał przez chwilę, a potem spytał:
- Jakie dane pan potrzebuje ?
- Chcę wiedzieć ile i od kogo te osoby wzięły pieniędzy oraz dla jakich służb lub organizacji pracują. – odpowiedział Bodmer.
- Dobrze, a co pan oferuje w zamian ? – uśmiechnął się chytrze Wallace.
Bodmer odwzajemnił uśmiech i wyjął dyskietkę, którą wręczył generałowi.
- Zbierałem te informacje przez wiele lat. To jest lista osób z najważniejszej organizacji Sorocha działającej na terenie Francji. Imiona, nazwiska, zdjęcia, funkcje i stanowiska, przepływy finansowe, dokonane przestępstwa oraz amerykańskie kontakty. Te dane na pewno pomogą wam w rozgrywce z globalistami.
Generał Wallace uśmiechnął się szeroko.
- Czym jeszcze mogę szanownemu panu służyć ?
- Musimy zebrać ekipę do tej akcji poza Francją. Nie wiem czy we Francji uda nam się zwerbować wystarczającą ilość ludzi, więc, w razie czego proszę o pomoc w tej sprawie. Druga kwestia, ta ekipa musi ćwiczyć w ustronnym, bezpiecznym miejscu, więc Francja odpada. – wyłożył sprawę Bodmer.
- Załatwione. – powiedział Wallace.
Berlin. 8 stycznia 2029.
Do gabinetu kanclerza Niemiec wszedł mężczyzna. Jego ruchy wskazywały na dużą pewność siebie. Podszedł do biurka i powiedział:
- Dzień dobry, panie kanclerzu. Pułkownik Oliver Rainer melduje się na rozkaz.
- Dzień dobry, proszę usiąść. – powiedział kanclerz Hacken.
Nowy szef wywiadu BND usiadł na wygodnym krześle i czekał na inicjatywę kanclerza Niemiec, swojego najwyższego przełożonego.
Ten przyglądał się uważnie pułkownikowi, jakby upewniając się, czy dokonał dobrego wyboru.
- Czy pan ma szczęście ?
Pytanie trochę zbiło z tropu Rainera.
- Nie rozumiem … panie kanclerzu ?
- Pytam nie bez przyczyny, bo pański poprzednik to chyba nie miał szczęścia ?
Pułkownik Rainer wrócił na właściwe tory:
- Przeprowadziliśmy wnikliwe śledztwo dotyczące wydarzeń w Trydencie. Śmierć pułkownika Ausheckera to był nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Amerykanie postanowili zlikwidować rosyjskiego ambasadora, niestety, w tym samym czasie w jego loży przebywał nasz szef wywiadu …
- Rozumiem – powiedział kanclerz – ale jest jeszcze ta druga sprawa …
- Tak, panie kanclerzu, wiemy już wszystko, oprócz prawdziwych personaliów. Polskie służby specjalne zorganizowały tę prowokację. Wynajęli artystów operowych, przekupili kogoś w Szwajcarii, podszyli się pod obsługę widowiska i zamieścili swój manifest …
- Zostały upokorzone Niemcy, został ośmieszony urząd kanclerski … Wstyd przed całą Europą, wstyd przed wszystkimi sojusznikami ! – zaperzył się kanclerz.
Pułkownik Rainer, nowy szef BND, milczał i słuchał.
- To jest skandal ! … Podludzie pozwalają sobie na takie rzeczy, bo jesteśmy zbyt pobłażliwi ! Nie możemy sobie pozwolić, żeby w przyszłości Polacy, czy ktokolwiek inny poważył się na podobną akcję ! …
Kanclerz wziął głęboki oddech i uspokoił się nieco.
… Dlatego przydzielam panu dodatkowe, specjalne zadanie. Ta dwójka Polaków ma żywa stanąć przed niemieckim sądem.
- Jak to, przecież prokuratura włoska umorzyła sprawę tego występu. Nie mamy nic na nich.
Kanclerz oblizał usta jak kobra na widok soczystego królika.
- Pana służby mają sprowadzić tych dwoje do Niemiec. Nasz sąd już podstawę prawną na nich znajdzie. Niech pan zleci to zadanie naszej tajnej komórce w Breslau. Podobno ten pupilek Ursuli … kapitan von Anhalt jest zdolnym oficerem. Niech się wykaże.
- Jawohl, mein kanzler !
Poitiers. 10 stycznia 2029.
Daniel Treville sprawdził czy na korytarzu nie ma nikogo z pracowników, po czym zamknął drzwi na klucz i usiadł naprzeciw swoich ukochanych dzieci.
- Czy domyślacie się dlaczego was wezwałem ?
Paula odezwała się pierwsza:
- Nie, ojcze, ale nasza rozmowa przez telefon bardzo mnie zaniepokoiła. Nigdy w ten sposób ze mną nie rozmawiałeś.
- To prawda, córeczko. Bo nigdy nie było takiej sytuacji jak dzisiaj. – odpowiedział Daniel Treville.
Paul milczał, patrząc uważnie na ojca.
- Nasza dzisiejsza rozmowa będzie dotyczyła przyszłości … moje kochane dzieci. Podjąłem decyzję dotyczącą mojej przyszłości, która będzie również dotyczyła waszej przyszłości. Nie mogę was do niczego zmusić, ale muszę wam opowiedzieć o moich zamiarach …
Paul wciąż milczał, ale Paula wtrąciła pytanie:
- Dlaczego musisz nam to powiedzieć ?
- Ponieważ to co zrobię, niestety, narazi was na duże niebezpieczeństwo …
- Ojcze ! – niemal krzyknęła Paula.
- Córeczko, pozwól mi dokończyć … Zrobiłem wszystko żeby zminimalizować to niebezpieczeństwo. Otóż, sprzedałem kawał naszej ziemi. Część z tych pieniędzy dołożyłem do oszczędności, które mieliśmy z Susanne. Podzieliłem to po równo i przelałem na wasze konta, które są poza zasięgiem władz francuskich …
- Ojcze ! – ponownie krzyknęła Paula.
… Córeczko … Pozostałe środki są niezbędne do zrealizowania mojego celu, czyli dokonania aktu sprawiedliwości …
- Ojcze … to brzmi strasznie. – tym razem cicho powiedziała Paula.
- Dla was nie będzie to straszne, jeżeli posłuchacie moich zaleceń. Dla mnie też już nic nie jest straszne, ale dla tych, których ukarzę … to będzie straszne. Moja decyzja jest nieodwołalna, bo oni nie zasługują na litość. – powiedział Daniel Treville patrząc gdzieś ponad głowami swoich dzieci.
- Ojcze, co takiego zamierzasz uczynić ? – spytał w końcu Paul.
Teraz Treville patrzył prosto w oczy syna.
- Jeżeli bez przeszkód wykonam swój plan, to pomogę uratować Francję … Po tym co zrobię … Oni będą chcieli się zemścić. Jeżeli dowiedzą się o mnie, to będziecie w dużym niebezpieczeństwie, przebywając tutaj, we Francji, w Europie …
Paula z rosnącym przerażeniem słuchała ojca, dłonią zakrywając usta.
… Dlatego, pieniądze dla was zdeponowałem w dalekim kraju, poza ich zasięgiem. Za trzy miesiące wyjedziecie z Francji, okrężną drogą do USA. Tam, będą czekały na was nowe paszporty. Będziecie pod dobrą opieką. Mam to zagwarantowane umową …
- Umową ? – przerwał pytaniem Paul.
- Tak, bez pomocy Amerykanów nie mógłbym wykonać swojego zamierzenia. Musiałem tak postąpić. W Ameryce będziecie bezpieczni.
- Ojcze, czy kiedykolwiek będziemy mogli wrócić do Francji ? – spytała Paula.
- Jestem przekonany, że tak. Francja musi się odmienić na lepsze.
- Ojcze, czy naprawdę chcesz to … zrobić ? – spytał Paul.
Daniel Treville milczał dłuższą chwilę, a potem odpowiedział:
- Zastanawiałem się nad tym długo … od dnia pogrzebu mamy … Te sku…ny muszą ponieść zasłużoną karę. Wiem, że mama na pewno by tego nie chciała, ty, córeczko, też nie, ale przyrzekłem sobie, że to wykonam … Wykonam na nich sprawiedliwy wyrok za Susanne. Równocześnie, będzie to z pożytkiem dla Francji.
- W takim razie … zrób to ojcze. – powiedział Paul.
Poitiers. 13 stycznia 2029.
Siedzieli w fotelach i w milczeniu popijali wino z kieliszków.
Pierwszy odezwał się Clement Bodmer:
- Doskonałe to czerwone wino.
- Prawda, że jest dobre.
Daniel Treville również pochwalił trunek ze swojej winnicy.
- Daniel, czy twoja decyzja jest ostateczna ? Mogę to jeszcze zatrzymać.
- Służyłem ojczyźnie będąc w armii, potem, przez wiele lat prowadziłem firmę na rodzinnych zasadach, tworzyłem miejsca pracy, uczciwie odprowadzałem podatki … I zostałem bankrutem … nie przez własną nieudolność, tylko przez samobójczą politykę francuskich rządów … Gdy zmarła moja ukochana żona wpadłem we wściekłość. Potem, otrzymałem wiadomość, że wkrótce dołączę do Susanne. Wtedy, moja wściekłość zamieniła się w zimną nienawiść i opracowałem plan tej akcji. Muszę ich ukarać i powstrzymać upadek Francji. Nie odpuszczę im …
- Czy zabezpieczyłeś przyszłość dzieci ?
- Oczywiście, ziemię przepisałem na nich, a wszystkie dokumenty potwierdzające ich prawo własności czekają na nich w odpowiedniej kancelarii we Francji. Na wypadek, gdyby notariusz okazał się nieuczciwy lub zastraszony przez niejawną organizację, to drugi komplet dokumentów spoczywa u innego notariusza, poza Francją. – wyjaśnił Treville.
- Dobrze, będziesz dowodził akcją. Jak sądzisz, ilu potrzeba nam ludzi ? – spytał Bodmer.
- Dwudziestu, no, minimum piętnastu.
- Mamy kilka miesięcy na rekrutację, ale to nie będzie takie proste. – stwierdził Bodmer.
- Oni muszą być przeszkoleni wojskowo i zdeterminowani. Takich będziesz szukał. I znajdziesz ich, zapewniam cię, Clement.
Artykuł chroniony jest Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
tag: Historia i Teraźniejszość


Komentarze
Pokaż komentarze