„ BURZA „
PROLOG
Strefa 51. Nevada. USA. 2 listopada 2028.
Tajna baza wojskowa.
Samochód zatrzymał się przed wejściem do hangaru oznaczonego symbolem TS 12.
Oficer w randze generała wysiadł z pojazdu i zaczął przeszukiwać kieszenie, a samochód zawrócił i odjechał.
Generał znalazł wreszcie to czego szukał, czyli specjalną przepustkę i ruszył sprężystym krokiem w kierunku wejścia, którego strzegło dwóch wartowników.
***
Kiedy zbliżył się do grupy oficerów na odległość dziesięciu kroków, zobaczył go jeden z nich i wystąpił dwa kroki do przodu.
Reszta oficerów odwróciła się w stronę generała i zasalutowała.
Ten, który zobaczył go pierwszy, również zasalutował i powiedział:
- Dzień dobry, generale West.
Generał zatrzymał się przed nimi, oddał salut i powiedział:
- Dzień dobry, pułkowniku Walsh. Witam, panowie … Walsh, co takiego ciekawego ma pan do pokazania. Czyżby UFO znowu wylądowało w USA ?
Pytanie generała Teda Westa wywołało ogólną wesołość.
- Nie, a skąd panu to przyszło do głowy ?
- Przecież jesteśmy w „strefie 51”, a tu podobno trzymacie … trzymamy latające talerze, ufoludki … no i Arkę Przymierza.
Słowa generała ponownie wywołały uśmiechy na twarzach oficerów.
- Nic z tych rzeczy. Za dużo filmów pan ogląda, generale.
Pułkownik spoważniał.
- Za pięć minut, zobaczycie panowie jedną z największych tajemnic naszej … i polskiej armii.
Oficerowie spoważnieli w szybkim tempie.
- Chodźmy do innej części hangaru, tam jest przygotowana specjalna makieta.
***
Wszyscy usiedli na wygodnych krzesłach. Przed nimi, na powierzchni o wymiarach 100 na 100 jardów, przygotowano trzy sektory z różnymi rodzajami podłoża. Od lewej: ziemia, błoto i piasek.
Na środku części błotnistej wmontowano zbiornik wody, którego tafla rozpostarta była około pół stopy poniżej błotnego podłoża.
Na końcu części piaszczystej ustawiono transporter opancerzony.
Pułkownik wydał komendę żołnierzom obsługującym pokaz.
Na część ziemną makiety weszło coś, co wyglądało jak kula szarego metalu o średnicy ponad pół jarda, z ośmioma metalowymi odnóżami, które łamały się w połowie swoich długości na specjalnych przegubach. Na górnej części okrągłego korpusu umieszczonych było osiem dużych diod, które wyraźnie odstawały od kulistej powierzchni, tworząc okrąg ośmiu „oczu” lustrujących cały widnokrąg.
Metalowy stwór, który wkroczył na ziemiste podłoże, podbiegł szybko na swoich metalowych kończynach na skraj makiety i zatrzymał się jakieś dziesięć jardów przed wojskowym audytorium.
Dwie z ośmiu diod zamigotało dwa razy czerwonymi światełkami, jakby mrugając do publiczności.
Pułkownik Walsh zobaczył sygnał od operatora i powiedział głośno do oficerów:
- Przed państwem … wspólne dzieło amerykańskich i polskich inżynierów wojskowych … Dron rozpoznawczo-dywersyjny … „Spider one” ! …
- Nazwa nie mogła być inna. Faktycznie, wygląda jak wielki, metalowy pająk. – pierwszy skomentował generał West.
- Co ta maszyna potrafi ?
- Jakie ma parametry ?
- Ile kosztuje ?
Oficerowie zasypali pułkownika gradem pytań.
Pułkownik powiedział spokojnym tonem:
- Odpowiem na wszystkie pytania, ale po kolei, w trakcie pokazu.
Następnie dał ręką sygnał operatorowi drona i zwrócił się do oficerów:
- Zatem, proszę oglądać i pytać.
Dron „Spider one” ruszył żwawo po ziemnej części makiety.
- Prędkość … jaką ma prędkość ?
- Jego prędkość, w zależności od rodzaju terenu, waha się od 3 do 5 mil na godzinę. – odpowiedział pułkownik Walsh.
Dron-pająk biegał po ziemnym podłożu, wykonując przy tym wszelkiego rodzaju zwroty. Widać było, że operator drona bardzo sprawnie posługuje się kontrolerem.
„Spider one” przebiegł na środkową część makiety i tam zaczął biegać, oczywiście wolniej niż po ziemi.
- Ile waży ?
- Powyżej 10 funtów. – pułkownik odpowiedział na następne pytanie.
Dron pokonywał błotniste podłoże bardzo sprawnie, zanurzając swoje kończyny zaledwie do poziomu jednej trzeciej wysokości.
- Proszę zwrócić uwagę, że tutaj porusza się wolniej niż po ziemi, ale za to szybciej niż człowiek w takich warunkach. – powiedział głośno pułkownik, a pozostali oglądający pokiwali głowami.
- Jaki ma zasięg sterowania ?
- Na odkrytym terenie do 10 mil, a minimalny, gwarantowany zasięg, to 2 mile.
W pewnym momencie dron zatrzymał się przed małym zbiornikiem wodnym. Po chwili ruszył śmiało w kierunku zbiornika i zniknął pod wodą, ale po krótkim czasie wyszedł z wody i pojawił się po drugiej stronie zbiornika.
- Jak widać, nasz pająk nie boi się wody. Oczywiście, korpus i odnóża pokryte są warstwą antykorozyjną. – pułkownik głośno wymieniał zalety drona.
Oficerowie oglądali pokaz z wielkim zainteresowaniem, a pułkownik Walsh dał kolejny sygnał operatorowi i dron-pająk przeszedł na piaszczystą część makiety.
- Proszę zwrócić uwagę, nasz dron porusza się po piasku szybciej niż po błocie i w krótkim czasie dogoni człowieka. – komentował pułkownik, a reszta oficerów potrząsała głowami z uznaniem.
„Spider one” zawrócił na skraj makiety i stanął nieruchomo. Wtedy podbiegł do niego jeden z żołnierzy obsługujący pokaz i do spodu korpusu przymocował nieduży ładunek, a potem ręką dał znak operatorowi i pobiegł na bok.
Dron ruszył po piasku w kierunku transportera znajdującego się na drugim krańcu makiety.
- Teraz będzie akcja dywersyjna. – powiedział pułkownik.
Dron szybko dotarł do pojazdu i wszedł pod jego spód.
Pułkownik dał sygnał operatorowi i powiedział do widowni:
- Uwaga, będzie … bum.
Za chwilę doszło do eksplozji i z transportera niewiele zostało. Oficerowie pokiwali z uznaniem głowami, a pułkownik skomentował:
- Nasz dron właśnie wykonał samobójczą misję … ale mamy ich więcej.
Na znak pułkownika przed audytorium pojawił się nowy „Spider one” z nowym operatorem.
- Nasz dzisiejszy bohater, jak widzicie panowie, ma osiem sztuk oczu, czyli osiem kamer w jakości 4 K, które prawie „na żywo” przesyłają obraz do kontrolera obsługiwanego przez operatora, który steruje naszym pająkiem i może dowolnie wybierać obraz z poszczególnych kamer.
Oficerowie w skupieniu słuchali opisu najważniejszych danych dotyczących drona, a pułkownik kontynuował:
- Nieprzerwany czas pracy wynosi 200 godzin, jest odporny na ekstremalne warunki atmosferyczne i udźwignie ładunek wielkości swojej wagi … Panowie, wasze zadanie to pomyśleć jak wykorzystać naszego pająka na polu walki.
Rozdział I
„ OFIARA „
Okolice Albi, niedaleko Tuluzy. Francja. 3 listopada 2028.
Mężczyzna zatrzymał auto i wyłączył silnik. Samochód terenowy z rejestracją MSW, po zjechaniu z drogi pożarowej, stał teraz w środku lasu na dużej polanie.
- Basam, sprawdź czy jest bezpiecznie. – powiedział kierowca do pasażera z przodu.
Pasażer szybko wyskoczył na zewnątrz i dwie minuty penetrował okolicę. Gdy wrócił, powiedział:
- Jesteśmy sami, Galib.
- Dobra, bierzemy się za niego.
Obaj przeszli na tylne siedzenie, a tam leżał mężczyzna ze związanymi z tyłu rękami i ciemnym worku nałożonym na głowę.
Ustawili go do pozycji siedzącej, zdjęli worek i zdarli taśmę z jego ust.
- To jest skandal ! … Nie macie prawa mnie tak traktować ! … Złożę skargę na policji i do sądu ! …
- To my jesteśmy policja. – przerwał mu szyderczym tonem Galib.
- Policja !? … Chyba polityczna !
Skrępowany mężczyzna otrzymał uderzenie w twarz.
- Zamknij się i posłuchaj … psie ! … Jesteśmy ze służb i tropimy takich jak ty, ekstremistów !
- Ekstremistów ? …
Do związanego dotarło to, że obaj policjanci mają śniady kolor skóry.
- Tak, ty … należysz do Zjednoczenia Narodowego i Straży Katolickiej, która ochrania niebezpieczną dla państwa ideologię. – wyjaśniał Basam.
- Niebezpieczną ideologię ? …
- Tak, organizujecie potajemnie msze, ochraniacie kościoły, wydajecie czasopisma, urządzacie demonstracje i wiece, jesteście aktywni w internecie … Jesteście wrogami laickiego państwa. – teraz wyjaśniał Galib.
- Wrogami ? …
- Tak, chrześcijaństwo jest wrogiem dla laickiego państwa, bo …
Tutaj Basam przerwał, ledwo powstrzymując się od śmiechu, ale dokończył znaną, komunistyczną formułkę:
… Przeciwstawiacie się nowoczesności, postępowi, humanizmowi … ale, krok po kroku, zrobimy z wami porządek.
- Porządek ? …
- Tak, wyłapiemy was wszystkich, a potem wolne i niezawisłe sądy dadzą wam długie wyroki. – tym razem Galib wypowiedział inną znaną formułkę, z trudem powstrzymując wybuch śmiechu.
- Wyroki ? … Za co ? … Przecież nie jesteśmy przestępcami …
- Jak już będziecie w areszcie, to podstawa prawna się znajdzie, a odpowiednie dowody są już przygotowane. – wyraźne szyderstwo zabrzmiało w ustach Galiba.
Mężczyzna dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że porywacze kpią sobie z niego w żywe oczy.
- Co !? … Straszycie mnie, Francuza ! … Natychmiast mnie odwieźcie do miasta i uwolnijcie ! … A potem wracajcie do Afryki ! …
Związany mężczyzna dostał ponownie cios w twarz.
- Bydlaki ! …
Po krótkiej chwili, Basam zaczął na poważnie:
- Dobra, a teraz powiesz nam wszystko. Nazwiska, adresy, terminy i miejsca spotkań …
- Nic wam nie powiem ! … Staniecie przed sądem ! … Natychmiast zaw…
Kolejny cios pięścią w twarz przerwał słowa protestu.
- Powiesz … powiesz. – powiedział Basam wyciągając nóż.
***
Znużenie po całym dniu pracy dawało coraz bardziej do zrozumienia, że pora na odpoczynek.
Auto wjechało w odcinek drogi, który wiódł przez las.
„Jeszcze kilkanaście kilometrów i będę w domu. Potem kolacja, prysznic i łóżko.” – planował w myślach kierujący pojazdem.
Zwolnił trochę, bo było już po zmierzchu, a las to jednak …las. Nie wiadomo co może wyskoczyć na drogę.
Po dwóch kilometrach ostrożnej jazdy zobaczył z lewej strony drogi, przebijające się przez drzewa światła samochodowe.
Jakiś pojazd jechał ze środka lasu w kierunku drogi, którą on podążał.
Zwolnił jeszcze bardziej, bo chciał minąć wyjeżdżający z lasu samochód kiedy będzie on wjeżdżał na główną drogę.
Dlaczego tak postanowił ? Bo tak nakazało mu doświadczenie zawodowe.
Dobrze ocenił sytuację i w pewnym momencie zobaczył przez przednią szybę jak samochód terenowy wyjeżdża z leśnej drogi po jego lewej stronie i mija go jadąc w przeciwnym kierunku.
Wracający ze służby żandarm drogowy Leroy Decent nie zapamiętał numeru rejestracyjnego, ale zapamiętał dzień, godzinę i to, że samochód miał oznaczenia MSW z Paryża.
Bordeaux. Francja. 4 listopada 2028.
Ciemnoniebieski renault zatrzymał się przed dużą, metalową bramą, która zagradzała wjazd do posiadłości położonej na południowym krańcu miasta.
Po dziesięciu sekundach brama przesunęła się otwierając drogę na teren posiadłości. Renault ruszył w stronę dużej willi z piękną, żółtą elewacją.
***
Kiedy wszedł na piętro od razu zobaczył gospodarza, który stał przed drzwiami do dużego salonu, czekając na ostatniego gościa.
- Dobry wieczór, panie Legrand. – powiedział gość.
- Witam, panie Treville. – powiedział gospodarz.
Legrand otworzył drzwi i ruchem ręki zaprosił gościa do środka.
***
Michael Legrand słuchał uważnie do momentu, aż szósty zaproszony zakończył wygłaszanie raportu na temat stanu swoich interesów, odczekał chwilę, aż siedem par oczu skupiło się na jego sylwetce i zaczął przemowę:
- Jak sami panowie widzicie, na przestrzeni ostatnich dwóch lat, po wejściu w życie umowy Mercosur … nielegalnej umowy … nasze dochody skurczyły się od 70 do ponad 90 procent. Krótko mówiąc, te wyniki to katastrofa …
Sześć głów pokiwało energicznie i westchnęło ze smutkiem, potwierdzając słowa gospodarza, a siódma głowa przyglądała się temu w milczeniu.
… Jeżeli sytuacja nie zmieni się diametralnie, i to natychmiast, to w ciągu następnych dwóch lat zostaniemy bankrutami, potem, w szybkim tempie uszczuplone majątki zaczną topnieć, aż na końcu, zostaniemy bez niczego.
Legrand zakończył podsumowanie i zapadła bardzo długa chwila grobowej ciszy.
- Musimy coś ustalić, coś zrobić, podjąć jakieś działania … Inaczej będzie po nas. – powiedział ponurym tonem gospodarz.
Po dłuższej chwili, uczestnicy narady zaczęli wygłaszać swoje pomysły:
… musimy założyć związki zawodowe …
… trzeba nieustannie protestować …
… zablokować prezydenta i rząd …
… przygotujmy odpowiedni projekt ustawy i opłaćmy odpowiednią liczbę parlamentarzystów …
… trzeba zastrzelić prezydenta i wybrać nowego, który będzie reprezentował francuskie interesy …
Legrand milczał i słuchał propozycji zdesperowanych producentów wina i wyrobów mleczarskich.
Szczególnie spodobała mu się ta ostatnia propozycja, szkoda tylko, że mało realna do przeprowadzenia.
Kiedy pomysły zebranych wyczerpały się, gospodarz podsumował:
- Drodzy panowie, wszystkie wasze propozycje są godne uwagi, ale nawet likwidacja prezydenta może nie polepszyć naszej sytuacji …
Legrand zrobił krótką przerwę, a Treville wciąż zastanawiał się dlaczego jedyny milczący gość pana Legranda wydaje mu się znajomy.
… Właściwie, to mamy dwa wyjścia. Zakończyć działalność gospodarczą już teraz i ocalić nasze obecne majątki. Drugie wyjście, to zaczekać na zmianę władzy we Francji. Może ta następna zacznie dbać o francuskie interesy. Może …
- Nie przetrwamy do końca kadencji Miniona, to jeszcze 4 lata ! – krzyknął jeden z uczestników zebrania.
- Właśnie, dlatego mam dwie propozycje. Po pierwsze zorganizować się w spółdzielnie na małych lub większych obszarach. W ramach tych spółdzielni utworzyć fundusz ze składek członkowskich, który w sytuacjach krytycznych, pokrywałby bieżące rachunki, tak, żeby nie zamykać naszych działalności. Równolegle kupować jak najwięcej produkcji od pozostałych członków spółdzielni. Inaczej mówiąc: producent wina, jego rodzina, pracownicy, znajomi, kupowaliby mięso, sery, mleko od producentów tych produktów, w ramach naszej spółdzielni.
Legrand spojrzał po sali i zobaczył skupione na nim spojrzenia.
- Po drugie, zorganizować w internecie oddolną i zmasowaną akcję promocji francuskich towarów i usług. Równolegle przeprowadzić akcję namawiającą Francuzów do bojkotu towarów pochodzących z Mercosuru. – dokończył gospodarz.
Zgromadzeni przy stole zaczęli głośno komentować słowa Legranda. I na ogół pozytywnie.
Zebranie potrwało jeszcze niecałe dziesięć minut, a potem uczestnicy zaczęli opuszczać salon.
Po pewnym czasie w salonie został gospodarz, Treville i jedyny uczestnik, który w trakcie zebrania nie zabierał głosu.
Zaczął gospodarz:
- Poznajcie się panowie, pan Daniel Treville … pan Clement Bodmer.
- Miło mi poznać. – powiedział Treville, potem jakby się zamyślił i dodał:
- Jestem pewien, że już się spotkaliśmy.
- Zgadza się … panie kapitanie. Garnizon Naterre pod Paryżem. Widziałem pana kilka razy, jako młody oficer. Pan wkrótce potem odszedł z armii, a ja jestem w niej cały czas. – powiedział Bodmer.
- Tak, a jaki ma pan stopień ? – spytał trochę zaskoczony Treville.
- Jestem pułkownikiem.
- O !? Tak wysoka szarża, a przecież pan nie przekroczył chyba czterdziestki ?
Legrand przysłuchiwał się tej rozmowie z zainteresowaniem.
- Widocznie jestem utalentowany. – odpowiedział Bodmer i roześmiał się, a po nim Legrand i Treville.
Daniel Treville był coraz bardziej zainteresowany rozmową i drążył dalej:
- W jakiej formacji pan służy ?
- Jestem pułkownikiem wywiadu.
Odpowiedź oficera bardzo zaskoczyła Treville`a, ale nie zaskoczyła Legranda.
- O !? A, co wysoki oficer wywiadu robi na zebraniu bankrutujących producentów wina i sera ? – spytał Treville.
- Chciałem się dowiedzieć z pierwszej ręki, jak wygląda sytuacja wśród wytwórców średniego szczebla. – próbował obrócić to w żart Bodmer.
- To wywiad … wojskowy interesuje się takim sprawami ? – Treville był poważny.
- Wywiad ma rozmaite zadania. – wymijająco odpowiedział Bodmer.
- Tak … zapewne. – jakby zamyślony, skomentował Treville.
Tutaj wtrącił się gospodarz:
- Bardzo się cieszę, że panowie się … ponownie poznali.
- Niezmiernie miło, było pana ponownie spotkać. – powiedział pułkownik Bodmer.
- Mnie również, to była bardzo interesująca rozmowa, panie pułkowniku. – równie kurtuazyjnym tonem powiedział Treville.
Potem, gospodarz odprowadził do drzwi swoich ostatnich gości.
***
Komórka zaczęła wibrować i wydawać dźwięki. Podniósł telefon nie przerywając prowadzenia samochodu. Odebrał.
- Tak, kochanie … Co się dzieje !? …
Po dziesięciu sekundach przerwał połączenie, rzucił telefon na siedzenie pasażera i dodał gazu.
Paryż. Francja. 6 listopada 2028.
Siedziba MSW.
Mężczyzna przekręcił kluczem w drzwiach, wolnym krokiem podszedł do biurka i usiadł na fotelu.
- Co tam się właściwie stało ? – zadał pytanie porucznik wywiadu cywilnego, Maurice Asassinel.
Dwaj funkcjonariusze siedzący na krzesłach, zaczęli się wiercić, przewracać oczami i chrząkać, aż porucznik powtórzył pytanie:
- Co tam się stało ?
Drugi funkcjonariusz zaczął niepewnie:
- Kam … Panie poruczniku … zgodnie z poleceniem aresztowaliśmy go po cichu, pojechaliśmy w ustronne miejsce, do lasu, przystąpiliśmy do przesłuchania … ale zatrzymany był agresywny, arogancki, bezczelny …krótko mówiąc, nie chciał współpracować z organami bezpieczeństwa …
- Więc, przycisnęliśmy go mocniej, ale dalej stawiał opór … nie chciał nic powiedzieć, przycisnąłem go jeszcze mocniej, ale … nie wytrzymał. – zakończył Basam.
- Wykończyłeś go, tak ? – upewniał się porucznik.
- Tak. – powiedział Basam.
- Uparty był … pies niewierny. – syknął drugi funkcjonariusz Galib.
Asassinel milczał ponad minutę, analizując zaistniałą sytuację, a potem powiedział do swoich braci-podwładnych:
- Popełniliście duży błąd. Mieliście od niego wyciągnąć informacje, które pogrążyłyby go jeszcze bardziej przed sądem, a nam dostarczyły kolejnych tropów, ale on miał przeżyć.
- Wiemy … Kamal … ale oprócz naszej trójki nikt o tym się nie dowie. Ciało ukryliśmy dobrze, nie ma żadnych świadków. – powiedział Galib.
- Allah czuwał nad nami. – dodał Basam.
Porucznik Kamal-Asassinel milczeniem przyjął słowa Galiba.
Poitiers. Francja. 10 listopada 2028.
Katedra Saint-Pierre.
Po zakończeniu mszy żałobnej grupa kilkudziesięciu osób opuściła gotycką katedrę i rozeszła się do zaparkowanych niedaleko świątyni aut.
Dwoje młodych ludzi znalazło się przy swoim samochodzie.
Kiedy usiedli w fotelach kobieta zaczęła szlochać. Mężczyzna objął ramieniem kobietę i przytulił. Postanowił odczekać w milczeniu najtrudniejszy moment.
Minęła minuta, potem druga. Kobieta uspokoiła się, a mężczyzna wyciągnął chusteczki ze schowka i podał jej do ręki.
- Dlaczego ojca nie było na mszy ? – spytała kobieta.
- Bo tato jest niewierzący. – odpowiedział mężczyzna.
Długa chwila milczenia.
- Dlaczego ? … Dlaczego, do tego doszło ? … Dlaczego, Paul ?
Mężczyzna milczał jeszcze przez chwilę, a potem cicho odpowiedział:
- To był straszny cios dla mamy … nasza rodzina straciła trzy czwarte majątku … jeszcze ten kredyt … a mama zawsze miała słabe serce.
- Dlaczego ? … Przecież pieniądze nie są najważniejsze … Przecież my jesteśmy samodzielni, dobrze dajemy sobie radę … Dlaczego ?
- Paula, nie rozumiesz tego. Nasi rodzice odziedziczyli majątek po przodkach, który powiększyli i chcieli przekazać swoim wnukom. Nasz rodzinny interes przetrwał czasy rewolucyjnych grabieży, przetrwał dwie wojny … ale nie przetrwał unijnych porządków !
- Jak to ? – spytała Paula.
- Ten kurdupel na koturnach i jego rząd, oszukał wyborców i ugiął się przed niemiecką Komisją Europejską … Odkąd na terenie Francji obowiązuje umowa Mercosur, to wielkie koncerny systematycznie wykańczają drobnych i średnich wytwórców płodów rolnych, wina, słodyczy i wielu innych branż, sprowadzając masę towarów z Ameryki Południowej … Teraz padło na nas i mama tego nie przeżyła …
- Dlaczego ? … Dlaczego oni to robią ? – ponownie spytała Paula.
- Bo to chciwe skur…ny siedzące w kieszeniach globalistów. – zakończył cicho Paul i odpalił silnik.
***
Podczas ceremonii pogrzebowej Paula Treville płakała i ledwo stała na nogach, podtrzymywana ramieniem brata, natomiast Daniel Treville milczał, skupiając wzrok na trumnie, w której leżała jego ukochana żona, Suzanne.
Gdy trumna została złożona do grobu, łzy bezsilności i ogromnego żalu popłynęły po policzkach Daniela Treville`a.
Poitiers. 11 listopada 2028.
Daniel Treville siedział w wygodnym fotelu.
Na stoliku, w zasięgu ręki, miał pięć butelek wina ze swojej winnicy. Dwie i pół butelki zostało opróżnione.
Obok butelek leżały również wyniki badań jakie nadeszły z Kliniki Onkologicznej w Nantes. Do wyników dołączona została opinia dwóch profesorów medycyny.
Wyniki przeczytał dwa razy, a opinie profesorów cztery razy. Opinie były właściwie jednakowe … i jednoznaczne.
Po napoczęciu piątej butelki, Daniel Treville usnął.
***
Obudził się po czterech godzinach. Wstał gwałtownie z fotela i mało nie usiadł z powrotem. Zakręciło mu się w głowie, ale utrzymał pozycję.
Podszedł do okna, uchylił zasłonę i otworzył okno.
Nastał już nowy dzień. I był to pierwszy dzień jego nowego życia.
Na początku była wściekłość …
***
Chodził po gabinecie przez długie minuty, wypalił dwa papierosy i z każdym krokiem trzeźwiał. Potem zatrzymał się znowu przy oknie, patrzył i intensywnie myślał.
Trwał tak kilka minut, następnie odpalił komputer i zaczął wyszukiwać interesujące go informacje, robiąc przy tym odręczne notatki …
Artykuł jest chroniony Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
tag: Historia i Teraźniejszość
nowe technologie


Komentarze
Pokaż komentarze (2)