wrocman wrocman
48
BLOG

Opowiadanie ( 24 )

wrocman wrocman Polityka Obserwuj notkę 2

                                                               „ BURZA „


Rozdział II

                                                               „ ISKRA „


Albi. 13 listopada 2028.


Trójka dzieci i towarzyszący im duży, włochaty pies rasy nieokreślonej, przemierzali las, idąc wolno leśną drogą.

- Francois, pamiętaj, jak się dzisiaj spóźnimy na obiad, to ojciec da nam szlaban na cały tydzień. – siostra apelowała do rozsądku brata.

- Pamiętam, pamiętam. Już niedaleko jest ta brzozowa polana, tam na pewno znajdziemy trochę grzybów. – uspokajał siostrę Francois.

- Ja potrzebuję kwiatki dla babci. Dzisiaj są jej urodziny. – powiedziała Jacinthe.

- Nie martw się Jacinthe, jak wrócimy do miasta to zajdziemy do kwiaciarni. – pocieszała przyjaciółkę, Lucia.

Szli przez kilka minut w milczeniu, a włochaty czworonóg przemieszczał się zgrabnie pomiędzy nimi.

- To już blisko. – zachęcał Francois.

Chwilę po tych słowach, pies zesztywniał na trzy sekundy, potem zamachał ogonem i wyrwał do przodu jak chart na wyścigach.

- Co mu się stało ? – zaniepokoiła się Lucia.

- Pewnie wyczuł jakieś zwierzę … zresztą, Moppi zna to miejsce. – powiedział Francois.

Po trzech minutach trójka dzieci dotarła do polany otoczonej głównie brzozami, a tam buszował już ich czworonożny przyjaciel.

Rozpoczęli zbieranie grzybów, skupiając uwagę na ściółce. Polana miała sporą powierzchnię, więc było dużo terenu do przeszukiwania.

Dzieci rozproszyły się i w milczeniu zabrały się do roboty. Po dwudziestu minutach ciszę przerwał okrzyk zachwytu, który wydała Lucia.

- Hej ! … Zobaczcie, tutaj są kwiaty … jakie ładne !

Kiedy Jacinthe i Francois przybiegli w miejsce skąd dobiegał głos Lucii, zobaczyli tak jak ona, niezwykły widok.

Lucia stała dwa metry od pięciu brzózek. Na jednej z nich na wysokości około metra, z pnia wyrastały trzy piękne, czerwone róże.

Moppi położył się na trawie, kilka metrów przed brzózkami i przyglądał się trójce dzieci.

Widok był to zadziwiający, dla każdego.

- No … są bardzo ładne. To róże. – powiedziała Jacinthe.

- Hmm … ale o tej porze roku ? … I do tego rosną na brzozie … Dziwne. – zastanawiał się głośno Francois.

- Nieważne, masz kłopot z głowy, Jacinthe. – rezolutnie stwierdziła Lucia.

- Tak … tak, nie będę musiała iść do kwiaciarni. – powiedziała zadowolona Jacinthe.

- Dobra, zabierz te kwiatki i wracamy, po drodze wstąpimy do babci. – zarządził Francois.

Dzieci opuściły polanę z niewielką ilością grzybów, ale Jacinthe była zadowolona, trzymając w ręku trzy ładne róże.    



14 listopada 2028.


Media globalistyczne we Francji donoszą:


… paryski sąd wydał wyrok na grupę ekstremistów narodowo-katolickich …

… oskarżeni byli o: mowę nienawiści, rasizm, brak tolerancji religijnej, zakłócanie ruchu modlitwą w miejscach publicznych …

… sąd nie miał żadnych wątpliwości, co do winy oskarżonych …

… zapadły surowe, wieloletnie wyroki …

… w laickiej, nowoczesnej i europejskiej Francji, nie może być miejsca dla ciemnoty, zabobonów i szowinizmu religijnego …



Albi. 16 listopada 2028.


Szedł długo leśną drogą i chwilami nachodziły go myśli, że coś pokręcił, bo nigdzie nie było śladu tej brzozowej polany, o której się tyle nasłuchał w mieście.

Wreszcie trafił na dużą polanę, której obrzeża zdominowały drzewa brzozowe.

„To tutaj.” – zawyrokował.

Wolnym krokiem zaczął ją obchodzić, ale nie szukał grzybów, tylko skupił się na drzewach.

Po dziesięciu minutach zatrzymał się przed niedużym skupiskiem brzózek. Widok który ujrzał był zadziwiający. Z pnia jednej z tych brzóz, na wysokości około jednego metra, wyrastały trzy róże, o soczyście czerwonych płatkach.

„Nieprawdopodobne … a jednak prawdziwe.” – ze zdumieniem pomyślał żandarm.

Ruszył w kierunku brzozy, na której wyrosły piękne, czerwone róże.

Zrobił dwa kroki i … prawa noga zapadła się w miękkiej ziemi, jakieś dwa metry przed tą niezwykłą brzozą.

Wyciągnął nogę i spojrzał na pobrudzoną nogawkę, aż 20 centymetrów powyżej kostki.

„Cholera … ale skąd tutaj taka świeża ziemia.” – pomyślał żandarm.

Zawodowa dociekliwość zwyciężyła. Po minucie znalazł w pobliżu kawał grubego patyka, wrócił do miejsca, w którym zapadła się jego noga i zaczął energicznie grzebać w ziemi.

Po kilku minutach grzebania natrafił na coś twardego, co stawiało opór patykowi. Jeszcze minuta grzebania i jego oczom pokazała się … ludzka dłoń. 



Waszyngton. USA. 17 listopada 2028.


- Dzień dobry, panie sekretarzu. – powiedział Lee Wallace, kiedy zbliżył się do Sekretarza Stanu.

- Witam, panie … generale. – przywitał się Titus Roseman.

- Generale ? – w tym pytaniu zawarta była niepewność, za którą kryła się radość.

- A tak, ojczyzna docenia awansem pana zasługi. – Roseman rozwiał wszelkie wątpliwości.

- Dziękuję … jestem dumny. – powiedział siląc się na spokojny ton pułkownik, a właściwie już generał Lee Wallace.

- Wiem … i szczerze gratuluję … ale oficjalnie zostanie to podane do wiadomości przez armię dopiero za pół roku.

- Chodzi o to, żeby nikt nie skojarzył awansu z naszą akcją w Trydencie ? - spytał Wallace.

- Dokładnie tak … panie generale. Jutro wraca pan do Europy, żeby pełnić tam służbę jeszcze około pół roku, a potem spokojnie wróci pan do Stanów i urządzi imprezę z okazji awansu.

- Mam dopilnować naszą operację ? – spytał Wallace.

- Dokładnie. Teraz, kiedy nasz amerykański kandydat wygrał wybory z tą komunistką … Occasio Kortez, mamy cztery lata na dokończenie naszego strategicznego celu w Europie. Jestem właśnie po rozmowie z przyszłym Sekretarzem Stanu. Prezydent elekt jest bardzo dobrym człowiekiem i mówcą, który powinien wygrać także kolejną kadencję. Będziemy go chronić jak oka w głowie, bo musimy odbudować Amerykę i umocnić ją na szczycie.

Roseman przerwał na chwilę i przyglądał się Wallace`owi, który słuchał uważnie Sekretarza Stanu.

- Oczywiście, globaliści wspólnie z Chinami nie odpuszczą i czeka nas w Stanach mordercza przeprawa, ale zrobimy wszystko, żeby ocalić Amerykę … i przy okazji resztę świata. Do tego niezbędni nam będą sojusznicy, także w Europie. Pan przygotował założenia do operacji „Śródziemie”, pan przeprowadził pierwszą fazę i pan będzie przez pewien okres czasu nadzorował kolejną fazę tej operacji.

- Rozumiem, czyli mam przygotować grupę, która poprowadzi to dalej ? – spytał Wallace. 

- Tak, to ostatnie zadanie w Europie jakie będzie pan miał do wykonania. Bardzo ważne zadanie. Właśnie dlatego wezwałem pana tylko na jeden dzień, żeby w cztery oczy porozmawiać na ten temat. – potwierdził Roseman.

- Koordynatora już wytypowałem, a także mam gotowych kilku oficerów, którzy mogą działać od jutra.

- Świetnie, ma pan wolną rękę w doborze ludzi. – Sekretarz Stanu był zadowolony.

- Rozumiem, że tylko mój następca ma być wtajemniczony w plan całej operacji, a pozostali agenci będą wykonywać zadania na ściśle określonych odcinkach ? – upewniał się Wallace.

- Dokładnie tak, panie generale. A teraz, proszę zreferować jak wygląda stan naszej gry na dzień dzisiejszy …

  


Nanterre. Francja. 24 listopada 2028.


Pułkownik Bodmer skończył pisać tekst. Zapisał na dysku, nadał tytuł i umieścił w odpowiednim folderze.

Przymknął powieki, oparł głowę na łokciach i przestał myśleć.

Trwał kilka minut w takiej pozycji, następnie rozłożył się wygodnie na fotelu odchylając głowę poza oparcie.

W stanie odprężenia pozostawał przez kolejnych dziesięć minut.


                                                                      ***


Ocknął się z lekkiej drzemki i przeciągnął. 

Postanowił przeglądnąć główne portale internetowe. Po czterech minutach natrafił na artykuł, który od początku go zainteresował.

… pogłoski na temat dziwnego zjawiska przyrodniczego …

… las koło Albi, niedaleko Tuluzy, odkrywa swoją mroczną tajemnicę …

… żandarm odkrywa przypadkowo ciało mężczyzny, prawdopodobnie zamordowanego …

… wkrótce dojdzie do sekcji zwłok, która ustali tożsamość ofiary …


   

Pustynia Błędowska. Polska. 6 grudnia 2028.

Tajny poligon wojskowy.


Grupa oficerów usiadła na wygodnych krzesłach, umieszczonych na podwyższeniu prowizorycznej trybuny osłoniętej siatką maskującą.

Siedzący mieli dobry widok na makietę z kilkoma rodzajami podłoża, która również była zakryta maskowaniem zawieszonym na dwudziestu stalowych palach.

Pułkownik Dobromirski przyglądał się przez kilkanaście sekund tej niewielkiej widowni, a potem powiedział:

- Panowie oficerowie, to, co za chwilę zobaczycie, jest tylko dla waszych oczu. To obecnie jedna z największych tajemnic naszej armii. 

Pułkownik wymienił krótkie spojrzenia ze wszystkimi na trybunie.

- Zatem, możemy zaczynać. – powiedział pułkownik i ręką dał znak żołnierzowi stojącemu tuż przy mini-widowni.

Na części makiety wyłożonej trawą wbiegło coś, co wyglądało jak kula szarego metalu z ośmioma odnóżami łamiącymi się w połowie swojej długości na przegubach. Górna część kuli, o średnicy około pół metra, pokryta była ośmioma dużymi diodami odstającymi od kulistej powierzchni.

Metalowy stwór podbiegł do skraju trawiastej części, zatrzymał się i dwa razy „zamrugał” dwiema diodami do siedzących w pobliżu oficerów.

- Panowie, przed wami stoi wspólne dzieło amerykańskich i polskich inżynierów wojskowych … Dron rozpoznawczo-dywersyjny … „Pająk” ! …

Słowa pułkownika Dobromirskiego i widok drona wywołały głośny szmer wśród oficerów siedzących na trybunie.

- Skrótowa nazwa to „P-1” … Jego najważniejsze parametry: osiem kamer w jakości 4 K przekazujących obraz do kontrolera, który jest w rękach operatora sterującego dronem. Następnie: antykorozyjna powłoka odporna na ekstremalne warunki atmosferyczne, waży niecałe 5 kilogramów i taki ładunek może swobodnie przenosić, zasięg sterowania ponad 15 kilometrów, gwarantowany 3 kilometry, prędkość: między 5 a 8 kilometrów na godzinę, nieprzerwany czas pracy wynosi 200 godzin.

Pułkownik przerwał i dał sygnał operatorowi.

- Teraz zobaczycie jak porusza się po różnych rodzajach terenu i co potrafi wykonać nasz „Pająk”. Podczas pokazu można zadawać pytania operatorowi, który będzie stał koło trybuny.

Po tych słowach dron-pająk ruszył ochoczo do pracy, a oficerowie oglądali pokaz zadając operatorowi szczegółowe pytania.

W tym czasie w pobliżu trybuny pojawił się drugi operator z kontrolerem.


                                                                         ***


Po prezentacji „Pająka” na trybunie rozpoczęły się dyskusje, a pułkownik Dobromirski widząc, że drugi operator jest gotowy, krzyknął donośnym głosem:

- Panowie ! … Proszę o spokój ! … To jeszcze nie koniec, przed wami danie główne !  

Obserwatorzy przerwali rozmowy patrząc z zaciekawieniem na pułkownika, który dał ręką sygnał drugiemu operatorowi.

- Uwaga, proszę oglądać.

Zza trybuny wybiegł drugi metalowy dron-pająk i stanął na skraju makiety.

Wyglądał podobnie do drona P-1, ale jednak były różnice. Średnica korpusu była mniejsza, posiadał dwie pary dodatkowych, krótszych kończyn. Jedna para umiejscowiona była na górze korpusu, a druga na spodzie, gdzie zamontowano oprócz tego jeszcze dwie diody, niewidoczne w tej pozycji dla oglądających.

- Panowie, przed wami wytwór polskiej myśli technicznej … dronoid pierwszej generacji … T-28 … „Tarantula” !

Oficerowie byli zaskoczeni i podekscytowani.

- Jest mniejszy i lżejszy od P-1, ale za to jest szybszy i ma większy czas pracy, 250 godzin.

Z trybuny padło pytanie:

- Dlaczego użył pan określenia dronoid ?

- Zaraz się dowiecie, panowie.

Pułkownik wykonał kolejny znak ręką. 

Na makietę wbiegło 9 kolejnych egzemplarzy T-28 i ustawiło się w szeregu jak piłkarze do zdjęcia.

- Przed państwem rodzina Tarantulaków, czyli … zintegrowany zespół dronoidów !

Drużyna „Tarantul” zamrugała do widowni, a pułkownik zwrócił się do operatora:

- Programy ustawione ?

Operator potwierdził.

- Wyłączyć kontroler.

Operator wykonał polecenie i z kontrolerem pod pachą udał się na wolne miejsce na trybunie.

„Tarantule” zaczęły wykonywać coś w rodzaju musztry. Trwało to z pięć minut, a potem pobiegły w głąb makiety, rozproszyły się i samodzielnie zaczęły pokonywać labirynt zrobiony z różnych elementów.

Pułkownik natomiast komentował:

To zespół dronoidów, które widzą się i rozpoznają. Ten pierwszy to dowódca, który nimi kieruje. Samodzielnie pokonują przeszkody, szukają dróg wyjścia, ale w razie potrzeby pomagają sobie nawzajem, tworząc na przykład łańcuch, żeby pokonać duży dół. Trzymają się razem, blisko siebie i ostrzegają. Jeżeli coś stanie się dowódcy, to następny w kolejności przejmuje dowodzenie.

Oficerowie w pełnym skupieniu oglądali drużynę pająków, a pułkownik komentował dalej:

- Mają systemy, które rozpoznają: metal, drewno, plastik, wodę oraz człowieka. Rozpoznają naszych żołnierzy po sygnale z czipa ukrytym w wyposażeniu. Mają specjalną powłokę wewnątrz korpusu, która chroni procesor, źródło energii, przed wykryciem, jeżeli dronoid jest w stanie spoczynku. Mogą się ukryć i czekać latami na wybudzenie. Mają zainstalowany program autodestrukcji w razie nieuprawnionej ingerencji, dlatego nigdy nie skorzysta z nich przeciwnik.

Gdy pokaz dobiegł końca pułkownik Dobromirski stanął przed trybuną i patrząc na wojskowych obserwatorów powiedział:

- Na wszelkie pytania będzie odpowiadał operator … Jesteście przedstawicielami różnych rodzajów wojsk. Wasze zadanie, panowie oficerowie, to zastanowić się jak wykorzystać nasze drony i dronoidy na polu walki … 

  


Albi. 7 grudnia 2028.

Komenda Żandarmerii.


Leroy Decent wjechał na parking i po minucie znalazł się przy schodach prowadzących do głównego wejścia.

Na górze schodów, przy wejściu do budynku, stał mężczyzna, jakby czekając na kogoś.

Kiedy żandarm zrobił pierwsze kroki w górę, padło pytanie:

- Leroy Decent ?

Przyspieszył i znalazł się przed pytającym.

- Aspirant Leroy Decent, o co chodzi ?

Mężczyzna wyjął legitymację i pokazał żandarmowi.

- Pułkownik Clement Bodmer, kiedy zaczyna pan służbę ?

- Za pół godziny. – odpowiedział żandarm.

- Zajmę panu nie więcej jak pięć minut. Niech pan znajdzie jakieś ustronne miejsce.


                                                                 ***


- Jestem z wywiadu i chciałem zadać panu jedno pytanie. – rozpoczął pułkownik Bodmer.

- Czego może chcieć wywiad wojskowy od prowincjonalnego żandarma ?

- Proszę się nie denerwować, jestem tu w sprawie tego morderstwa, a to właśnie pan odkrył zwłoki. – wyjaśnił pułkownik.

- Przecież napisałem pełny raport, który mój komendant wysłał do Paryża … Dlaczego wywiad interesuje się tą sprawą ?

- Badamy wątek szpiegowski. – skłamał Bodmer.

- Rozumiem. – powiedział bez przekonania Decent.

Pułkownik Bodmer patrząc uważnie na żandarma powiedział:

- Mam do pana tylko jedno pytanie … Jak to się stało, że znalazł się pan w tym lesie i na tej polanie ?

Decent był trochę zaskoczony pytaniem.

- Wie pan, na ulicy przypadkowo usłyszałem plotki o jakiejś dziwnej brzozie w tym lesie, potem to samo usłyszałem w barze „U Maxa”. Postanowiłem to sprawdzić.

- Na podstawie plotek przejechał się pan do lasu ? – zdziwił się Bodmer.

- W całym mieście mówiono tylko o tym lesie i brzozowej polanie … a ja to skojarzyłem z tym zaginionym … no i z tym samochodem. Intuicja.

- O co chodzi z tym samochodem ? – zainteresował się pułkownik.

- Dwa tygodnie wcześniej, podałem dokładną datę i godzinę, wracałem po służbie właśnie przez ten las. Z drogi pożarowej wyjechał samochód terenowy z rejestracją MSW z Paryża. Napisałem o tym w raporcie. – odpowiedział żandarm.

- Czytałem ten raport, ale nic tam nie było na temat tego samochodu. 

Obaj mężczyźni byli bardzo zaskoczeni.  



Paryż. 8 grudnia 2028.


Pułkownik Bodmer odkąd pojawił się w lokalu i usiadł przy zarezerwowanym stoliku, dyskretnie ale bardzo uważnie przyglądał się wszystkim osobom przewijającym się przez salę restauracyjną.

Jego wiedza i doświadczenie oficera służb specjalnych podpowiadały mu, że niczego podejrzanego nie wychwycił, więc uspokojony czekał na rozmówcę.

Wreszcie pojawił ten, który prosił o spotkanie, czyli Daniel Treville.

Kiedy Treville dosiadł się do stolika Bodmera, wtedy, jak spod ziemi, pojawił się koło nich kelner.

Złożyli zamówienie i milczeli, unikając wzajemnych spojrzeń i układając w głowach plan rozmowy.

Kiedy kelner postawił przed nimi zamówione butelki wina i kieliszki, a potem oddalił się, wtedy pułkownik Bodmer napełnił kieliszki po raz pierwszy i rozpoczął:

- Prosił pan o rozmowę, więc spotkaliśmy się … Co takiego ważnego chciał mi pan powiedzieć ?

Daniel Treville zastanawiał się przez długi czas, a potem zaczął:

- W ostatnich miesiącach na moją rodzinę spadły same nieszczęścia. Nasza rodzina utraciła ponad 70 % majątku … Majątku, który był wypracowany przez wiele pokoleń …

Pułkownik Bodmer patrzył uważnie na mówiącego.

… Moje dzieci radzą sobie bardzo dobrze, więc razem z żoną, postanowiliśmy przekazać nasz majątek i rodzinną firmę, w ręce naszych przyszłych wnuków. Niestety, przez szkodliwą politykę francuskiego państwa, które wdraża te obłędne dyrektywy, a szczególnie umowę Mercosur, nasza rodzinna firma, w której wprowadziliśmy innowacje i wszelkie unijne zalecenia, jest w fatalnej kondycji i nie wiem, czy przetrzyma kolejny rok … 

Treville przerwał wzburzony, a Bodmer milczał w dalszym ciągu.

… Musiałem sprzedać część nieruchomości i kawał ziemi, żeby pozbyć się długów i spłacić kredyt … Moja ukochana żona załamała się takim stanem rzeczy … nie wytrzymało jej słabe serce …

Treville znowu przerwał i popatrzył gdzieś w kąt sali, potem z nienawiścią czającą się w oczach i pewnym głosem dokończył:

- Pragnę zemsty, która będzie sprawiedliwością, a także pragnę poprawić sytuację Francji, a co za tym idzie, pragnę odmienić los moich przyszłych wnuków … i mam już opracowany plan.

Słowa Daniela Treville`a zrobiły duże wrażenie na pułkowniku, ale spytał spokojnie:

- Ale dlaczego nalegał pan na rozmowę właśnie ze mną ?

- Ponieważ pana znam, ma pan podobne przekonania jak moje, wiem, że jest pan ze służb i na pewno nie przyjechał pan przypadkowo na zebranie przedsiębiorców, prawda ? …

Pułkownik Bodmer kiwnął głową na potwierdzenie.

- Sam tego nie dokonam, a pan, jestem o tym przekonany, jest człowiekiem, który pomoże mi … nam, w osiągnięciu tego celu, czyli zawrócenia Francji na dobrą drogę.

Pułkownik Clement Bodmer właśnie w tej chwili nabrał szacunku oraz bardzo polubił swojego rozmówcę i koniecznie chciał usłyszeć, jaki pomysł na uratowanie Francji ma były kapitan Daniel Treville.

- W takim razie, proszę opowiedzieć o tym planie …   

  


Paryż. 13 grudnia 2028.

Cmentarz Pere Lachaise.


Ksiądz pokropił trumnę wodą święconą i rozpoczął modlitwę za zmarłego.

Był nim Andre Vignal, jeden z liderów ruchu narodowego i organizacji katolickich. Zamordowany przez nieznanych sprawców, domagał się tylko poszanowania praw konserwatystów i katolików na terytorium Republiki Francuskiej.

Czterech grabarzy zaczęło ostrożnie opuszczać trumnę na spód grobu.

Wśród grupki osób reprezentujących rodzinę chowanego, płaczem zaniosło się kilka kobiet, podtrzymywanych za ramiona przez mężczyzn, którzy z trudem powstrzymywali łzy.

Grupka licząca około dziesięciu osób, pozostałych uczestników pogrzebu, brała aktywny udział w modlitwie, trzymając w rękach czerwone róże.

Pułkownik Bodmer miał to szczęście, że nie musiał podtrzymywać żadnej kobiety, więc dyskretnie rozglądał się dokoła.

Z początku nie był pewien, ale z każdą upływającą minutą ceremonii wydawało mu się, że z różnych stron cmentarza, do pierwotnych uczestników pogrzebu zaczęły dochodzić grupki nowych osób, które także miały w rękach czerwone róże.

Bodmer, który wyłączył się całkowicie z ceremonii, po dziesięciu minutach obserwacji nie miał żadnych wątpliwości. To już nie był zwykły pogrzeb. Wokół trumny zgromadziło się ponad pół tysiąca osób.

Niedaleko odezwały się policyjne syreny.

Po pięciu minutach, na miejscu pojawiło się sześćdziesięciu funkcjonariuszy po cywilnemu.

Każdy miał opaskę na ramieniu jednoznacznie wskazującą na przynależność do formacji policji paryskiej. Każdy z funkcjonariuszy miał w ręku półmetrową, gumową pałkę i nie miał pokojowych zamiarów wobec ludzi zgromadzonych na pogrzebie.

Oddział policyjny zatrzymał się w odległości dwudziestu metrów od pierwszych osób z tłumu i utworzył tyralierę w kształcie półkola.

Jednocześnie, za grupą szturmową pojawiło się trzech funkcjonariuszy z megafonami.

… Natychmiast rozejść się ! … To jest nielegalne zgromadzenie ! … Wszyscy łamiecie prawo ! … Macie natychmiast opuścić teren cmentarza ! …

Do większości ludzi dopiero teraz dotarło, że na cmentarzu, tuż przy nich, pojawił się oddział policyjny.

Wśród zgromadzonych zapanowała konsternacja. Pojedyncze osoby spanikowały, wyskoczyły z tłumu i przemknęły bokami, omijając rozstawiony policyjny oddział.

Pozostali ludzie stali w milczeniu z różami w rękach, patrząc na policjantów gotowych do ataku. Po minucie takiego wyczekiwania jakiś mężczyzna stojący w centrum zgromadzenia, niedaleko trumny przy której stała rodzina z pułkownikiem Bodmerem włącznie oraz ksiądz i czterech grabarzy, zaintonował głośno modlitwę:

… Je vous salue, Marie, pleine de grace …

Tłum szybko podchwycił inicjatywę mężczyzny i po chwili pięćset osób głośno wypowiadało słowa modlitwy.

… vous êtes bénie entre toutes les femmes …

Teraz, konsternacja zapanowała w szeregach policjantów, którzy oczekiwali wyraźnego rozkazu od dowódcy, natomiast, pułkownika Bodmera ogarnął duży niepokój.

… priez pour nous, pauvres pécheurs …

Dowódca wydał rozkaz i policjanci z podniesionymi pałkami ruszyli ławą na modlących się głośno uczestników pogrzebu.

Ludzie stali niewzruszeni, jakby nie wierząc, że jednak dojdzie do interwencji.

Policyjne pałki poszły w ruch i spadały z dużą siłą na zgromadzonych wokół trumny zamordowanego.

Trzeba przyznać, że nikogo nie wyróżniano i razy wymierzano: kobietom i mężczyznom, starszym i młodszym, milczącym i krzyczącym, białym i kolorowym, bo wśród pół tysiąca modlących się „demonstrantów”, trafiło się kilka osób czarnoskórych.

Policyjny oddział pałkarzy, złożony z białych i śniadych funkcjonariuszy, z dużą gorliwością wykonywał rozkaz pacyfikacji bezbronnego i pokojowo nastawionego tłumu.

Pałowano wszystko co napotkano na swojej drodze. Bici ludzie z przerażeniem w oczach i okrzykami trwogi pierzchali na wszystkie strony, uciekając z terenu cmentarza.

Grabarze uciekli, a ksiądz i rodzina Vignala, z trwogą patrzyli na zbliżające się do nich świszczące i bezlitosne pałki.

Pułkownik Bodmer postanowił działać, wyciągając z kieszeni płaszcza służbową legitymację.

Kiedy ostatni ludzie z okrzykami przerażenia uciekli poza zasięg pałujących, wtedy Bodmer wysunął się z grupki stojącej przy trumnie i z legitymacją w dłoni stanął naprzeciw sunącym w amoku policjantom.

- Stać !! … Stójcie !! … Ci ludzie są pod moją opieką !! …

Na nic się to zdało. Atakujący nie zamierzali się zatrzymywać.

Pułkownik uchylił się przed pierwszym ciosem, uchylił się przed drugim i zobaczył zacięty wyraz śniadej twarzy, która z rozczarowaniem przyjęła to, że nie trafiła pałką w cel.

- Stój !! … Nie widzisz głupku legitymacji !! …

Okrzyki pułkownika nie dały rezultatu i znowu musiał uchylić się przed uderzeniem, ale tym razem po uniku mocno kopnął w nogę policjanta, z tyłu kolana.

Funkcjonariusz zachwiał się, stęknął i opadł na ziemię z arabskim przekleństwem na ustach.

Potem, Bodmer próbował jeszcze doskoczyć do ciotki Cecilii i osłonić ją przed pałką, ale poczuł silne uderzenie w kark i ostatni obraz jaki widział, to była następna śniada twarz policjanta.



Paryż. 14 grudnia 2028.


Ktoś przekręcił kluczem i odsunął zasuwę. Drzwi od celi zaskrzypiały i otworzyły się, a na progu stanął strażnik więzienny.

Leżący na pryczy mężczyzna spał i nie słyszał otwierających się drzwi.

Strażnik wszedł do celi, podszedł do śpiącego i mocno potrząsnął jego ramieniem.

Mężczyzna wybudził się i zobaczył stojącego przy pryczy strażnika oraz drugiego mężczyznę, który wszedł do celi.

Powoli, z bólem w karku, podniósł się i usiadł na pryczy.

Dopiero teraz dotarło do niego gdzie się znajduje.

- Nazywam się prokurator Jaqui. – powiedział mężczyzna, który wszedł za strażnikiem, potem zrobił krótką pauzę i dokończył:

- Clement Bodmer, został pan oskarżony o napaść na funkcjonariusza policji, który wykonywał obowiązki służbowe. O terminie rozprawy sądowej zostanie pan wkrótce powiadomiony.

Następnie prokurator zwrócił się do strażnika:

- Zwolnić … 

 



Artykuł chroniony jest Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Tag:  Historia i Teraźniejszość

         nowoczesne  technologie





wrocman
O mnie wrocman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka