159 obserwujących
1684 notki
3619k odsłon
1448 odsłon

Errare humanum est - list do rzeczowego pisowca

Wykop Skomentuj25

 

W ubiegłą środę napisałem notkę pt. „Take it easy! – list do ortodoksyjnych pisowców” (http://salonowcy.salon24.pl/494994,take-it-easy-list-do-ortodoksyjnych-pisowcow ).
 
Jak można się było spodziewać spotkałem się z dywanowym nalotem adresatów notki, którzy jak mi się wydaje tonem i formą swoich komentarzy potwierdzili słuszność tego, co napisałem. A więc zaciekły atak i żadnej rozmowy.
 
Pośród komentatorów znalazł się jednak Internauta posługujący się nickiem Rafał Broda, którego chciałbym przeprosić za wrzucenie go do jednego worka z "ortodoksyjnymi pisowcami".
 
Szanowny Panie Rafale,
 
Przyznaję, że wobec wyjątkowego natłoku komentarzy (265) potraktowałem Pana „z rozpędu” jako jednego z „ortodoksyjnych pisowców”, za co Pana najmocniej przepraszam.
 
Ponieważ widzę, że jest Pan reprezentantem grupy rzeczowych sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, pozwolę sobie na Pańskie ręce złożyć wyjaśnienie o jakich ludzi mi chodziło, nazywając ich w mojej notce „ortodoksyjnymi pisowcami".
 
Pierwszy raz „ortodoksyjni pisowcy” zaatakowali mnie, gdy napisałem notkę pt. „Bohaterowie są zmęczeni” ( http://salonowcy.salon24.pl/460264,bohaterowie-sa-zmeczeni ), gdzie zasugerowałem, że starsze pokolenie sympatyków i działaczy PIS nie do końca rozumie współczesny świat i dlatego uważam, że w partii Jarosława Kaczyńskiego należy dać więcej "władzy" nieskażonych komuną ludziom młodym, którzy już nie pamiętają nie tylko komuny, ale również okresu po okrągłym stole, a więc nie są zainfekowani wojną polsko polską.
 
Zaatakował mnie wtedy na swoim blogu w tekście pt. „Polityczni wizjonerzy i jesienna gorączka” (http://ryszardterlecki.salon24.pl/461368,polityczni-wizjonerzy-i-jesienna-goraczka )prominentny poseł PIS, pan profesor Ryszard Terlecki.
 
Odpowiedziałem tedy panu posłowi tekstem pt. „Ciemna strona mocy posła profesora” (http://salonowcy.salon24.pl/461802,ciemna-strona-mocy-posla-profesora ).
 
Panie Rafale,
zacytuję Panu teraz fragmenty mojej odpowiedzi dla pana posła, cytuję za moją notką:
 
Krakowski poseł PIS, profesor Ryszard Terlecki, którego w dalszej części teksu będę tytułował ”posłem profesorem”, w notce pt. „Polityczni wizjonerzy i jesienna gorączka” – patrz:
zamieścił na swoim blogu krytykę notki pewnego blogera.
 
I nic by w tym nie było dziwnego, gdyby poseł profesor nie zataił tytułu krytykowanej przez niego notki i nazwiska jej autora, który jako jeden z nielicznych blogerów podpisuje swoje teksty pełnym imieniem i nazwiskiem. Ot, takie niby niewinne przemilczenie posła profesora. Oszczędzę Internautom komentarza, z czym mi się takie sztuczki kojarzą.
 
Ponieważ posłowi profesorowi zabrakło odwagi, zrobię to za niego i ujawnię tytuł notki, a także nazwisko autora tekstu wziętego na warsztat przez posła profesora. Chodzi o notkę pt. „Bohaterowie są zmęczeni” autorstwa Krzysztofa Pasierbiewicza – patrz:
gdzie autor, mówiąc w skrócie, przedstawił tezę konieczności niezwłocznego zakończenia wojny polsko polskiej, jako warunku sine qua non dla ruszenia spraw Polski do przodu. Napisał również, że w Polsce są konieczne zmiany systemowe, które może wprowadzić w życie jedynie wolne od starego myślenia pokolenie ludzi młodych, na drodze rewolucji pokojowej, podobnej do uwieńczonego sukcesem protestu młodych Polek i Polaków przeciw ACTA, co, jak pamiętamy rzuciło bezradny rząd Donalda Tuska na kolana...
 
Poseł profesor zaczyna swą krytykę słowami, cytuję:
"Oto sfrustrowany bloger, którego tekstów nie chce zamieszczać żadna gazeta, publikuje manifest wzywający do gruntownej dekomunizacji, szczególnie tych, którzy nie chcą dostrzec jego publicystycznego talentu...”
 
Trzeba przyznać, że jak na posła profesora dość szczególny prolog! Nie mówię już o języku i stylu, w świetle tego, co zrobiłem dla PIS poblikując na blogu 394 teksty krytyczne wobec działań Tuska i jego Platformy…
 
Poseł profesor kontynuuje, cytuję:
Ponieważ – jego zdaniem (Pasierbiewicza) – ani Tusk, ani Kaczyński, nie są zdolni podźwignąć Polski z kryzysu (oczywiście moralnego)...”
 
No i mamy problem. Bowiem w notce Krzysztofa Pasierbiewicza obrabianej przez posła profesora nie ma ani słowa na ten temat. Mamy tedy do czynienia albo z niemożnością posła profesora zrozumienia kilku zdań złożonych z rzędu bez zgubienia wątku, albo wyobraźnia posła profesora jest ociupinkę chora.
 
Następnie pada szyderstwo posła profesora, cytuję:
Zrobi to (rewolucję pokojową) nowa siła, czyli polityczna młodzież, która wywróci do góry nogami dotychczasowy porządek...”, koniec cytatu.
 
Jeśli dobrze rozumieć posła profesora, poseł profesor zamierza się obejść bez młodego pokolenia Polek i Polaków i przywieść PIS do władzy przy pomocy walecznych szwadronów spod znaku ojca dyrektora, a wiek poborowy podbić do poprzeczki ustanowionej nie dawno przez ministra Rostowskiego. Poza tym wygląda na to, że poseł profesor jak ognia się boi konkurencji pokolenia młodych ludzi.  
 
I na koniec poseł profesor konkluduje:
Bohaterowie kawiarnianej konspiracji, którzy przez ostatnich trzydzieści lat nie zdążyli ujawnić się swoim przeciwnikom, teraz palą się do obdzielenia świata rewolucyjnym doświadczeniem...”
 
A teraz już na poważnie, pośle profesorze.
 
Nigdy nie zapomnę lęku w Pańskich oczach, pośle profesorze, jak przyszedłem do Pańskiego Biura Poselskiego na Szewskiej, nota bene przypominającego lombard w czasie przeprowadzki, by się z Panem podzielić nowiną, że prezes Jarosław Kaczyński zaproponował mi kandydowanie do sejmu z list PISu, jako znanemu blogerowi Salonu24…
 
I jeszcze mam do pana, pośle profesorze ostatnie pytanie: Czy na komputerze pisze pan, pośle profesorze dwoma, czy też jednym palcem??? Z ciekawości pytam…”, tyle cytatu.
 
 
Po mojej replice dla posła Terleckiego zostałem zaatakowany właśnie przez „ortodoksyjnych pisowców”. I nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie forma tego ataku. Otóż na ulicy, w kawiarni, telefonicznie i mejlowo napadnięto na mnie w stylu, w jakim wiejskie baby na  odpuście napadają na cudaków, co nie chodzą do kościoła. A więc, nienawistne spojrzenia, obraźliwe słowa, wybałuszone z nienawiści oczy i żyły na skroniach. O tym co mówili, nie ma sensu wspominać. Żadnej dyskusji. Żadnej wymiany zdań. Tylko i wyłącznie bezwzględne i bezwarunkowe potępienie. Słowem beton niezdolny do racjonalnego i wyważonego myślenia. I zaręczam Pana, że nie byli to tylko pisowcy szeregowi. Beton nie przyjmujący krytyki w żadnej formie, choćby była konstruktywna.
 
O takich właśnie ludziach myślałem pisząc notkę pt. „Take it easy! – list do ortodoksyjnych pisowców”. Napisałem tę notkę, gdyż uważam, że tego rodzaju ludzie robią partii Jarosława Kaczyńskiego o wiele więcej złego, niż dobrego. Bo takie postawy odstręczają, a nie przyciągają do PIS. O to i tylko o to mi chodziło. I wciąż wierzę, że ludzie tego rodzaju stanowią w PIS zdecydowaną mniejszość.
 
Podam panu także Inny przykład.
Pan redaktor Tomasz Domalewski, wieloletni „prawicowy” komentator krakowskiego „Dziennika Polskiego”, po ukazaniu się mojej notki pt. „Take it easy! – list do ortodoksyjnych pisowców” pisze na portalu „W polityce” przed dwoma dniami komentarz pt. „Pozdrawiam Pawła Kukiza, ale Leszek Długosz, to jednak inna galaktyka. Nigdy nie mylił przypadkowo uwikłanego ze szmaciarzem” (http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-tomasza-domalewskiego/49590-pozdrawiam-pawla-kukiza-ale-leszek-dlugosz-to-jednak-inna-galaktyka-nigdy-nie-mylil-przypadkowo-uwiklanego-ze-szmaciarzem )
 
I choć ten komentarz bezsprzecznie dotyczy mojej notki pt. „Take it easy – list do ortodoksyjnych pisowców” pan redaktor Domalewski nie podaje tytułu notki ani nazwiska jej autora. A więc znowu atak, czy przytyk jak ktoś woli, a co gorsze znów anonimowy (czyżby jakaś lokalna specjalność), jak chodzi o źródło poruszonej sprawy. Atak mający na celu przyprawienie gęby niepokornemu autorowi.
Pan redaktor Domalewski albo nieuważnie przeczytał tekst mojej notki, albo, ku czemu bardziej się skłaniam, chciał się podlizać panu Leszkowi Długoszowi, o którym wspominam w rzeczonej notce. Gorzej, chciał się pokrętnie zasugerować Internautom, że ja porównałem Kukiza do Długosza. A każde dziecko po przeczytaniu mojej notki by zrozumiało, że przytoczyłem nazwiska tych dwu dżentelmenów jedynie jako przykład odważnych artystów, którzy mieli cywilną odwagę sprzeniewierzyć się terrorowi poprawności politycznej salonu.
W notce nie ma cienia sugestii, że chciałem ze sobą porównać obydwu artystów.
 
Myślę też, ale to już jest moje prywatne zdanie, że panu redaktorowi Domalewskiemu nie spodobało się, że na moim blogu rozgorzała nad wyraz szeroko komentowana dyskusja. A dlaczego. Bo krakowscy „chłopcy prawicowcy”  (wyłączając z tej ferajny przezacnego Leszka Długosza), pilnują jak oka w głowie, by na arenę publicystyczną nie dostali się przypadkiem inni od nich ludzie.
 
PIS zarzuca, i słusznie, pokrętność Platformie. No a cóż robi pan redaktor Domalewski?
 
Mógłbym Panu podać więcej podobnych przykładów.
 
Tego rodzaju działania i postawy nie przyciągną ludzi do PIS. Bo gdyby nie to, że mam siwą głowę i dystans do sprawy, zniechęciłbym się i porzucił to moje blogowanie, którego celem od początku było ratowanie Polski przed Tuskiem i post-komunistami, więc de facto sprzyjanie partii pana Jarosława Kaczyńskiego, choć do PIS, ani żadnej innej partii nie należę.
 
Wierzę, że teraz Pan już wie, dlaczego napisałem notkę pt. „Take it easy! – list do ortodoksyjnych pisowców”.  
 
Pozdrawiam Pana serdecznie,
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)   
 
Post Scriptum
I jeszcze słowo do Leszka Długosza.
Leszku, wierzę, że w przeciwieństwie do pana Tomasza Domalewskiego rozumiesz, co mnie skłoniło do przywołania Twojego nazwiska w notce pt. "Take it easy - list do ortodoksyjnych pisowców". 
Wierzę również, że komentarz pana Domalewskiego, jedynie potwierdza powiedzonko naszego profesora biologii w III LO im Jana kochanowskiego w Krakowie, który często mawiał: "typowy Polak, jeszcze pomyśleć nie zdążył, a już chlapnął".
 
Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale