Budzą się jakieś wściekłe, jadowite upiory rodem z anty-"endeckiego ciemnogródu" i demagogicznie lecz “uroczyście i stanowczo protestują” przeciwko “nadaniu Adamowi Michnikowi doktoratu honoris causa krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego”.
A może nadać nie tylko honorowe doktoraty, lecz i Nobla za — jak pisze Ziemkiewicz: “jad, który wsączył w polskie umysły, [a który] wciąż je zatruwa. Fałsze, które upowszechniała jego propaganda, wciąż pokutują w publicznych sporach, a absurdy, które podniósł do roli aksjomatów, wciąż dla wielu pełnią rolę drogowskazów”.
Na więcej pytań: “za co” — politykowi Michnikowi należą się te wszystkie zaszczyty, a może nawet i więcej — odpowiedź można znaleźć w głośnej książce Rafała A. Ziemkiewicza “Michnikowszczyzna. Zapis choroby”.
Poniżej fragment książki Rafała A. Ziemkiewicza "Michnikowszczyzna. Zapis choroby"[i]
Jak mawiają Amerykanie - It's nothing personal, man. To nie jest sprawa osobista. Michnik nie sprawuje już rządu dusz (…) - ale jad, który wsączył w polskie umysły, wciąż je zatruwa. Fałsze, które upowszechniała jego propaganda, wciąż pokutują w publicznych sporach, a absurdy, które podniósł do roli aksjomatów, wciąż dla wielu pełnią rolę drogowskazów. Nie wolno milcząco przejść nad nimi do porządku dziennego, i bez wchodzenia w polemikę, bez refleksji głosić rzeczy diametralnie sprzecznych. Choć polska ociężała umysłowo inteligencja właśnie tak najbardziej lubi - gotowa równie gorąco przyklaskiwać i temu, co mówi, że czarne, i temu, co dowodzi, że białe, byle owej sprzeczności nie eksponować, byle było słodko, miło, przyjemnie i bezkonfliktowo.
Tak, Adam Michnik poniósł klęskę. Praktycznie na wszystkich możliwych polach. Po pierwsze, jako polityczny demiurg - bo partie, którym kibicował, zostały przez Polaków wysłane na grzybki, a liderzy, których kreował, musieli odejść, nierzadko z wściekłością, że - jak publicznie pożalił się przy mnie jeden z nich - ludzie na każdym spotkaniu każą mu się tłumaczyć z bruderszaftów Michnika i w ogóle postrzegają jego partię jako przybudówkę do "Gazety Wyborczej". Po drugie, jako orędownik wizji postępowej, socjaldemokratycznej przemiany peerelu w kraj przypominający Francję a nie Irlandię, nie wspominając już o USA - bo Polska poszła ostatecznie w innym niż jej wskazywał kierunku, a jego propagandowe natarcie na "endecki ciemnogród", zamiast znieść narodową prawicę z powierzchni ziemi, raczej jej pomogło.
Poniósł też klęski bardziej dotkliwe. Jako autorytet moralny - bo człowiek postrzegany powszechnie jako niepokorny, więzień polityczny i odważny dysydent, z własnego wyboru stał się lokajem. Obrońcą nieuczciwie zdobytych przywilejów, dworskim pochlebcą nowych elit władzy, ślepym na gangsterskie rodowody swych nowych przyjaciół, za to z pałkarską gorliwością rozprawiającym się z wyrazicielami powszechnego rozczarowania; z rzecznikami krzywd tych właśnie ludzi, których dawny bunt przeciw niesprawiedliwości wyniósł go do rangi kumpla ministrów i prezydentów. Stał się, mówiąc krócej, chodzącym potwierdzeniem gorzkiej mądrości, iż nie ma bardziej zajadłych reakcjonistów, niż byli rewolucjoniści, którym wreszcie udało się posmakować władzy.
Wreszcie - poniósł klęskę jako intelektualista. I osobiście sądzę, że to może być dla niego najbardziej bolesne.
To jest przykre nawet dla kogoś, kto, tak jak ja, nigdy nie pałał do Michnika sympatią.
Popatrzcie: książki redaktora naczelnego wciąż największej i najbardziej opiniotwórczej polskiej gazety, człowieka, którego nazwisko przywoływane jest w mediach nieustannie, mającego na skinienie dziesiątki klakierów gotowych w każdej chwili wysmarować dowolnych rozmiarów panegiryk, cieszącego się taką sympatią wpływowych mediów, że każdy z tych panegiryków natychmiast zostanie wydrukowany w ogromnym nakładzie, odczytany w radiu i telewizji - książki kogoś tak sławnego i chwalonego od kilku lat ukazują się z adnotacją "zrealizowano ze środków Ministerstwa Kultury"! Cała ta gigantyczna maszyna promocyjna, jaką ma Michnik do dyspozycji, nie jest w stanie zachęcić do kupna jego dzieł grupy ludzi na tyle licznej, aby ich sprzedaż była opłacalna choćby na minimalnym poziomie.
[i] Całość na stronie: http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/rafal_ziemkiewicz/michnikowszczyzna/fragment


Komentarze
Pokaż komentarze (8)