Mimo dążeń do budowy "wielkiej Australii", której populacja ma według przewidywań wzrosnąć z obecnych 22 milionów do 35 milionów w 2050 roku — głównie poprzez imigrację — zarówno rząd Austarlii jak i premier tego kraju podejmują zdecydowane kroki mające w zdecydowany sposób służyć zwiększeniu bezpieczeństwa mieszkańców tego kraju.
"Rząd Australii podejmuje racjonalne działania, a tamtejszy premier wyraża otwartym tekstem przekonania, podzielane przez wszystkich, którzy – wbrew agresji politycznego słuszniactwa – zachowali zdrowy rozsądek oraz instynkt samozachowawczy. Premier nosi nazwisko Rudd, może dlatego było mu łatwiej…" pisze na swoim portalu — filozof i dziennikarz Waldemar Żyszkiewicz.
Pod komentarzem znajduje się artykuł "Zachód potrzebuje takiego przywódcy", w którym omawiane są działania rządu australijskiego oraz sposób myślenia przy podejściu do rozwiązania problemu radykalnych imigrantów, którzy nie chcą dostosować się do miejscowych zwyczajów. Jednak, jak pisze jego autor o mieszkańcach Australii: "To jest nasz kraj. Na naszej ziemi obowiązuje nasz styl życia. I każdy ma możliwość cieszenia się tym wszystkim." Dodając, iż "Natomiast tych wszystkich, którzy się uskarżają, jęczą (...) zachęcam do odważnego skorzystania z jeszcze jednej wielkiej australijskiej wolności: prawa do opuszczenia kraju."
Australijski premier to potrafi
Zachód potrzebuje takiego przywódcy
Muzułmanie, pragnący żyć według prawa szariatu, mają opuścić Australię. Australijski rząd, analizując w środę problemy bezpieczeństwa, wskazał na islamskich radykałów jako czynnik zwiększający prawdopodobieństwo zamachów terrorystycznych. W dodatku, premier Kevin Rudd oburzył część australijskich muzułmanów mówiąc tego samego dnia, że popiera monitoring tamtejszych meczetów przez służby specjalne.
„To imigranci, nie Australijczycy, muszą się dostosować. Przyjąć tutejsze zwyczaje, albo stąd wyjechać. Take it, or leave it! – oświadczył Kevin Rudd.
„Mam już dość tego ogólnonarodowego zamartwiania się, czy my przypadkiem nie uchybiamy innym lub ich kulturze. Od czasów ataku terrorystycznego na Bali zetknęliśmy się z wielkim przypływem uczuć patriotycznych u większości Australijczyków.
Naszą kulturę od ponad dwustu lat w walce, poprzez próby, usiłowania i sukcesy, rozwijały miliony mężczyzn i kobiet poszukujących wolności. Mówimy przeważnie po angielsku. Nie po hiszpańsku, libańsku, arabsku, chińsku, japońsku, rosyjsku czy w jakichś innych językach. Dlatego jeśli ktoś pragnie stać się cząstką australijskiej społeczności, niech uczy się naszego języka.
Większość Australijczyków wierzy w Boga. To fakt, a nie skutek jakiejś politycznej presji chrześcijańskiej prawicy,
bo przecież nikt inny, lecz właśnie chrześcijanie, opierając się na chrześcijańskich zasadach stworzyli podwaliny narodu, co zresztą jest przejrzyście udokumentowane. Toteż ściany szkół, w których uczą się nasze dzieci, są najwłaściwszym miejscem, żeby to zamanifestować. Wszystkim, którzy twierdzą, że symbol Boga uraża ich uczucia, sugeruję, aby poszukali sobie jakiegoś innego miejsca zamieszkania, ponieważ Bóg pozostaje częścią naszej kultury.
Akceptujemy odmienne przekonania religijne, nie pytając o powody, dla których zostały wybrane. W zamian jednak oczekujemy akceptacji naszej wiary, harmonijnego współistnienia z nami oraz pokojowego korzystania
z przysługujących praw.
To jest nasz kraj. Na naszej ziemi obowiązuje nasz styl życia. I każdy ma możliwość cieszenia się tym wszystkim. Natomiast tych wszystkich, którzy się uskarżają, jęczą, których skręca na widok naszej flagi, roty ślubowania,
wiary chrześcijańskiej czy naszego stylu życia zachęcam do odważnego skorzystania z jeszcze jednej wielkiej australijskiej wolności: prawa do opuszczenia kraju.
Nie jesteś tutaj szczęśliwy, to wyjedź. Nie zmuszaliśmy nikogo do przyjazdu. Przybyłeś z własnej woli. Wobec tego zaakceptuj kraj, w którym ty też zostałeś zaakceptowany”
– powiedział australijski premier.
tłum. Waldemar Żyszkiewicz
* * * * * * * *
Swoją notkę Waldemar Żyszkiewicz kończy poniższymi uwagami:
"Polska i kraje Europy, zresztą cały świat Zachodu potrzebuje takiego przywództwa. Pozostając oczywiście w ramach suwerennych organizmów państwowych, jakich przez wieki dopracowała się nasza cywilizacja. Wszelkie rewolucyjne ideologie: świat bez granic, ponadnarodowe federacje, unifikacja waluty, globalne rządy, powrót do nomadyzmu, których prawdziwe źródła tkwią niewątpliwie w kolektywistycznym myśleniu Azjatów – zagrażają trwałości naszego świata, zbudowanego na filozofii greckiej, rzymskim prawie oraz chrześcijańskim uniwersalizmie etycznym.
Mrzonki ateistycznych konstruktywistów, którzy siłą zagospodarowali poprzednie stulecie, skutkowały milionami trupów. Nie wolno nam dopuścić do powtórzenia ideologicznych eksperymentów, które – jak uczy doświadczenie – w konsekwencji niosą tylko grozę, zniewolenie i śmierć. Wygląda na to, że współczesna Australia, ostatni bastion cywilizacji białego człowieka, oraz jej obecny premier wskazują nam właściwy sposób przeciwdziałania."
Już po publikacji tej notki nawiązałem kontakt z jej autorem, red. Waldemarem Żyszkiewiczem. jak się okazuje powyżej opublikowany materiał — istnieje wyłącznie w Internecie, a Kevin Rudd, przypisywanych mu powyżej słów robiących olbrzymią furorę w sieci, wcale nie wygłosił... Więc kto jest autorem tych słów?
Więcej informacji na ten temay na portalu red. Żyszkiewicza, w notce pt. "Blask symulatrum". W notce ten red. Żyszkiewicz pisze m.in.:
"Te poruszające swą wymową i odwagą słowa dotarły do mnie w połowie stycznia elektroniczną kurendą ze Stanów Zjednoczonych. Premier australijskiego rządu, dzięki kilkunastu rozsądnym zdaniom, stanowiącym treść całkiem zwyczajnej notatki prasowej, wychodzi na herosa współczesności. Dlaczego? Bo nie kłania się obligatoryjnej dziś dla polityków poprawności politycznej."


Komentarze
Pokaż komentarze (3)