Media i dziennikarze a informacja
Ponieważ pojawiają sie materiały o roli dziennikarzy, ich poglądów, lub zawodowej uczciwości w informowaniu społeczeństwa — myślę iż warto kontynuować ten temat. Warto jednak powołać sie jednak także i na analizy wykonane przez badaczy czy specjalistów. Bowiem żadna, nawet jakaś idealna dla danego wyborcy partia — nie może na nikogo oddziaływać w przypadku, jeżeli ma do czynienia z dezinformacją o swoich działaniach, lub mass media stworzą wokół niej prożnię informacyjną.
Można mieć więc do czynienia z sytuacją, że nawet partia mająca najsłuszniejsze i najpiękniejsze idee oraz przywodców umiejących wprowadzac je w życie — może nie znaleźć srodków czy sposobów na zapoznanie społeczenstwa ze swoją wizją rozwoju kraju i to nie tylko ze względu na brak odpowiednich środkow finansowych.
Rafal A. Ziemkiewicz przytoczył kiedyś słuszną zasadę przekazaną mu przez amerykańskiego republikanina: "Stay on the issue, not a person" (Trzymaj się problemu, nie osoby). Jednak tenże republikański działacz zapomniał powiedzieć, że chociaż zasada ta być może jest stosowana w praktyce przez partie republikańską — to jednak o tym jak poszczególni kandydaci zostaną przedstawieni społeczeństwu, decyduje w Stanach nie żadna z istniejących tutaj partii, lecz przede wszystkim środki masowego przekazu. A te ostatnie mają swoje własne sposoby na informowanie o kandydatach i ich programach. Najczęsciej jest to wyszukiwanie spraw konfliktowych, pozwalających na ostre definiowanie kandydatów. Często też w okresie kampanii reporterzy koncentrują się zwłaszcza na jakichkolwiek błędach, lub pomyłkach popełnianych przez kandydatów.
Wielokrotnie słyszy się w Polsce wypowiedzi przedstawicieli różnych partii, że opinia społeczna w kraju nie jest w dostatecznym stopniu informowana o programach czy działaniach tych partii. Takie same głosy padają też często w USA. Jak zawsze, tak też i przed z reguły wyborami prezydenckimi w Stanach, kandydaci z mało znanych partii często — a jest ich ponad dwadzieścia — żą się, że ich głos jest zupełnie lekceważony przez media, które praktycznie nie publikują ani ich stanowisk w istotnych sprawach, ani nawet nie informują społeczeństwa o ich istnieniu. Głosy o niewłaściwym naświetleniu poglądów kandydatów docierały także ze sztabów wyborczych Billa Clintona i Boba Dole'a oraz trzeciego, mającego znacznie mniej szans, Rossa Perota.
O tym, że powyższe opinie są w dużym stopniu prawdziwe, świadczą opracowania, z których wynika, że w Stanach spada znaczenie roli partii politycznych — wzrasta natomiast rola mediów, które w dodatku podminowują sposób wyboru prezydentów tego kraju. Tezę taką stawia prof. Thomas E. Patterson w książce "Out of Order" (1), w której przedstawia wpływ mass mediów na kształtowanie opinii społecznej w USA.
Czy kandydaci kłamią?
Otóż, obserwując dziennikarzy relacjonujących kampanię prezydencką w 1992 roku prof. Patterson zauważył, że dziennikarze najczęsciej komentują wystąpienia kandydatów poprzez niemal nieustanne poprawki tych wystąpień, lub wręcz zaprzeczanie temu, co dany kandydat w nim powiedział. Już po tej kampanii spytał on kilkunastu czołowych dziennikarzy o to, dlaczego przedstawiają kandydatów jako kłamców. Najczęsciej odpowiedź brzmiała: "Ponieważ oni są kłamcami".
Analizując postawy kandydatów, prof. Patterson stwierdził, że rzeczywiscie kandydaci często kłamią. Czasem jednak tylko dlatego, że na przykład uczestnicy spotkania z kandydatem oczekują miłych wypowiedzi o postawie obywatelskiej - swojej lub regionu, w którym mieszkają. Jednak, stwierdza prof. Patterson, powołując się na wyniki kilku badań naukowych, z których każde obejmowalo działalność co najmniej siedmiu prezydentów - każdy zwycięski kandydat stara się spełnić swoje obietnice wyborcze.
Przypadki nie spełnienia obietnic zdarzały się jedynie wtedy, gdy prezydent nie potrafił przekonać większości członkow Kongresu do swojej inicjatywy, nastapiła zmiana warunków uniemożliwiająca jej spełnienie, lub na przeszkodzie stanęła inna, priorytetowo ważniejsza sprawa. Tak więc założenie, że kandydaci zawsze kłamią jest nieprawdziwe, a informacja taka wysyłana przez media do społeczeństwa jest już w samych założeniach złą informacją. Zamiast przekazywać prawdziwe informacje, dziennikarze - wskutek swoich uprzedzeń - dezinformują społeczeństwo.
Rozważania prof. Pattersona są zilustrowane tabelą, przedstawiajacą sposób wyrażania przez prasę opinii o kandydatach na prezydenta w latach 1960-1992. Wskazuje ona bardzo wyraźnie, że stosunek dziennikarzy do kandydatów jest coraz gorszy. W roku 1960 pozytywne opinie o kandydatach (good news), Nixonie i Kennedym, wyrażano w 75 proc. materiałów prasowych.
Negatywna informacja a opinia publiczna
Natomiast w 1992 roku pozytywne opinie o Bushu, Clintonie i Perocie były wyrażone tylko w około 40 proc. artykułów. Przełom nastapił w 1980 roku, w którym 55 proc. artykułów było negatywnych (bad news). O ile w roku 1984 ponownie materiały pozytywne przeważały nad negatywnymi (niewiele ponad 50 proc.), o tyle w latach 1988 i 1992 negatywne opinie wyrażono już w około 60 proc. materiałów. Tak duża ilość krytycznych opinii o kandydatach wpłynęla na to, że wszyscy trzej kandydaci mieli bardzo duży procent elektoratu negatywnego, a ponad 40 proc. osób zbadanych przez ankieterow New York Times i CBS News twierdziło, iż chcieliby mieć możliwosc wyboru jakiegoś innego kandydata.
Z danych tych wynika wyraźnie, że negatywny sposób przedstawiania przez prasę kandydatów ma duży wpływ na opinię publiczną, wyborcy są zdegustowani oraz z góry zniechęceni do kandydatów, na których mają głosować. Można wyciągnąć także wniosek, że w każdych wyborach jednym z najpowazniejszych zadań zwłaszcza mniejszych partii oraz ich kandydatów będzie dążenie do zbudowania sobie dobrego image'u wśród wyborców.
W ten sposób media stały się istotnym graczem w czasie kampanii wyborczych, do czego nie są jednak przystosowane. Podkreśla to prof. Patterson, stwierdzając, iż "media są zależne od przyciągnięcia i utrzymywania uwagi możliwie dużej liczby odbiorców, dlatego próbują doręczać informacje w formie, która im to umożliwi". Wyciąga on stąd słuszny wniosek, że "kampania wyborcza musi być zorganizowana dla prasy, a nie przez prasę".
Oddać głos kandydatom
Jednym z najważniejszych dla kandydatów czynników jest oddanie im z powrotem ich głosu przez komentatorów telewizyjnych. Tymczasem z roku na rok maleje ilość czasu, w którym kandydaci mowią własnym głosem. W 1968 roku, w 84 proc. przypadków obrazowi przemawiającego kandydata towarzyszył jego własny głos, a średni czas nieprzerwanego wystąpienia wynosił 42 sekundy. W 1988 roku ten czas zmniejszył się do poniżej 10 sekund, ta sama sytuacja powtórzyła się w 1992 roku. Jak to podkreślil prof. Patterson - głos przejęli dziennikarze i w latach 1988 oraz 1992 na każdą minutę wystąpienia kandydata wypadało ponad sześć minut komentarza dziennikarskiego.
Takie dziennikarstwo, mimo teoretycznych korzyści dla dziennikarzy, w praktyce przynosi więcej złego niż dobrego, ponieważ w przypadku braku nośnych konfliktowych historii zmusza dziennikarzy do wyszukiwania nawet drobnych pomyłek, które mogą wzbudzić zainteresowanie widzów czy czytelników.
Podobna sytuacja miała miejsce w wyborach w 1996 roku. Z tym jednak, że tym razem — w przeciwieństwie do poprzednich kampanii wyborczych, w których silnie krytykowano kandydata, aktualnie urzędujacego prezydenta — znacznie większa część materiałów negatywnych była publikowana o senatorze Dole'u. Alicja Sheppard (2) podaje, że zwłaszcza nocne dzienniki stacji telewizyjnych sprzyjały prezydentowi Clintonowi. Były to NBC, w której programach było 56 proc. materiałów pozytywnych o Clintonie, a tylko 36 proc. o Dole'u; ABS z 51 proc. dla Clintona i 29 proc. dla Dole'a oraz CBS, która miała 45 proc. przychylnych materialów o Clintonie i tylko 36 proc,. o Dole'u.
Zdaniem Brenta Bozella, przewodniczącego konserwatywnego Media Research Center, wynika to z wyraźnego faworyzowania Clintona przez dziennikarzy, wśród których ma znajdować się 89 proc. jego zwolenników. Dane te potwierdzają wyniki ankiety Freedom Forum, rozesłanej w 1995 roku do 323 szefów i dziennikarzy akredytowanych przy Kongresie USA. Ze zwróconych 139 kwestionariuszy wynika, że w 1992 roku tylko 7 proc. z tych dziennikarzy głosowało na Busha, a 89 proc. na Clintona. Natomiast 50 proc. z nich jest zarejestrowanych jako demokraci, 37 proc. jako niezależni, a tylko 4 proc. zarejestrowało się jako republikanie.
W tym samym artykule potwierdzona jest obserwacja prof. Pattersona, że mass media koncentrują się przede wszystkim na strategii kandydatów. Cytuje zaś te wszystkie dane po to, aby wskazać na możliwość pojawiania się materiałów nieprzychylnych jakimś partiom tylko dlatego, ponieważ ich autorzy reprezentują zupełnie inne poglądy polityczne, lub sprzyjają innym partiom czy ich przywódcom. A jedyną "winą" tych partii może być wyłącznie brak odpowiednio silnych wpływów czy reprezentacji w mass mediach.
Dotrzeć do kasy
Omawiając wybory kilka lat temu Ziemkiewicz podkreślił, że np. ROP miał bardzo wysoki procent elektoratu negatywnego. Tak duża liczba potencjalnych wyborców nastawionych do tej partii negatywnie na długo przed wyborami świadczyła o tym, że wewnątrz tej partii coś działo się niedobrego, a także iż partia ta w niedostatecznym stopniu liczyła się z opinią potencjalnych wyborców. Nawet jeżeli założymy, że od jakiegoś czasu prowadzona jest przeciwko jakiejś partii czy jej liderom negatywna kampania prasowa. Jezeli taka partia — jest nowoczesną partią, jej przywódcy muszą na taką sytuację szybko zareagować odpowiednią kampanią podkreślajacą jej wszystkie mocne strony.
Dobre prognozy przedwyborcze nie zapewnią bowiem zwycięstwa, mogą tylko ulatwić dobty start w wyborach. Zaś bez ciężkiej pracy z potencjalnymi wyborcami — ich nastroje, a tym samym i prognozy, łatwo mogą ulec odwróceniu...
W dzisiejszych warunkach, w zaciętej walce wyborczej wspartej dużą ilością pieniędzy na reklamę partyjnych kandydatów — nawet "wielkiemu ugrupowaniu politycznemu kumulujacemu ogromną energię społecznego sprzeciwu" — sama umiejetnosc budzenia emocji wśród wyborców w żadnym przypadku już nie wystarczy. Za tą umiejetnością musi stać dobry program, a także musi za nią stać sprawny i zdolny do szybkiego reagowania na różnego rodzaju sytuacje sztab wyborczy, umiejący znakomicie przygotować oraz poprowadzić program kampanii wyborczej. Nie mniej ważnym czynnikiem jest także umiejętność gromadzenia funduszy na kampanię wyborczą, a to - oprócz nastawionego na rozwój gospodarki programu - wymaga wielkiej sprawności w dotarciu do potencjalnych donatorów z kręgów biznesu.
Upadek dziennikarstwa
Na zakończenie warto jeszcze zacytować opinię Toma Rosenstiela z Project for Excellence in Journalizm, który stwierdził: Amerykanie sądzą, że dziennikarze są niedbali (sloppier), mniej dociekliwi, bardziej uprzedzeni oraz mniej uczciwi w przypadku popełnienia błędów oraz ogólnie bardziej szkodliwi dla demokracji niż byli w latach osiemdziesiątych. (3)
Niestety, nawet nie można tej opini Rosenstiela odnieść do dziennikarzy, a właścicie do mediów w Polsce w w tym okresie, ponieważ media należały do jednego władcy — czyli partii komunistycznej, a dodatkowo były także mocno cenzurowane. I tylko część niezależnych dziennikarzy mogła wykazać swoje umiejętności wyłącznie w okresie Solidarności (1980-1981) — do chwili wprowadzenia stanu wojennego w PRL. Zarówno wcześniej, jak i później najważniejsza była PZPR-owska propaganda. A wierni naśladowcy tych partyjnych propagandzistów dzisiaj lubują się w hulaniu po Salonie24, niczym galopujący jeźdzy Apokalipsy. . .
Poza tym, o tym jaka jest dziesiejsza prasa w Polsce nieomal każdy z czytających będzie miał własną opinię. . .
__________________
Przypisy:
1) Thomas E. Patterson, Out of Order, Alfred A. Knopf, New York, 1993.
2) Alicia C. Sheppard, Media in Review: The Tilt against Dole w: "The World and I", February 1997, s. 80-85.
3) Helen Thomas, Watchdogs of Democracy; The Waning Washington Press Corps and How It Has Failed the Public, Scribner, New York, 2006, s. 15.
[w powyższym tekscie wykorystałem fragmenty mojego materiału sprzed kilku lat, więc część przytaczanych dane nie jest najnowsza. Myślę, że jednak ogólne trendy pozostają takie same.]


Komentarze
Pokaż komentarze (12)