Zacznę może od tego, iż nie jestem pewien, że zawodowi dziennikarze przestaną lekceważyć amatorów. Myślę, że może chociaż w jakimś stopniu może stać się tak dopiero wtedy, gdy zaczną amatorów doceniać — najczęściej w sytuacjach, gdy będą mogli jakieś materiały wykorzystać w swoich mediach. A zwłaszcza, gdy materiały blogerów będę się przekładały na konkretny zysk dla właścicieli.
Stacje TV od dawna wykorzystywały amatorskie zdjęcia oraz wideo w swoich programach czy “news” — jednak z opóźnieniem wynikającym z konieczności doręczenie materiału do stacji. Z kolei Yahoo, czy YouTub trudno zaliczyć do tradycyjnych mediów. Jednak, zdjęcia czy wideo tworzone przez internautów przy użyciu nowych technologii na pewno dają dodatkowe szanse na urozmaicenie swojej oferty także i tradycyjnym mediom. A przy znacznie większej współpracy zawodowców i amatorów, na pewno będzie można mówić o wspomnianym przez Pana efekcie synergii.
Być może, iż wartościowe oraz właściwie wykorzystywane wpisy na blogach także mogą być dużą szansą dla tradycyjnych mediów. Lecz warto przy tym pamiętać, że wpisy kiepskich amatorów mogą także prowadzić do wręcz komicznych sytuacji — zwłaszcza, gdy z bloga zechce skorzystać propagandzista. Pisał o tym na swoim blogu red. Konrad Godlewski, w notce Mr. Steiner i idiotka z Polski, czyli historia pewnego „newsa”:
_________
„Ale news drugorzędnego amerykańskiego bloggera trafił nad Wisłę, gdzie zaczął żyć własnym życiem. Na bezrybiu i rak ryba, a jakież to medialne przyłożyć zdechłemu psu, jakim po wyborach stał się LPR!
Wypociny Emila Steinera dwa tygodnie po publikacji niespodziewanie zyskały w polskiej infosferze status WIELKIEGO NEWSA, którego siłę wzmocniła magia tytułu „Washington Post” i... lenistwo dziennikarskiej braci. O ile 24 grudnia serwis Pardon przyznawał ze wstydem, że spóźnił się z informacją i zawdzięcza ją czujności czytelnika, to już kolejne papugi ani trochę nie miały takich skrupułów.
Po Nowym Roku blogger zamienił się w „publicystę Washington Post”, a nawet w „znanego publicystę”, tudzież „prowadzącego kolumnę”. Ba, ostatecznie, „Gazeta Wyborcza” uznała jego nieszczęsny ranking za „ranking Washington Post”. W końcu Steiner brzmi niemal prawie jak Pulitzer...
_________
Słusznie Pan zauważył też, iż wielu zawodowych dziennikarzy ma problem z przestawieniem się “na kulturę dialogu, która obowiązuje w internetowym tyglu”. Jednak doświadczenie zarówno z list dyskusyjnych, blogów, jak i z S24 uczy — że często w komentarzach pod notkami nie ma ani kultury, ani dialogu. Z tego powodu trudno się dziwić, iż czasem zawodowi dziennikarze mają problemy z tym internetowym tyglem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)