W metodach działań opisywanej przez Free Your Mind (FYM) wspólnocie strachu łączącej ponad podziałami „środowiska przeróżnego autoramentu, by powstrzymać ‘napór kaczyzmu’" — wyraźnie widać stosowanie takich manipulacji. Do środowisk wspólnoty strachu FYM zalicza: „czołowych beneficjentów konstrukcji republiki bananowej (nie tylko kacykowie, co nagle przechodzili z nędzy do pieniędzy, ale i rozmaici koncesjonowani opozycjoniści)”. Jest w tej wspólnocie także wielu dziennikarzy, którzy mają możliwości bezpośredniego docierania do widzów, słuchaczy, czy czytelników.
FYM w pełni rozumie “skąd się bierze wspólnota strachu, o której z niezłą swadą pisze w ‘Rz’ R. Ziemkiewicz”*. Warto jednak zobaczyć jak to straszenie wygląda w prakryce. A o tym oraz językowych manipulacjach rodem z republiki bananowej pisał we wrześniu ubiegłego roku, choć nieco inaczej, Tomasz P. Terlikowski w świetnym tekscie „Wielka kariera politycznego thrillera“*. Terlikowski omawia w nim scenariusze thrillerów, czyli tragicznych seriali politycznych wielokrotnie serwowanych przez opozycyjne wobec PiS media oraz polityków — w celu zastraszenia zarówno i swoich elit, jak i ewentualnych wyborców PiS. Powołując się na brytyjskiego politologa i medioznawcę Johna Streeta, Terlikowski podsumował, że są to "’pomysłowe rekonstrukcje’ mające ‘wywołać emocjonalny odzew u widzów i czytelników’".
"Jak w słynnej trylogii o rycerzach Jedi" — pisał Terlikowski — "rządzą w nim [świecie opisywanym przez ówczesną opozycję — przyp. mój] dwie siły: zbrodniczy, ciemny, zacofany system braci Kaczyńskich i Ziobry oraz grupa rycerzy światłości, którzy ostatkiem sił bronią Polski i Polaków przed upadkiem w otchłań wiecznego potępienia, a przynajmniej nieodwracalnym upadkiem demokracji."
Scenariusze zastraszania się zmieniają, jednak ich autorzy ostrzegający przed tymi, którzy „chcą podpalić Polskę, bo po prostu są chorzy”* — najczęściej pozostają ci sami. Metody także pozostają takie same, dlatego warto przypomnieć oraz wypunktować kilka najczarniejszych scenariuszy oraz zagrożeń przedstawianych przez opozycyjnych wobec PiS dziennikarzy czy polityków, jakie były zacytowane przez Terlikowskiego:
— Kaczyńscy prowadzą nas do stacji z napisem "Białoruś. Albo może tylko Bereza", Mariusz Ziomecki ("Rz" z 5.09.2007);
— "ten rząd upodabnia nasz kraj do groteskowej dyktatury w stylu Roberta Mugabe", Stefan Niesiołowski ("PoPiS-u po wyborach nie będzie", "GW" z 19.08.2007);
— "pełzający zamach stanu" (Adam Michnik, "Modlitwa o deszcz", "GW" z 30.07.2007);
— miejsce, "gdzie nikt nie może spać spokojnie", gdzie po zalęknionych dziennikarzy i przedsiębiorców przybywają służby, by "zarzucić im na głowy płachtę milczenia", Tomasz Wołek "Kto następny?", "GW" z 31.08.2007.
Autorzy tych zastraszających thrillerów politycznych żyli w „kraju groteskowej dyktatury w stylu Roberta Mugabe" Niesiołowskiego, albo w kraju "pełzającego zamachu stanu" Michnika, w którym prowadzi się wszystkich do stacji z napisem „Białoruś”, albo „Bereza”, czym straszył Ziomecki. Z kolei Wołek uważał, że mieszka w dyktatorskim kraju, w którym „nikt nie może śpać spokojnie”, a jego bezsenne i przepłakane noce trawione były w oczekiwaniu na "przybywające służby" mogące "zarzucić im na głowy płachtę milczenia". Jednak, dziwnym trafem, nikt nie wysłał tych autorów ani na Białoruś, ani do Berezy. I Wołek jakoś się budził bez nałożonej mu na głowę płachty milczenia. Jednakże, te wszystkie tak ciężko przeżywane przez nich koszmarne dramaty, były dla dla nich także wielką inspiracją do pisania tego salonowego, politycznie poprawnego bełkotu rodem z michnikowszczyzny.
____


Komentarze
Pokaż komentarze (2)