Poraża ich jednak ich własny biurokratyczny oportunizm. Twierdząc, że nieco ponad połowa spośród zaledwie 1% ludności Unii Europejskiej nie może blokować reform — zapominają, iż wcześniej przeciwko ratyfikacji traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy głosowały dziesiątki milionów wyborców we Francji i w Holandii. A więc tych jedynych krajach, w których eurokracja pozwoliła na wypowiedzenie się samym wyborcom.
Klasa polityczna Europy pokazała swoje znikczemnienie
Reszta Europy nie pogrąża się w rozpaczy. Na wielu stronach WWW można przeczytać, że swoją reakcją na odrzucenie Traktatu Lisbońskiego (TL) przez wyborców — klasa polityczna Europy zhańbiła siebie, pokazała swoje znikczemnienie. W rozpaczy przede wszystkim jest pogrążona jedynie zgraja tych polityków żerujących na Europie — którzy widzieli nowe kariery w zagwarantowanym przez TL wzroście brukselskiej biurokracji. A więc, mieliby nowe znakomicie opłacane stołki w Brukseli, które byłyby zagwarantowanym przedłużeniem dla ich karier w ich krajach. Przy tym, brukselski totalitaryzm gwarantowałby im możliwość wprowadzania ich wersji politycznie poprawnego socjalizmu we wszystkich krajach należących do Unii Europejskiej.
Od początku było wiadomo, że TL miał przede wszystkim służyć biurokracji w Brukseli do utrzymywania się przy brukselskim żłobie i narzucania całej Europie ich jedynej, bo politycznie poprawnej wizji rozwoju — niezależnie od potrzeb, czy celów krajów tę biurokrację utrzymujących. Właśnie temu ma służyć samowolne, bo bez zgody nie pytanych o to społeczeństw — usiłowanie przyznania sobie za pomocą TL nieomal totalitarnej władzy przez Brukselę. Co byłoby wręcz utworzeniem superpaństwa zarządzanego przez niewybieranych przez wyborców, lecz mianowanych przez eurokratów komisarzy politycznych w Brukseli.
Wyciąganie pieniędzy z kieszeni podatników oraz korupcja
Tysiące najprzeróżniejszych dyrektyw narzucanych krajom członkowskim przez zbyteczną armię brukselskich urzędników są tego znakomitym dowodem. Dziesiątki nowych pomysłów na wyciąganie pieniędzy z kieszeni podatników, korupcja wysokich urzędników oraz głupota — zbyt często są podstawowymi wyróżnikami podejmowanych przez brukselską biurokrację działań.
To nie są działania na rzecz obywateli krajów należących do Unii Europejskiej! Biurokracja dba jedynie o własne interesy. I tylko temu służy zalewanie Europy kretyńskimi zarządzeniami regulującymi dopuszczalną „krzywiznę banana”, czy ogórka albo normującymi wytwarzanie oscypków.
Przeciwko totalitarnemu eurokratyzmowi
Bukselska biurokracja, uważająca się za niemal wszechwładną, już dawno przekroczyła granicę, poza którą — jedynym motorem działania jakiejkolwiek organizacji są działania wyłącznie na rzecz długofalowego przetrwania tej organizacji oraz jak największego powiększania jej samej i jej władczych uprawnień.
Ta porażka eurokratów w referendum oznacza, że wreszcie nadszedł czas, by wyborcy w poszczególnych krajach odzyskali odebrany im przez ich własne rządy albo Brukselę głos — w istotnych i ważnych dla nich sprawach dotyczących państw, w których żyją. Doświadczenia z ostatnich kampanii wyborczych w USA wskazują na to, że sieć będzie znakomitym środkiem porozumiewania się wyborców w Europie. I pomoże wyborcom w odzyskaniu ich własnego głosu w walce przeciwko totalitarnemu eurokratyzmowi. W sieci, ten głos domagający się oddania europejskim wyborcom ich niezbywalnych praw jest coraz bardziej widoczny.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)