Sytuacja taka zmusza do zadania pytania, czy rząd Tuska jest w stanie porozumieć się z prezydentem w sprawach interesu państwa, a jeżeli nie — to jak można tę sytuację zmienić? I czy przypadkiem nie są konieczne nowe wybory, by władze państwowe były w stanie prawidłowo funkcjonować? Pytania te trzeba zadać tym bardziej, że z poczynań rządu Tuska kpi nawet Financial Times.
Właśnie dlatego wywiad Waszczykowskiego można określić jako „wstrząsający”. Zdaniem dziennikarzy Grzegorza Indulskiego i Andrzeja Stankiewicza z “Newsweeka” Waszczykowski stwierdził w wywiadzie, że „Tarczy nie ma przez premiera i szefa MSZ”. Waszczykowski powiedział też m.in., iż:
- Panowie, ja przy tych rozmowach byłem. W gronie Donald Tusk - Radosław Sikorski - Sławomir Nowak padały opinie, że nie do przyjęcia jest taki projekt, który w opinii publicznej może zostać odebrany jako dzieło prezydenta.” Tym samym przedstawiciele rządu mówili, że rezultaty porozumienia nie mają dla nich żadnego znaczenia, o ile nie będzie można przedstawić ich jako osiągnięcia rządu Tuska.
- Nikt dotąd nie zarzucał mi nielojalności - odpowiadał Witold Waszczykowski. Dodał, że decyzję o udzieleniu wywiadu w takiej formie podjął rozwiązując "dylemat wysokiego urzędnika państwowego: czy być lojalnym wobec jednej grupy politycznej, czy wobec interesu państwa".
- Czułem, że dzieje się coś złego - powiedział były negocjator. Jak dodał, wszystkie rządy, w których imieniu negocjował, czyli rząd Belki i rząd Kaczyńskiego - patrzyły na sprawę tarczy pod kątem interesu Polski, ten rząd natomiast traktuje ją jak transakcję - "szybkiego porozumienia coś za coś".
Sabotaż, szantaż, zdrada. Politycy PO odnosząc się do wywiadu Newsweeka z Witoldem Waszczykowskim, negocjatorem umowy w sprawie tarczy antyrakietowej prześcigają się w rzucaniu tyleż mocnych, co kompletnie oderwanych od rzeczywistości określeń.
I tak oto usłyszeliśmy, że główny negocjator miał "wyrywkową wiedzę", był "chronicznie" nielojalny, że już wcześniej swoimi wystąpieniami "szantażował rząd", że dbał o interes Amerykanów nie Polski itp., itd. Tego rodzaju androny plotą w mediach pospołu minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wraz ze słynącym z południowego temperamentu specem od dyplomacji pouczającym kogo się tylko da Tadeuszem Iwińskim z SLD.
Aż dziw bierze, że Donald Tusk - skoro negocjator był do kitu i działał na szkodę rządu - powierzał mu bodaj najważniejszą misję w sferze polityki zagranicznej. Sam Sikorski dziś nie zostawiający suchej nitki na Waszczykowskim utrzymał go na stanowisku wiceministra spraw zagranicznych po zwycięskich dla PO wyborach.
Na zakończenie artykułu Indulski cytuje wypowiedź Tuska, że Waszczykowski był „niedyskretny”. W połączeniu z oskarżeniami Sikorskiego o „nielojalność” i „nieumiejętność trzymania języka za zębami” — pozwala to na stwierdzenie, że Waszczykowski mówił prawdę o reakcji Tuska, Sikorskiego oraz Nowaka na informacje dotyczące przebiegu negocjacji. Niekoniecznie musi to wskazywać na „głęboki kryzys państwa”, lecz na pewno wskazuje na głęboki kryzys we władzach PO, dla których interes państwa jest głęboko rozbieżny z interesem lidera partii PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)