Po przypomnieniu zasług Komitetu Helsińskiego od okresu stanu wojennego w 1982 roku — Gontarczyk stwierdza, iż jednak: „Kiedy przez wiele miesięcy pod adresem autorów dopiero zapowiadanej książki o Lechu Wałęsie sypały się wyzwiska, Fundacja Helsińska nie odezwała się nawet słowem. A przecież wolność badań naukowych powinna mieścić się w katalogu bronionych przez tę instytucję wartości. Milczała ona również, kiedy padały groźby karalne z ust polityków i wysokich funkcjonariuszy państwowych.”
Następnie Gontarczyk pisze o prowadzonej przeciwko autorom książki o Wałęsie „kampanii propagandowej, w której posługiwano się całym wachlarzem oszczerstw i pomówień” oraz, że „Powstała w imię szczytnych ideałów instytucja nie cofa się przy tym przed kuriozalnym naginaniem prawa czy zwyczajną manipulacją”.
I dalej, iż „Jeszcze w czerwcu 2008 r., tuż po wydaniu książki o Wałęsie, Komitet Helsiński wyraził ‘poważne zaniepokojenie tym, że Instytut Pamięci Narodowej publikuje opracowanie, (…) dotyczące sprawy rzekomej współpracy Lecha Wałęsy ze służbami bezpieczeństwa PRL. Sprawa ta była przedmiotem postępowania lustracyjnego i zakończona została prawomocnym wyrokiem sądu lustracyjnego w 2000 r., stwierdzającym zgodność z prawdą oświadczenia lustracyjnego złożonego przez Lecha Wałęsę’.”
Gontarczyk komentując powyższe, pisze że „Marny to proces i wyrok sądowy, dla którego tak duże zagrożenie stanowi wydanie opisującej go książki”, cytuje także kuriozalne oświadczenie Komitetu, iż „niedopuszczalne jest łączenie funkcji dyrektora Biura Lustracyjnego IPN będącego obecnie oskarżycielem publicznym w sprawach lustracyjnych z rolą autora omawiającego w swoich publikacjach sprawy, które są lub mogą w przyszłości stać się przedmiotem postępowania lustracyjnego”.
Odpowiadając na te zarzuty Komitetu Gontarczyk pisze o kiepskiej „znajomości faktów” oraz „świadomości prawnej autorów” ponieważ: „Jestem bowiem zastępcą dyrektora, a nie dyrektorem, co ma w omawianych kwestiach znaczenie fundamentalne. Mam też zupełnie inny zakres obowiązków i w ogóle nie zajmuję się lustracją. A przede wszystkim nie jestem prokuratorem, a więc funkcji „oskarżyciela publicznego” nigdy nie będę mógł pełnić.”
Historyczne dzieło Siwaka „Od łopaty do dyplomaty” w PAN
Kolejnym kuriozum jest pismo wystosowane przez Komitet Helsiński do Komitetu Badań Naukowych Polskiej Akademii Nauk z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie „dopuszczalności – pod względem etyki naukowej i prawidłowości metodologicznej – prowadzenia historycznych badań naukowych przez osoby, które jednocześnie zajmują stanowisko we władzach publicznych odpowiedzialnych za ściganie zachowań z przedmiotem historycznych badań naukowych”. Można tylko się zgodzić z Gontarczykiem, że „pomysł oceny ‘prawidłowości metodologicznej’ książki naukowej, przez pryzmat stanowiska zajmowanego przez jej autora budzi tylko wesołość.”
Jak podkreśla Gontarczyk — Fundacja Helsińska zamieściła na swojej stronie internetowej odpowiedź otrzymaną z Polskiej Akademii Nauk. Jej autorem jest prof. Janusz Żarnowski, przewodniczący Komitetu Historycznego PAN. Zastrzegający, że odpisuje prywatnie, prof. Żarnowski „pomstuje na finansowanie badań naukowych przez państwo jako łamanie fundamentalnych norm etycznych i zasad współżycia społecznego”. Uznając zasadność takiego stwierdzenia prof. Żarnowskiego, można byłoby np. założyć, że każdy z profesorów zajmujący stanowiska administracyjne w PAN, czy na uczelniach państwowych — publikując rezultaty swoich badań naukowych łamie fundamentalne normy etyczne i zasady współżycia społecznego.
„Idąc tropem Żarnowskiego”, pisze Gontarczyk „należałoby czym prędzej zlikwidować wszystkie placówki naukowe i badawcze wspierane finansowo z budżetu państwa, bo szkodzą moralnej i intelektualnej kondycji narodu. Po zamknięciu uniwersytetów, IPN i PAN od pełni szczęścia dzieliłoby nas tylko spalenie wszystkich (zatwierdzanych przez państwo) szkolnych podręczników.”
W liście do Fundacji prof. Żarnowski stwierdził także, iż: „Ocenę wydarzeń historycznych należy pozostawić swobodnej dyskusji naukowej i społecznej, w której wyraz znajdują różne tendencje panujące w społeczeństwie i wśród uczonych”.
„Rzeczywiście,” odpowiada Gontarczyk, „w nauce poglądy są bardzo różne i trzeba o nich dyskutować w poważnym gronie. Pewnie dlatego w połowie lat 90. Polska Akademia Nauk zorganizowała z wielką pompą promocję książki ‘Od łopaty do dyplomaty’ autorstwa Albina Siwaka.”
Ponieważ, pisze Gontarczyk, „Wartość intelektualna opinii prof. Żarnowskiego nie ma tu żadnego znaczenia,” — dlatego, „O wszystkim obszernie doniosła „Gazeta Wyborcza” (11 września 2008 r.), której Komitet Helsiński stał się ostatnio symbiotyczną agendą.”
Czy książka o Lechu Wałęsie nie została wydana przez IPN na kradzionym papierze?
Następnie Gontarczyk kpiąco pisze, że „Należy się więc po Fundacji Helsińskiej spodziewać kolejnych ważkich i społecznie potrzebnych inicjatyw. Może ona poprosić prokuraturę o sprawdzenie, czy książka o Lechu Wałęsie nie została wydana przez IPN na kradzionym papierze. Pewnie okaże się, że nie, ale zawsze brzydki zapach zostanie.”
„Potem”, drwi Gontarczyk, „można zaangażować policję do sprawdzenia, czy w czasie powstawania wspomnianej książki jej autorzy, Cenckiewicz i Gontarczyk, regularnie płacili za prąd i kanalizację. Jest przecież oczywiste, że pisanie prac naukowych przez urzędników, którzy nie zapłacili rachunków, pod poważnym znakiem zapytania stawiałoby ‘metodologiczną prawidłowość’ ich pracy. A kiedy już aktywiści Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka nas ‘na czymś wreszcie złapią’, będą mogli odtrąbić zwycięstwo i urządzić fetę w związku z misją przynoszącą tyle pożytku całemu społeczeństwu. Powinni ją bezapelacyjnie połączyć z wykładem Albina Siwaka.”
_______
Piotr Gontarczyk, politolog i historyk, jest wicedyrektorem Biura Lustracyjnego Instytutu Pamięci Narodowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)