Politycy, historycy i dziennikarze na froncie
Znacznie wcześniej, bo jeszcze w listopadzie ubiegłego roku, Donald Tusk powiedział: „Ludzie, którzy usiłują niszczyć autorytet Polski i życia publicznego w Polsce wewnątrz i za granicą, zostaną z tego bezlitośnie rozliczeni”. „Od tego momentu wokół książki i ich autorów zaczęło się robić naprawdę gorąco”, skomentował tę zapowiedź Tuska red. Igor Janke w Rzeczpospolitej, w artykule zatytułowanym „Historycy na froncie“. Red. Janke pisał w tym w artykule o powyższych, a także i o innych faktach dotyczących zastraszania autorów książki o Wałęsie.
Przeciwko wydaniu książki, w obronie "dobrego imienia Lecha Wałęsy" opublikowała list grupa intelektualistów i byłych opozycjonistów związanych z Gazetą Wyborczą. W grupie tej byli m.in. Adam Michnik, Helena Łuczywo, Andrzej Celiński, Władysław Bartoszewski, Bogan Lis oraz inicjator tego listu, Bronisław Geremek.
Donosy na prawicowość i antykomunizm autorów
Walka na froncie trwała. Z kolei Paweł Śpiewak opublikował w Tygodniku Powszechnym z 03 czerwca donos oskarżający autorów książki o prawicowość i antykomunizm! Śpiewak napisał m.in.: Cenckiewicz i Gontarczyk z pewnością mogą uchodzić za radykalnie prawicowych publicystów. I działaczy. Swoją prawicowość podkreślają i nią się szczycą. (...) Ale prawica to również dla nich antykomunizm i lustracja. Są zawodowymi lustratorami. Lustrację postrzegają jako nie tylko procedurę prawną, ważny element politycznego oraz moralnego rozliczenia się z komunizmem, ale niemal samodzielny światopogląd.
Po uwadze historyka Antoniego Dudka, iż Wałęsa opublikował tylko te informacje, które były dla niego wygodne — w TVN 24 Wałęsa zapowiedział: „Stworzę specjalny zbiór dokumentów dotyczących Bolka“. Wałęsa zapowiadał też wiele procesów przeciwko autorom książki oraz prezesowi IPN, któremu powiedział: „Spotkamy się w sądzie panie Kurtyka”. W prasie pojawiały się tytuły o wojnie Wałesy z IPN. W rezultacie dr. Sławomira Cenckiewicza zmuszono do rezygnacji z pracy w IPN.
Historycy IPN napisali podręcznik historii dla Wałęsy
Skoro, mimo tak hałaśliwej krucjaty przeciwko autorom książki „Lech Wałęsa a SB. Przyczynek do biografii”, nie udało się salonowi nie dopuścić do wydania tej książki — to Instytut Lecha Wałęsy wydaje w nakładzie 40 tys. egzemplarzy nowy podręcznik do historii z własną wersją historii, w której TW „Bolek“ nie istnieje. Bo zdaniem pomysłodawcy wydania tego podręcznika, Henryka Sikory z Instytutu Lecha Wałęsy: "w ostatnich miesiącach dochodziło do takich przekłamań naszej historii, iż uznaliśmy, że musimy zareagować".
W Dzienniku informacja o tej książce ma żartobliwy tytuł „Wałęsa wydał podręcznik dla młodzieży” i ma nadtytuł „Historycy IPN napisali dla niego książkę”. W publikacji tej nazwisko Wałęsy pojawia się dopiero od 1980 roku, a więc zdaniem historyków nie ma potrzeby, by podawać w niej wątek o TW „Bolku”.
Jak podaje Dziennik, podręcznik ten „powstał pod redakcją prof. Jerzego Eislera, który do współpracy zaprosił prof. Andrzeja Paczkowskiego, Antoniego Dudka, Andrzeja Friszkego i Pawła Sasankę. Wszyscy oprócz Andrzeja Friszkego są obecnie związani z IPN.”
Za pierwszą edycję podręcznika „Drogi do wolności. Drogi do wspólnej Europy“ zapłacili Instytut Lecha Wałęsy, MSZ i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Jednak, skoro za pierwszą edycję zapłaciły MSZ i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego — to znaczy, że był on finansowany przez rodziców. Przecież zarówno MSZ, jak i MKiDN są utrzymywane z podatków.
Poprawiona historia ma się wałęsać po przyszłych maturzystach
Henryk Sikora z Instytutu Wałęsy chce kontynuować wydawanie tej propagandowej książki do nauki wałęsowskiej wersji historii w latach przyszłych. Otrzymywać by ją mieli wszyscy maturzyści. Tylko dlaczego taka właśnie, aktualnie politycznie poprawna wersja ma być dopuszczona do nauki w szkołach i finansowana przez rodziców?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)