Ostatnio glośnie stało się oświadczenie tow. Kiszczaka* wydane w celu ochrony agentury SB-eckiej z okresu PRL. Warto jednak przypomnieć, że Kiszczak, jako wicepremier i minister spraw wewnętrznych w rządzie premiera Mazowieckiego — przyrzekał w 1989 roku swoim towarzyszom ze Stasi, zbrodniczej policji politycznej w NRD — ochronę agentury Stasi w Polsce postkomunistycznej, choć ciągle nazywającej się PRL.
Na początku 2007 roku, w Archiwum Instytutu Gaucka w Berlinie przebywali przez kilka mieięcy — dziennikarka Jadwiga Chmielowska, oraz Kazimierz Michalczyk z "Solidarności Walczącej". Poszukiwali oni dokumentów Stasi w ramach projektu badawczego dotyczącego współpracy Stasi z SB nadzorowanym w PRL przez Kiszczaka, inwigilacji polskiej emigracji na Zachodzie oraz aktywności niemieckich agentów na terenie PRL. Choć akta dotyczące działalności Stasi za granicami byłego NRD zostały w większości zniszczone — to jednak dotarli do meldunków Polaków, agentów Stasi. Z opisem wyników ich badań można się zapoznać w artykule "Bratni organ Stasi".
W czasie poszukiwań w archiwum znaleźli oni także wiele mówiący dokument z datą 16 września 1989 roku (źródło: HA II/10 nr. 783). Jest to sprawozdanie gen. dyw. ze służby bezpieczeństwa NRD — z przyjacielskiej rozmowy z gen. Czesławem Kiszczakiem, ówczesnym wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych w rządzie premiera Tadeusza Mazowieckiego.
Ze sprawozdania wynika wyraźnie, że późniejszy michnikowski "człowiek honoru" — wcale nie miał zamiaru dotrzymywać wierności swoim nowym przyjaciołom, z którymi tak miło gaworzył i popijał w Magdalence. W artykule "Bratni organ Stasi" opublikowanym w tygodniku Nasza Polska, autorzy przedstawiają fragment tego sprawozdania gen. Stasi:
[Kiszczak] zaznaczył, że nie zezwoli innym siłom politycznym PRL na wgląd do jakichkolwiek materiałów i na jakąkolwiek kontrolę nad pracą operacyjną ministerstwa. Co do spraw dotyczących "Rozpoznania" podkreślił, że w przyszłości przy ocenie pozyskanych informacji będzie jeszcze mocniej uważał na ochronę źródła i dał zapewnienie, że w szczególności informacje od nas będzie ściśle konspiracyjnie przekazywał do oceny. Ważne informacje będzie w przyszłości tak czy tak przekazywał tylko prezydentowi, a nie premierowi czy innym ministrom...
Jak piszą autorzy, w dokumencie tym znajduje się też informacja, że "Na koniec tej rozmowy Kiszczak udekorował generała Stasi złotym medalem zasługi dla bezpieczeństwa publicznego." W związku z tym pytają oni: "Ciekawe, czy przyznał się do tego premierowi, a może była to wręcz decyzja Mazowieckiego?"
Lecz dokument ten jest także i znakomitym świadectwem tego, że przez okres swego urzędowania jako wicepremier i minister spraw wewnętrznych w rządzie Mazowieckiego (wrzesień 1989 – lipiec 1990) — tow. Kiszczak, jako partyjny działacz komunistyczny — czuł się bardziej związany z bandyckim komunizmem, niż z „niekomunistyczym” polskim rządem. Dlatego wręczył ten złoty medal dla swoich przyjaciół ze Stasi, którym jednocześnie przyrzekał ochronę ich agentury w ponoć niepodległym już sowieckim namiestnikom PRL. Warto też byłoby tow. Kiszczaka zapytać o to, jakie informacje w ramach tej braterskiej współpracy on z kolei przekazywał swoim towarzyszom ze Stasi...
Rafał A. Ziemkiewicz w felietonie “Sumienie Kiszczaka” w następujący sposób komentuje “wyrzuty sumienia” Kiszczaka, o których mówił on w swoim oświadczeniu:
I kogo miało ruszyć sumienie?
Samego oberhycla, wieloletniego szefa służb wojskowych i cywilnych, człowieka, który pociągał tam za wszystkie sznurki i akceptował, jeśli nie wprost nakazywał, każdą ich zbrodnię. (. . .) Sumienie Kiszczaka kazało mu tylko wystawić dziś zbiorcze świadectwo moralności kapusiom, którymi podwładne mu służby się posługiwały.
Kiszczak już od 1945 roku był członkiem sowieckiej partii NKWD-owskich oraz pospolitych bandytów, którą na rozkaz Stalina nazwano PPR, a później PZPR. Także od 1945 był funkcjonariuszem sowieckiego kontrwywiadu, czyli Głównego Zarządu Informacji Ludowego Wojska Polskiego**. Jako funkcjonariusz Informacji LWP Kiszczak zajmował się m.in. oskarżaniem o szpiegostwo i dywersję żołnierzy polskich gen. Andersa.
Lecz czy funkcjonariusz sowieckiego kontrwywiadu wojskowego, czyli Informacji Wojskowej LWP — odpowiedzialnej za mordy i masowe represje wobec żołnierzy niesowieckiego Wojska Polskiego, jak i żołnierzy LWP, Armii Krajowej oraz ludności cywilnej na terenach zajętych przez armię sowiecką może mieć sumienie? Tym bardziej, że Kiszczak jest przecież także odpowiedzialny za wiele innych zbrodni komunistycznych, o których przypomina Ziemkiewicz.
O ubeckim dorobku gen. CzeKiszczaka... i innych bandytów z UB, czy SB pisał na swoim blogu płk Hentyk Piecuch***. U siebie zamieściłem obszerniejszy cytat. Poniżej wyjątek z tego cytatu:
Jeszcze entuzjastyczniej wypowiadali się o strzelaniu do bliźnich płk Zbigniew Rajchel i jego zbójecka kompania, którymi niegdyś dowodził ówczesny chorąży, a późniejszy generał Władysław Pożoga. Jestem przekonany, że w czasie, gdy z nimi rozmawiałem [początek lat 80.] rajchelowcy niczego nie udawali. Byli szczerzy aż do bólu. Nie musieli się przecież niczego obawiać. Ich dawny wódz był pierwszym zastępcą samego ministra, generała CzeKiszczaka. Rajchelowcy niekiedy tylko, jakby z żalem ale i chyba zazdrością nadmieniali, że ich ubeckie osiągnięcia bledną przy wyczynach niegdysiejszych kiszczakowców z Informacji WP. I wyrażali nadzieję, że Kiszczak z Pożogą zmajdrują świeży resort, który połączy najszczytniejsze tradycje ubeckie z informacyjnymi.
_____
* Prof. Andrzej Paczkowski, szef kolegium IPN, powiedział PAP, że jest to „próba zdezawuowania archiwów IPN”.
** Do 1957 roku IW LWP aresztowała i torturowała około 17 tys. osób. Zatrzymanych przez IW żołnierzy AK oraz działaczy Polskiego Państwa Podziemnego przekazywano w ręce sowieckiego NKWD — z reguły byli mordowani, albo wywożeni do łagrów. W 1951 roku agentura IW liczyła 23112 osób, w tym 155 agentów, 3777 rezydentów i 19180 informatorów.
*** Cytowane za: http://piecuch.pl/blog/


Komentarze
Pokaż komentarze (5)