Aparat przymusu w PRL służył Związkowi Sowieckiemu
PRL, czyli państwo istniejące w latach 1944–1989 praktycznie jako sowiecka kolonia, zostało utworzone w rezultacie II wojny światowej przez stalinowskich bandytów oraz komunistów będących agentami sowieckiego NKWD. Uchwałą z 16 kwietnia 1998 roku, Senat Rzeczypospolitej Polskiej stwierdził, że było to "niedemokratyczne państwo o totalitarnym systemie władzy, będące elementem światowego systemu komunistycznego, pozbawione suwerenności i nie realizujące zasady zwierzchnictwa Narodu".*
O komunistycznych zbrodniach UB mówiono także na sesji Sejmu RP, który uchwałą z 1994 r. potępił zbrodniczą działalność cywilnych i wojskowych organów bezpieczeństwa oraz struktur prokuratury wojskowej i sądownictwa wojskowego z lat 1944–1956. W uchwale tej stwierdzono, że "były one przeznaczone do zwalczania organizacji i osób działających na rzecz suwerenności i niepodległości Polski i są odpowiedzialne za cierpienie i śmierć wielu tysięcy obywateli polskich".*
W jednym ze swoich wyroków Trybunał Konstytucyjny także stwierdził, że "pomimo formalnych podziałów strukturalnych i zmieniających się nazw oraz uwarunkowań prawnych, wszystkie te organy stanowiły spójny aparat przymusu, stojący na straży państwa totalitarnego i państwu temu służący" oraz że aparat przymusu "służył nie tyle suwerennemu państwu polskiemu (bowiem takie nie istniało), ile narzuconemu totalitarnemu ustrojowi i Związkowi Radzieckiemu".*
Fałszywa moralistyka w ustach SB-eckiego oberhycla
Tymczasem tow. Kiszczak, od 1945 roku funkcjonariusz zsowietyzowanych organów bezpieczeństwa PRL, a od połowy lat sześćdziesiątych jeden z głównych komunistycznych nadzorców tych bandyckich służb — a więc przez całe swoje życie wiernie pracujący nad tym, by PRL nie straciło swego uzależnienia od rabusiów z Moskwy — martwi się, że PRL może być uważany przez kogoś jako kraj "wszechobecnej agentury".
W swoim oświadczeniu z grudnia ubieglego roku tow. Kiszczak martwi się też o dobre imię komunistycznej PRL, w której zsowietyzowana partia zwana PZPR (wcześniej, zorganizowana przez sowiecką agenturę jako PPR) starała się wmówić społeczeństwu swoje prawa do narzucenia dyktatuty w rujnowanym przez nią kraju — za pomocą prymitywnych propagandowych sloganów, że "naród to partia", czy "partia z narodem". Kiszczak stara się przy tym zapomnieć, że Informacja Wojskowa*, której był funkcjonariuszem, a także UB — a więc zbrodnicze organizacje działające pod kierownictwem tejże partii — zamordowały dziesiątki tysięcy Polaków.
Dla tow. Kiszczaka: „Uznanie tych działań [rzekome konspirowanie źródeł informacji przez SB] za zbrodnię komunistyczną uważam za próbę ukrycia prawdy, zakonserwowania wizji PRL jako kraju wszechobecnej agentury oraz za narzędzie bieżącej walki politycznej. (. . .)” Następnie, tow. Kiszczak martwi się, że byli oficerowie MSW mogą być „zastraszani” — pewnie ma on na myśli, że zastraszać jego oficerów będą ci podlegli niegdyś jemu nieznani sprawcy z SB, którzy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku mordowali księży oraz działaczy antykomunistycznych. W końcu Kiszczak, jako wierny obrońca komunizmu i swojej SB-eckiej agentury staje się moralistą i obłudnie stwierdza, że: „Przekazanie prawdy o tamtym systemie oraz jego metodach jest naszym - dowódcy i podwładnych - wspólnym obowiązkiem. Jest też jedyną możliwą dla nas obecnie formą zadośćuczynienia tym, którzy dzisiaj ponoszą konsekwencję naszych ówczesnych działań.”
Kiszczak oczywiście kłamie, że komunistyczni władcy PRL nie korzystali z informacji od agentów pozyskiwanych we wszystkich warstwach społeczeństwa, a PRL nie wspierał się w dużym stopniu na agentach. Z badań przeprowadzonych przez historyków z IPN wynika, że największa liczba tajnych współpracowników (TW) była zarejestrowana nie w skrajnie represyjnym okresie stalinizmu, lecz u schyłku komunizmu, właśnie wtedy, gdy Kiszczak był szefem MSW. Jak ustalili historycy IPN, w 1989 roku SB miało zajerestrowanych jako TW około 100 tys. agentów.
Te wszystkie kłamstwa Kiszczaka, połączone z fałszywą moralistyką, żałośnie brzmią w ustach tego byłego funkcjonariusza NKWD-owskiej Informacji Wojskowej**, później podporządkowanego sowieckim nadzorcom w SB, a także i oberhycla — bo wieloletniego szefa tajnych służb bezpieczeństwa w PRL — a więc tym samym i nadzorcy morderców działających w ramach tych służb.
Kiszczak przemilcza tajną kartotekę agentury SB
Znany autor serii książek o tajnej historii PRL, płk Henryk Piecuch, komentuje kłamstwa i przemilczenia Kiszczaka na swoim blogu*** w ten sposób:
„Kiszczak stwierdza m.in. ‘Ale o wielu tajnych współpracownikach nadal nie wiadomo, choćby dlatego, że część agentury, tej najważniejszej, nigdzie nie była rejestrowana’.
Niby prawda, ale nie cała prawda. Pozwoli generał, że przypomnę jedynie tajną kartotekę agentury znajdującą się w Zespole Operacyjnym Departamentu III [osobiście prowadził ją płk. Z. Nawrocki, były naczelnik w Biurze “C”], która nigdy nie trafiła do Biura “C”. Może przypadkiem generał wie, co się z tą dokumentacją stało? A co się stało z duplikatami materiałów przekazywanych gen. W. Pawłowowi z KGB i gen. ”Saszy” z GRU? No więc szalenie trudno mi uwierzyć, że w MSW, acz nie tylko tam, istniała jakakolwiek agentura, po której wszelkie ślady zostały by raz na zawsze unicestwione."
Inteligencki agent w niewoli stada
O moralności takich agentów ze środowisk inteligenckich, jakich Kiszczak stara się teraz ochronić swoim oświadczeniem — pisał wcześniej Dariusz Tołczyk w znakomitym artykule zatytułowanym "Polski inteligent w niewoli stada" (Rzeczpospolita, 24.04.07, Nr 96):
"[W] Polsce byli i są inteligenci, którzy zbudowali kariery, idąc po trupach swoich kolegów. Do dziś świetnie funkcjonują liczni inteligenccy luminarze, którzy zawdzięczają swoją pozycję i prestiż dawnym zdradom i układom. Stanowią oni część polskiej inteligencji tak samo jak ci, których oni sami kiedyś wykorzystali, pozbawili głosu, odstawili na boczny tor, wyślizgali, opisali w tajnym raporcie."
Tak więc, obawiająca się ujawnienia swojej działalności ta około 100.000 agentura SB**** działała wspólnie z postkomunistami — co wytworzyło tzw. efekt stada. Właśnie ten stadny efekt mobilizujący agentów do ochrony dobrego imienia komunizmu, był jednym z elementów pozwalających przez długi czas sprawować nad nimi coś w rodzaju rządu dusz oraz uprawiać skuteczną propagandę przeciw lustracji — pewnemu znanemu trockiście narzucającemu wszystkim swoją prymitywną wizję osób zwalczających komunistyczną agenturę.
Kilka lat temu Andrzej Grajewski słusznie zauważył, że pamięć jest formą sprawiedliwości.***** Tymczasem, pozbawieni jakiejkolwiek moralości ludzie tacy jak tow. Kiszczak, czy jego ta już znana, czy jeszcze ciągle nieznana agentura — chcą nas pozbawić nawet i prawdziwej pamięci o rzeczywistej działalności komunistów oraz ich zbrodniach i przestępstwach w okrojonej i rabowanej przez sowieckich namiestników Stalina Polsce.
Więcej o pozbawianiu nas pamięci narodowej można znaleźć w jednym z rozdziałów książki „Komunizm w Polsce. Zdrada, zbrodnia, zakłamanie, zniewolenie”.****** Rozdział ten jest zatytułowany "Przeszłość na przemiał". Można się tylko zgodzić z opinią autora, że:
"Wybór ‘przyszłości’ i radykalna amnezja dotycząca biografii osób z politycznych, gospodarczych czy kulturalnych salonów została rozszerzona także na ewentualną współpracę z komunistyczną policję polityczną. Pierwszym symptomem zabezpieczenia ‘środowisk służb’ było niszczenie materiałów archwalnych i operacyjnych SB. Rozpoczęto je już latem 1989 roku. W MSW odpowiedzialni za to byli m.in. generałowie Henryk Dankowski, Tadeusz Szczygieł, Krzysztof Majchrowski i Józef Sasin, a w Wojskowej Służbie Wewnętrznej m.in. gen. Edmund Buła. Niszczenie archiwaliów trwało do końca 1990 roku." [s. 403]
Swoim "oświadczeniem" Kiszczak kontynuuje komunistyczną, czy też może już postkomunistyczną akcję o odebranie narodowi pamięci historycznej o tym, jak naprawdę komuniści z PPR i PZPR walczyli z polskością oraz z pragnącym wolności od komunistycznych zbrodni i komunistycznego zakłamania narodem.
____
* Zob. wystąpienie Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego na Ogólnopolskiej Konferencji w Toruniu pt. "Cienie państwa policyjnego; wokół teczek bezpieki", zorganizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w dniu 4 maja 2004 r. Tekst: http://www.rzecznikip.gov.pl/aktualnosci/175.htm
** Do 1957 roku Informacja Wojskowa aresztowała i torturowała około 17 tys. osób. Zatrzymanych przez IW żołnierzy AK oraz działaczy Polskiego Państwa Podziemnego przekazywano w ręce sowieckiego NKWD — z reguły byli oni mordowani, albo wywożeni do łagrów. W 1951 roku agentura IW liczyła 23112 osób, w tym 155 agentów, 3777 rezydentów i 19180 informatorów.
Od początku jej utworzenia w 1943 roku, do sierpnia 1944 roku — 100 proc. oficerów IW wywodziło się z sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz. Także i później wiele kierowniczych funkcji w IW było sprawowanych przez oficerów sowieckich. Formalnie IW była organem kontrwywiadu wojskowego działającego pod kierownictwem NKWD i istniała w latach 1943-1957. Faktycznie IW była komunistyczną wojskową policją polityczną.
*** Cytat za blogiem "Cz. Kiszczak atakuje, i chyba straszy", na stronie http://piecuch.pl/blog/?p=267#comments.
**** Zob. artykuł dr. hab Pawła Machcewicza, "Dziedzictwo komunizmu - polska perspektywa".
***** A. Grajewski, Kościół wobec rozliczeń z przeszłością [w:] Od totalitaryzmu do demokracji. Pomiędzy "grubą kreską" a dekomunizacją - doświadczenia Polski i Niemiec, red. P. Kuglarz, Kraków 2001, s. 197.
****** „Komunizm w Polsce. Zdrada, zbrodnia, zakłamanie, zniewolenie”. Wydawnictwo Kluszczyński, Kraków 2006. W tej niemal całkowicie przemilczanej książce opublikowano materiały następujących autorów: Włodzimierz Bernacki, Henryk Głębocki, Maciej Korkuć, Filip Musiał, Jarosław Szarek, Zdzisław Zblewski.
______________
# O Kiszczaku pisałem już wcześnie w kilku blogach, także w poprzeniej notce zatytułowanej "Kiszczak wręczył medal gen. Stasi od rządu Mazowieckiego..."


Komentarze
Pokaż komentarze (8)