W zabawnej notce zatytułowanej „WSI i kosmici” Marcus Crassus usiłuje dowieść, że w WSI byli zatrudnieni wyłącznie nieskazitelni faceci „zajmujący się handlem bronią i wojskowością”, dla których jedynym i bardzo szlachetnym hobbi było spotykanie się kolegami z firmy — „podobno na kawie”. [sic!]
W ten sposób Crassus, który przedstawia się na swoim blogu jako toczający „Oszołomojihad — świętą wojnę przeciwko głupocie” — sam się bardzo mocno wygłupił. Stał się także specjalistą od ufoludków ze WSI, a więc spec-kosmicznej prawdy.
W artykule “Jak likwidowaliśmy Wojskowe Służby Informacyjne” (WSI), opublikowanym przez Rzeczpospolitą — Sławomir Cenckiewicz i Piotr Woyciechowski napisali, że:
“WSI nie miały ambicji kontrolowania całego życia publicznego. Miały jednak agentów wśród dziennikarzy, same zakładały czasopisma, interesowały się procesami lustracyjnymi, werbowały ludzi mających wpływ na ważne decyzje biznesowe i usiłowały wpływać na prywatyzację państwowych przedsiębiorstw.”
Organy prasowe likwidowanych służb
Omawiając rolę postsowieckiej, czy też tylko postkomunistycznej prasy w nagonce na likwidatorów WSI — Cenckiewicz i Woyciechowski napisali, że:
Zaledwie kilka dni od daty powołania komisji likwidacyjnej Marek Barański w "Trybunie" z przerażeniem opisywał sytuację, w której brało udział dosłownie kilka osób - nas dwóch i trzech oficerów WSI. Chodziło o spór wokół dostępu do kartotek i archiwaliów WSI. Były to zapewne przecieki z WSI. Później pisano o nas także w tygodniku "Nie". Te dwa tytuły zaczęliśmy traktować niczym organy prasowe likwidowanych służb. Świadczył o tym zresztą częsty widok "Trybuny" i "Nie" na biurkach oficerów WSI. No i "Gazeta Wyborcza". Na jej łamach pisano o naszej pracy zawsze z niechęcią, prawie zawsze w optyce podobnej do tej, którą spotykaliśmy wśród części kadry WSI.
Kartoteka dla Sowietów
Cenckiewicz i Woyciechowski zauważyli także, iż:
Kwestia sowieckiego "backgroundu" nie pozostawała bez znaczenia, zarówno dla funkcjonowania WSI, jak i dla naszej wiarygodności wobec sojuszników. Część szkolonej u Sowietów kadry została zwerbowana do współpracy. Na początku lat 90. Rosjanie przypomnieli sobie o tym fakcie i tylko naiwni mogą sądzić, że nie starali się tego wykorzystać. Na problem ten zwracali również uwagę nasi sojusznicy. Znany jest nam przykład wysokiego oficera WSI, który w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych miał objąć stanowisko attaché wojskowego w jednym z krajów zachodniej Europy. Spotkało się to z protestem tamtejszego rządu. (...) [O]statni szef WSW gen. Edmund Buła kazał zmikrofilmować kartotekę operacyjną kontrwywiadu w celu przekazania jej Sowietom.
Autorzy wsponianego materiału twierdzą także, iż: “Spośród patologii związanych z WSI wymienić należy m.in.: częściowe niszczenie dokumentów podlegających przekazaniu do IPN (zamazywanie personaliów osobowych źródeł informacji), werbowanie do współpracy dziennikarzy mediów publicznych i komercyjnych oraz osób odpowiedzialnych w mediach za zatrudnianie dziennikarzy, zakładanie i kontrola czasopism, próby ingerowania w procesy legislacyjne (prawo prasowe oraz ustawa o WSI), zainteresowanie procesami lustracyjnymi, które dotyczyły byłych lub obecnych osobowych źródeł informacji, werbowanie osób mających wpływ na ważne decyzje biznesowe i gospodarcze; nadużycia, niegospodarność i malwersacje finansowe związane z wykorzystywaniem funduszu operacyjnego; lokowanie pieniędzy z funduszu operacyjnego w firmy i przedsięwzięcia gospodarcze, które nie mają związku z ustawowymi zadaniami WSI, a które służyły prywatnym interesom zaangażowanych w te przedsięwzięcia żołnierzy WSI; kontrolowanie i wpływanie na procesy przekształceń w przedsiębiorstwach państwowych; prowadzenie nierejestrowanej w kartotece operacyjnej agentury, co umożliwiało omijanie przepisów prawa zakazujących werbowania osób pełniących funkcje publiczne, a podlegających lustracji.”
Zresztą wiele tekstów o politycznej agenturze wpływu i przyjacielom WSI z tamtych lat oraz wybitnym przekrętom towarzyszy ze służb specjalnych — napisał Aleksaner Ścios w Salon24. W świetle cytowanych materiałów można stwierdzić, że kpiną nie tylko z czytelnika jego blogu, lecz także i ze zdrowego rozsądku — jest stwierdzenie Crassusa, iż: „Trudno powiedzieć o co tym chłopakom z WSI chodzi, możliwe że nawet oni nie wiedzą sami.”
Bowiem wbrew tej jego opinii, „chłopaki” Crassusa z WSI doskonale wiedzą o co im chodzi, nie na próżno byli przecież świetnie szkoleni przez swoich sowieckich braci. Niegdyś tow. Jaruzelski za pomocą służb specjalnych, także i WSI — bronił uzależnienia nas od kremlowskich władz i sowieckiego komunizmu — jak wyimaginowanej przez siebie niepodległości. Teraz chlopaki z WSI równie mocno bronią swoich wpływów, i związanych z tym mafijnych dochodów. Tak samo jak w Rosji, gdzie rządzą ich przyjaciele z byłej sowieckiej KGB, a obecnie FSB — którzy zadławili rosyjską demokrację i połykają niezależne biznesy.
Ufoludki z nieistniejącej WSI
Usiłujący być dowcipnym Crassus — w dodatku mający jakieś problemy nie tylko z istnieniem „Gazety Polskiej”, lecz i z publikowanymi w tej gazecie artykułami o służbach specjalnych, w tym także i WSI — cytuje powiedzenie znanego specjalisty od kosmitów Foxa Mulder’a, że "The truth is out there" (Ta prawda jest tam) — czyli u ufoludków w kosmosie. Myślę, że pisze o tej, poznanej apewne przez siebie za pośrednictwem Muldera — spec-kosmicznej prawdzie o nieistnieniu aspiracji w WSI do kontrolowania polityków i nielegalnych machinacji finansowych, a także nielegalnego handlu bronią wysyłaną dla terrorystów. I chyba właśnie dlatego dał swojej notce tytuł „WSI i kosmici”.
Zenek spod monopolowca a WSI
Crassusa stwierdza, że: „WSI i ufoludki. Teoretycznie wiele ze sobą wspólnego nie mają.” I dalej pisze, że jednak: “Agentów WSI łączy z kosmitami bardzo wiele. Od początku lat 90 tych robią co mogą aby przejąć władzę w naszym ukochanym kraju.” Co więcej, Crassus doskonale zna ukryte tajemnice wszystkich wpływowych ludzi w kraju i z dumą może oznajmić, że: “Co prawda najbardziej wpływowi ludzie w Polsce z WSI wiele wspólnego nie mają, ale wystarczy że Zenek spod monopolowca dostanie w pysk od pana w ciemnych okularach i pojawia się z tej okazji setka komentarzy o odradzającej się potędze bezpieki.”
Crassus twierdzi też, że: „Trudno powiedzieć o co tym chłopakom z WSI chodzi, możliwe że nawet oni nie wiedzą sami.” Skoro więc dla niego chłopaki ze WSI to takie jakieś dobroczynne, a więc nieistniejące ufoludki — dlatego nie tak trudno powiedzieć o co temu specjaliście od spec-kosmicznej prawdy, a zarazem chłopakowi rodem nie z WSI chodzi, I jest nawet możliwe że on sam nie chce nam o tym bezpośrednio powiedzieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)