0 obserwujących
181 notek
94k odsłony
  855   0

Papierosy - państwo opiekuńcze, islam, Hitler

Oficjalnym celem wprowadzenia w grudniu 2012 r. w Australii przepisów o jednolitych i wstrętnych opakowaniach wyrobów tytoniowych, z obrazkami mogącymi u wrażliwych ludzi wywoływać odruchy wymiotne, było po prostu zniechęcenie ludzi do kupowania papierosów. Miało to doprowadzić do obniżenia liczby osób palących, zwłaszcza nieletnich. Naukowcy z Uniwersytetu w Zurychu sprawdzili, czy ten ważny projekt inżynierii społecznej Australijskiej Partii Pracy rzeczywiście spowodował zmniejszenie odsetka palących wśród australijskich nastolatków.

WHO

Źródło: http://www.who.int/features/2013/tobacco_warning_labels.jpg

Warto zwrócić uwagę na podobieństwo ukrywania przed ludźmi atrakcyjnych opakowań papierosów z nakazem zakrywania twarzy przez kobiety w świecie arabskim. Islamscy politycy i duchowni uważają, że rząd ma prawo do decydowania, co jest dobre dla zwykłych ludzi i dlatego powstrzymują ich przed oglądaniem rzeczy, które mogą sprowadzić ich na manowce. W obecnym ustroju panującym w świecie zachodnim, cieszący się największą popularnością politycy wybierani w demokratycznych wyborach zgadzają się z tym. Może nie podzielają oni religii saudyjskich mułłów, ale podzielają ich filozofię polityczną. Jak zauważył cytowany juz przeze mnie przy innej okazji dr Jamie Whyte, były wykładowca filozofii na Uniwersytecie w Cambridge, będący obecnie szefem wolnorynkowej partii ACT z Nowej Zelandii, "naprawdę niepokojącą sprawą w tych przepisach nie jest bezmyślne łączenie tego, co jest dobre dla ludzi z tym, co jest dobre dla ich zdrowia. Naprawdę niepokojąca jest gotowość parlamentarzystów do zakazania słów i obrazów, które promują coś, bez czego według ich przekonania ludziom byłoby lepiej". Ponieważ "jeśli ludzie cenią przyjemność (i inne korzyści), które osiągają z palenia bardziej niż zdrowie które tracą, to palenie jest dla nich zyskiem netto (...) Żaden polityk nie może widzieć, czy palenie jest dla ludzi dobre czy złe".

Profesorowie z Uniwersytetu w Zurychu skorzystali z dostępnych danych statystycznych firmy Roy Morgan za okres od stycznia 2001 r. do grudnia 2013 r. i przeanalizowali wpływ tych przepisów na rozpowszechnienie palenia. Sprawdzili, czy istnieją dowody, że cel polityków został osiągnięty - czy obrzydliwe opakowania pozbawione wszelkich znaków firmowych rzeczywiście wpłynęły na odsetek palących wśród osób w wieku 14-17 lat.
W ciągu badanego okresu niecałych 13 lat stale obniżał się odsetek nieletnich palaczy, i jest to ogólnie znane zjawisko.  Na pierwszym obrazku widoczna jest linia trendu opisująca ten spadek. Dane za okres 12 miesięcy przed i 12 miesięcy po wprowadzeniu przepisów poddano obróbce. Obliczono odchylenia od tej linii trendu z pierwszego obrazka. Wyniki pokazuje drugi wykres.
Stwierdzono brak oczekiwanego przez opiekuńczych polityków efektu. Za to inne, publikowane wcześniej analizy wykazały wzrost sprzedaży tytoniu i papierosów z przemytu oraz wzrost dochodów zorganizowanych grup przestępczych.


P. Piotr Osborne w artykule opublikowanym w brytyjskim "Daily Telegraph" stwierdził zgodnie z najoczywistszą prawdą, ze prowadząca agresywną kampanią na rzecz ograniczenia palenia organizacja Action on Smoking and Health (ASH) nie jest żadnym stowarzyszeniem obywateli zaniepokojonych stanem zdrowia swoich sąsiadów. Organizacja ta była taką, ale jedynie przez krótki okres tuż po jej utworzeniu. Jak stwierdził autor artykułu, "kiedy tylko stało się jasne, że ASH nie stanie się masowym ruchem jak przewidywali założyciele, jej personel skoncentrował się na współpracy z elitami politycznymi i mediami w Londynie". W rezultacie ASH  stał się często ostatnio spotykaną "grupą aktywistów finansowaną przez rząd". Od ćwierci wieku brytyjski rząd płacił ASH (i innym podobnym organizacjom antytytoniowym) za lobbowanie... w rządzie. Efekt był taki, że przez wiele lat wydawało się, że istnieje masowy ruch społeczny naciskający, by palaczy przekształcić w "pariasów", podczas gdy w rzeczywistości prawdziwe ciśnienie pochodziło od kilku biurokratów w Departamencie Zdrowia.

Politycy z lewej i prawej strony byli naciskani do zmiany poglądow przez tego rodzaju organizacje prowadzące kampanie antytytoniowe, finansowane z pieniędzy podatników. Żaden zastraszony polityk głównego nurtu nie ośmielał się kwestionować tego konsensusu i tylko palący Rothmansy członek europarlamentu, słynny Nigel Farage z UKIP jest wyjątkiem. Coś jednak zaczyna się zmieniać w kwestii podejścia do odpowiedzialności osobistej obywateli. Projekt budżetu rządu Wielkiej Brytanii zakłada cięcia podatków od piwa i bingo (to straszne!). a podobno w trakcie dyskusji w brytyjskim parlamencie nad "problemem" z paleniem w samochodach, najwięcej braw zbierali posłowie wypowiadający się przeciwko kolegom "zdecydowanie antytytoniowym".

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale