Jest ci w naszej wiosce Grześ.
Grześ, jak Grześ, innym Grzesiom podobny, i ten nasz, też nawiedzony.
Niby nie pije, ale gada, jak profesor na wykładach w Zielonej Górze, czy w innym Kijowie.
Czasem, jak powie, to powie, a czasem, to … szkoda gadać.
Raz, siedzim my sobie pod sklepem, wisienki pijem, jak ludzie, a tu patrzym - Grześ idzie z wielkim workiem i się ugina w nogach, a głową kiwa, jak zawdy, bo ma słabą na szyi.
Normalnie:
„Idzie Grześ przez wieś
Ciężki worek niesie…”
- Co tam dźwigasz, Grześ? – Zawołali my z daleka, bo żadnemu się dupy ruszyć nie chciało ze schodka.
- Kamienie ze wsi wynoszę, co by się ludziska nie wywalali! – Odpowiedział Grześ, a my wybałuszylim ślepia i pomyślelim, że ten Grzechu, to jednak nie taki pusty ma ten łeb, bo każden se zara przypomniał, jak, to nie raz, w wielki paluch się pierdyknął o kamlot i łykli my za robotę Grzesia z szacunkiem.
- To wynoś, wynoś! – Krzykli my chórem i donośnie.
Grześ poszedł i idzie, a tu:
„Idzie wieś przez wieś,
Worek ciężki niesie,
A przez dziurkę
Piasek ciurkiem
Sypie się za Grzesiem.”
Bo się, k…a, okazało, że ten popapraniec piasek z budowy wynosił, co to był na wspólną świetlice zwieziony.
Tedy, powiadam wam, uważajcie na tych, co za was ciężary chcą dźwigać.


Komentarze
Pokaż komentarze