Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze mi się wydawało, że sklepywanie ze sobą nic nieznaczących pojęć oznacza bycie poetą, zdarzyło mi się Poetę Prawdziwego spotkać, wódki z nim napić i to w towarzystwie.
Towarzystwem była moja serdeczna koleżanka i - co wiem dziś - najprawdziwsza poetka, Zosia, oraz jakaś glamza z obejścia Poety Prawdziwego, słowotwórstwem niezainteresowana.
Poeta Prawdziwy był wówczas (a to dawno temu było) poetą znanym i uznanym, o sławie zasłużonej. Mnie zachwycał wierszami o kwiatach i antycznych bogach, a Zosię, tymi o miłości, które mi się też podobały, ale mniej nieco.
Intrygowała mnie jego, serce wstrzymująca zachwytem, znajomość każdego kwiatka, każdego zapachu, gdy ja, na przykład, umiem rozróżnić niewiele, jak jaśmin i maciejkę - która duszący ma zapach - bo margerytek już nie, a magnolii, to zupełnie, i nie wiem, czy dobrze piszę ich nazwy.
Zosia, zaś, chciała poznać, jakiż to stan uczuć wyższych Poeta Prawdziwy przeżywa, gdy tak alabastrowo czystość miłosnych nadwrażeń w rymach (albo i bez rymów) opisuje.
- Ty znasz każdy kwiat chyba po imieniu?- Spytałem drżącym tembrem Poetę Prawdziwego (bo już się tytać zaczęliśmy).
- Stary, co ty pierdolisz! - Rzekł poetycznym językiem abstrakcji - Mam kilka leksykonów, a almanachy różne po podłodze mi się walają. Ja tam nie odróżniam narcyzy od markizy, ale wszystko sobie wyczytam, mieszam i pierdut wiersz, i potem, jak się nazbiera, to tomik w Iskrach albo Czytelniku (takie wydawnictwa były) i money, money. - Zanucił znienacka.
- A o miłości, o miłości, to tak pięknie pan pisze, że serce stawa, zadyszki dostaje i zazdrość ogarnia o szczęście tej, co muzą jest! - Wyszeptała, zsiniałymi wargami, pobladła nagle, Zosia.
Poeta Prawdziwy ręką machnął niedbale, strącając przy okazji półlitrówkę, ale to nieważne było. Wołając na kelnerkę, mimo, że ja płaciłem, od niechcenia odpowiedział:
- Eee tam, po słownikach pełno patetycznych słówek, czasem się walnie jaką przechodzoną metaforę typu: "żeś mi szklanką nektaru niemdłosłodkiego z chmur płaczliwości łez twoich wybryźniętą na podest". Gówno to znaczy, a poezją wielką jest. A w kwestii muz, to jak się dziwkę przeleci to, o podcierce myślisz, a nie o wierszach.
Kurwomacie mi umysł przegrzały, gdym na Zosię zbielałą popatrzył i gdym ją do domu odwoził bezwładną, jak manekin sklepowy.
I nie z chlaństwa to było.
I dziś żałuję, żem mordy nie otłukł Poecie Prawdziwemu, choć on był autorytetem moralnym i sztuki przewodnikiem, a Zosia - cudowna poetka - już ani strofki nie napisała, i poezja jej serdeczna nikomu serca nie ogrzewa, a ja?
Też już wierszy nie piszę prawie, mądre książki wyrzucam i romanse dla kucharek czytam, i czasem tylko do Księżyca głupio się zaśmiewam, ale bom nie jest normalny.
32
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)