Dzyng! Dzyng!
- Wlazł! Otwarte, nie widać?
- Dzień dobry!
- A pani, kto, do cholery! Czasu nie mam! Nudzę się właśnie i przeszkadza mi pani!
- Ja dziennikarka jestem kolego i nie podskakuj, bo mam delegację od czwartej władzy i medialną siłę.
- Dobra, dobra. Kobiet ww wtorki nie biję. Wlazła i niech siada. Kawy? Herbaty? Czy się obędzie?
- Daj, co masz.- No, to dostała, co Sartoriusz miał pod ręką, czyli nic, bo jest w dołku ekonomicznym.
- Czego pani chce, dziennikarko miła? - Zagaił swoim nienagannie poetyckim stylem.
- Słuchaj! - Dziennikarka miała niewiele lat ponad 24, albo i tego nie.
Kto lata kobiet zgadnie? Waliła jednak Sartoriuszowi na ty, jak piwo z gwinta, bo on już tak ma, że mu wszystkie rozwichrzone panny tak walą.
- Moja gazeta prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie nagłego wzrostu rozczuleń i płaczliwości w salonie 24, bo donos doszedł, że w tym kręcisz jakieś lody. Jako periodyk poważny i codzienny, rzecz zbadaliśmy szczegółowo, wiedząc od początku, że jesteś drań i łobuz i nasza rozmowa tego nie zmieni, ale etyka dziennikarska...
- Rozumiem miła pani. - Sartoriusz, mimo że syczał przez ściśnięte wargi, zachowywał wrodzoną mu życzliwość i tylko twarz jego okrągła, jak księżycowy plaster, barw nabrała trupio-szarych - jest tu pani po to by założoną hipotezę potwierdzić, lub - westchnął, aż mu brzuchem zarzuciło - odrzucić, jako potwarz wstrętną.
- Co ty!? Chłopie na mózg upadłeś? Historia już jest w drukarni, wywiad tylko tak jest, byś atutów nie miał, bo i tak napiszę, co zechcę, bo ja w zastępstwie jestem i wisi mi ...
- A kto miał być? Iza Kosmala? - Sartoriusz wydmuchnął z płuc, co miał do wydmuchnięcia i uspokoił się nagle.
Pobocznie powiemy, że złość wydmuchnął.
- Znasz Izę? - Młoda dziennikarka aż się zachłysnęła pytaniem.
- Znam, nie znam i tak pewnie się teraz za przedszkolaka przebrała, i zbiera materiały o mafii marchewkowej, eee... - Machnął ręką, co nie wiadomo jak przyjąć, czy jako a -, czy jako deza-probatę.
- Ale to nie ona miała być. - Dziennikarka pogodziła się z faktem, że nie dowie się czy Sartoriusz zna, czy nie zna.
Sartoriusz, albo był, albo przebiegle udawał niezainteresowanego.
- Dobra powiem, miała być..., Ale nie wygadaj się.
- Dobra, już wykropkowałem - uspokoił Sartoriusz i wykropkował. - A czemu nie przyszła ona, tylko pani?
- Bo jakieś kłopoty z garderobą miała, coś tam jej wypadło na progu, czy po drodze, niedokładnie wiem. Do tego jakoś ciebie nie lubi, - zachichotała młoda dziennikarka - ale teraz już wiem, czemu.
Sartoriusz spojrzał na nią swoim mądrym, bursztynowym spojrzeniem, zamyślił się w sposób mu tylko przyrodzony, czyli krótkomgiennym błyskiem myśli i rzekł:
- To niech pani wreszcie zacznie ten wywiad.
*) - Wywiad będzie opublikowany najpewniej jeszcze przed zakończeniem dziennikarskiego śledztwa. Na razie siedzą sobie i gadają...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)